Witamy na stronie parafii p.w. św Andrzeja Apostoła w Słopnicach          Życzymy miłego oglądania
Strona główna -> KATECHEZY DLA DOROSŁYCH

 

Katecheza 15: II przykazanie Boże – zaklęcia, przekleństwa i bluźnierstwa

 

Zaklęcia

             W szerokim rozumieniu zaklęciem nazywamy powoływanie się na pewną powagę moralną, aby daną osobę wzruszyć i skłonić do jakiegoś dobra. Dlatego zaklinamy się na ojczyznę, matkę, ojca, przodków, honor, itd.

W ścisłym tego słowa znaczeniu zaklinaniem nazywamy wzywanie imienia Boga lub imion świętych albo też rzeczy świętych, aby przez ich cześć albo obawę przed nimi uzyskać jakieś dobro lub uniknąć zła. Zaklinanie jest zatem aktem cnoty religii, gdyż jest powoływaniem się na Pana Boga bezpośrednio lub pośrednio, a więc na największą powagę, jaka istnieje. Zaklęcie jest zatem podobne do przysięgi. Różni się ono jednak od niej tym, iż w przysiędze Boga wzywamy na świadka, a zatem w innym celu niż w zaklęciu.

Podobnie jak dopuszczalne są przysięgi i śluby, tak również dopuszczalne są również zaklęcia. Są one aktami cnoty religii, gdyż odnoszą się one wprost do kultu Boga. Wolno więc wzywać imion Boga, Pana Jezusa, Ran Przenajświętszych, Krzyża, Śmierci Pana Jezusa i Matkę Bożą, jeżeli może to kogoś wzruszyć i skłonić do spełnienia jakiegoś dobra lub do zaprzestania zła. Swego rodzaju zaklęciem są wezwania w litaniach, np.: „Przez narodzenie Twoje”, „Przez śmierć i mękę Twoją”, itp. O godziwości zaklęć poucza nas Kościół, skoro sam je w pewnych wypadkach każe czynić przez swoich kapłanów (np. przy Chrzcie św.).

Zaklęcie dzielimy na:

Uroczyste, których używa Kościół przez swoich kapłanów, według ściśle przepisanych reguł. Tymi zaklęciami posługuje się Kościół wobec złych duchów, chcąc uwolnić ludzi od ich przemocy. Zaklęcia uroczyste, czynione w imieniu Kościoła przez jego urzędników nazywamy egzorcyzmami. Jedne z nich są dozwolone dla wszystkich kapłanów (np. przy udzielaniu chrztu św., gdy kapłan mówi: „Zaklinam cię, duchu nieczysty…”), a inne są zarezerwowane dla biskupa diecezjalnego, który może udzielić władzy w danych wypadkach wybranym kapłanom  (np. egzorcyzmy na opętanymi). Dawniej władzę wypędzania szatana z opętanych posiadali wszyscy, którzy mieli święcenia niższe, ale dzisiaj na dokonanie egzorcyzmów musi być wyznaczony kapłan. Kościół zachowuje w tym względzie wielką ostrożność, aby nie brano pochopnie wszystkich wypadków za bezpośrednią interwencję szatana. Jasno w tym temacie mówi Kodeks Prawa Kanonicznego.

Zaklęcia zwykłe, prywatne, które może czynić każdy człowiek i którymi posługują się ludzie w potocznym życiu.

Zaklęcia w postaci rozkazu, kiedy ktoś rozkazuje w imię Boże jako przełożony swemu podwładnemu. Tego rodzaju zaklęcia użył Kajfasz w stosunku do Jezusa, gdy zawołał: „Zaklinam cię na Boga żywego, abyś nam powiedział, czy ty jesteś Chrystusem, Synem Bożym” (Mt 26,63). Podobnie św. Paweł często posługiwał się zaklęciem, gdy napominał swoich wiernych: „Proszę was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała wasze na ofiarę żywą, świętą i przyjemną Bogu” (Rz 12,1).

Zaklęcia w formie prośby. W Ewangelii czytamy, że i sam szatan podobnego zaklęcia użył w odniesieniu do Pana Jezusa: „Co ci do mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię przez Boga, aby mnie nie dręczył” (Mt 5,7).

Warunki godziwości zaklęcia

Zawsze, aby zaklęcie było godziwe, muszą być wypełnione te same warunki, które są wymagane do godziwości przysięgi, a więc prawda, sprawiedliwość i sąd.

Prawda. Nigdy nie wolno zaklinać na nieprawdę. Dla przykładu podajemy, ze gdyby żebrak zaklinał się (co niestety zazwyczaj się zdarza) na wszystkie świętości, iż jest w skrajnej nędzy, w celu wyłudzenia pieniędzy, choć wcale żebrać nie musiałby, gdy tylko zechciał trochę popracować. W takim przypadku nadużywanie zaklinań jest grzechem powszednim, chyba że zaklinający oszukałby kogoś w rzeczy ważnej.

Sprawiedliwość. Wolno zaklinać się tylko na rzecz dobrą. Trudno pomyśleć, aby ktoś wzywał imion najświętszych w tym celu, aby dopuścić się przez to obrazy Bożej. W takim przypadku zaklinanie byłoby zawsze grzechem ciężkim, np. gdyby ktoś namawiał kogoś do wywarcia zemsty na bliźnim i zaklinał go do tego świętymi imionami.

Sąd. Zaklinać można tylko dla słusznej przyczyny i z należną czcią. Grzech w tym wypadku będzie grzechem powszednim, chyba, że dołączyłaby się do tego pogarda i szyderstwo. Dosyć często z zaklęciem łączy się groźba i złorzeczenie. W takim jednak przypadku zmienia się charakter grzechu i tego rodzaju występek nazywamy już nie zaklęciem, ale wprost klątwą lub przekleństwem. O tym grzechu jednak mówić będziemy oddzielnie.

 

Klątwa, czyli złorzeczenie lub przekleństwo

W przypadku klątwy nie chodzi o karę kościelną wyklęcia, czyli wykluczenia kogoś z Kościoła, ale o grzech przeciwko II i V przykazaniu Bożemu, dlatego, iż wprost albo domyślnie wzywa się imienia Bożego wraz z życzeniem się bliźniemu zła, nieszczęścia.

Przeklinać kogoś, czyli złorzeczyć to jest życzyć bliźniemu coś złego. Ludzie najczęściej przekleństwem nazywają słowa ordynarne, wulgarne, obelgi, przezwiska. Chociaż na te nazwy przekleństwo zasługuje całkowicie, to jednak  zawiera ono jeszcze większe zło, bo jest połączone z życzeniem bliźniemu nieszczęścia. Przekleństwo jest prawie zawsze grzechem ciężkim, bo zwykle życzy się bliźniemu zła najcięższego. Tylko wtedy przekleństwo jest grzechem powszednim, gdy ktoś wypowiada je z przyzwyczajenia, nie zdając sobie sprawy z tego, co mówi. Przekleństwem nie będzie wzywanie Boga do tego, aby dokonał pomsty na krzywdzicielach. Bóg mówi o tych, którzy by chcieli krzywdzić sieroty i wdowy: „Wdowie i sierocie szkodzić nie będziecie. Jeżeli je pokrzywdzicie, będą wołać do mnie, a ja wysłucham ich wołanie; i rozpali się zapalczywość moja i pobiję was mieczem i będą wasze żony wdowami, a synowie wasi sierotami” (Wj 22,22 – 24). Podobnie o ubogich mówi Pismo św.: „Nie odmówisz zapłaty potrzebującemu i ubogiemu bratu twemu… ale tegoż dnia oddasz mu zapłatę za pracę jego przed zachodem słońca, bo jest ubogi, a z tego utrzymuje życie swoje; aby nie wołał do Pana przecie tobie” (Pwt 24,14 – 15).

Przekleństwem nie będzie również życzenie bliźniemu zła dla jego poprawy i zbawienia.

Rodzi się zatem pytanie o to, kiedy przekleństwo i złorzeczenie będzie grzechem? Będzie ono zawsze wtedy, gdy jest czynione ze złą myślą zaszkodzenia bliźniemu, wywarcia na nim swojej zemsty, itp. Im większego zła życzymy bliźniemu oraz im mniejsza jest do tego przyczyna, tym złorzeczenie jest większym grzechem.

Z kolei złorzeczenie Panu Bogu nazywamy bluźnierstwem i zawsze jest ono grzechem ciężkim.

Złorzeczenie zwierzętom czy rzeczom martwym jest grzechem lekkim albo też może nie być grzechem. Król Dawid złorzeczył górom Gilboa, a Hiob i Jeremiasz dniowi swego narodzenia ( Hi 3,1 – 10; 2 Krl 1,21).

Sam Pan Jezus przeklął drzewo figowe dlatego, że nie widział na nim  owocu (MK 11,12 – 14, 20 – 21).

Grzech przekleństwa

Przekleństwo jest zawsze grzechem przeciwko miłości bliźniego, gdyż przez nie życzy mu się różnych nieszczęść. Z kolei, gdy człowiek sam sobie yczy nieszczęścia (złorzeczy), wtedy popełnia grzech przeciw rozumowi i prawu natury. Złorzeczenie jest również grzechem przeciwko czci Bożej, ilekroć jest połączone z wzywaniem imion świętych.

Pismo św. piętnuje zwyczaj przeklinania i grozi karami Bożymi.

„Rozgniewał Pana grzesznik… Usta jego (grzesznika) pełne są złorzeczenia i gorzkości” (Ps 9, 4).

„Usta ich pełne są złorzeczenia i gorzkości, prędkie ich nogi do wylania krwi” (Ps 13,3).

Prorok Ozeasz piętnuje przeklętników (Oz 4,1 – 3). Syrach dodaje jeszcze jedną przyczynę, z powodu której Bóg potępia przekleństwo. „Bo jak zapowiedzią ognia jest dym w kominie, tak przed krwią złorzeczenie” (Syr 22,30). Z tego powodu Pismo św. napomina: „Kto by cię przeklinał, niech będzie przeklęty” (Rd 27,29). „Błogosławieni niech będą, którzy błogosławią ciebie, a przeklęci, którzy ciebie przeklinają” (Lb 24,9).

Szczególnie surowe kary są zapowiedziane na tych, którzy śmieliby złorzeczyć swoim największym po Bogu na ziemi dobroczyńcom, czyli rodzicom. „Kto by złorzeczył ojcu swemu lub matce, śmiercią niechaj umrze” (Wj 21,17; Kpł 20,9)). „Kto by złorzeczył ojcu swemu i matce, pochodnia jego zgaśnie pośród ciemności” (Prz 20,20).

Św. Piotr za wzór stawia chrześcijanom samego Jezusa Chrystusa, który: „Gdy mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie wygrażał się” (1 P 2,23).  Św. Paweł posuwa się jeszcze dalej w chrześcijańskim nakazie miłości, bo nie tylko zakazuje mścić się za wyrządzone zło, ale nakazuje błogosławić: „Błogosławcie prześladujących was, błogosławcie, a nie przeklinajcie” (Rz 12,14). W wielu jeszcze innych miejscach Pismo św. piętnuje przekleństwo i tych, którzy złorzeczą.

Ojcowie Kościoła także bardzo mocno potępiają zwyczaj przeklinania. Św. Jan Złotousty napisał: „Nie na to ci został dany język, abyś przeklinał, ale abyś błogosławił… Kiedy mówisz do Boga: zniszcz mego wroga, zniszcz jego dom, zniszcz mu wszystko na ziemi… i tak tysiączne nieszczęścia wrogowi twemu życzysz, to nie różnisz się niczym od mordercy i od dzikich zwierząt… Kto wroga przeklina, ten na siebie samego przekleństwo sprowadza”.

 

Bluźnierstwo

Bardzo wielu różnych autorów podawało różne definicje i określenia tego grzechu. W tym miejscu proponujemy definicję, która streszczałaby istotne elementy bluźnierstwa podkreślane przez innych: „Bluźnierstwo jest to urąganie Panu Bogu, osobom lub rzeczom świętym”. Słowo „bluźnić” pochodzi od: bluć, pluć, obrzucać śliną. Bluźnierstwo należy do najcięższych grzechów.

Bluźnierca kieruje swoją złość lub szyderstwo przeciwko najwyższemu Majestatowi i przeciwko największemu Dobroczyńcy. Bluźnierstwo może być uczynione wprost, gdy człowiek wyzywa Pana Boga i Mu urąga. Może być również uczynione pośrednio przez szydzenie z osób albo rzeczy świętych. Skoro bluźnierca szarga świętości, to czyni to właśnie dlatego, że mają one jakąś łączność z Panem Bogiem. Grzech bluźnierstwa nazywamy także grzechem szatańskim, gdyż jego źródłem jest najczęściej nienawiść Boga. O ile wiele grzechów ludzkich można usprawiedliwiać słabością natury lub gwałtownością pokus czy zaćmieniem umysłu, to bluźnierstwa nie da się tak łatwo usprawiedliwić. Wierzenia religijne należą do najwyższych wartości w życiu ludzkim. Urąganie i znieważanie ich świadczy o jakiejś perwersji i aberacji. Już starożytni głosili, że „Santa sanctae tracenia”, czyli, że o rzeczach świętych należy mówić z odpowiednią powagą. Plugawienie rzeczy świętych, obrzucanie ich błotem, należy do najbardziej prymitywnych i brutalnych rodzajów bluźnierstwa. Bluźnierstwa ludzie najczęściej wypowiadają słowami. Zdarzają się jednak zniewagi czynne wobec osób lub rzeczy świętych, chociaż nieomal we wszystkich kodeksach praw są one piętnowane i ścigane.

Moraliści rozróżniają bluźnierstwo zwykłe od heretyckiego. W bluźnierstwie zwykłym jest sama zniewaga Boga lub rzeczy świętych. W taki sposób rodacy bluźnili Jezusowi, kiedy „potrząsali głową i lżyli Go mówiąc; Ty, który chciałeś zburzyć świątynię i w trzy dni ją odbudować, wybawże samego siebie, jeżeli jesteś Synem Bożym zejdź z krzyża… Zaufał Bogu, niechże Go teraz Bóg uwolni, jeżeli rzeczywiście Go miłuje” (Mt 27,39 – 43).

Bluźnierstwem heretyckim nazywamy takie urąganie, w którym zawarta jest ponadto jeszcze herezja, np.: „Bóg jest tyranem”; „Bóg sprzyja tylko mocnym”; „Pan Bóg mnie do grzechu doprowadził”, itp.

Wydaje się jednak, że niewłaściwe jest takie rozróżnianie bluźnierstwa. Każde bowiem bluźnierstwo zawiera w sobie nie tylko herezję, ale wprost niewiarę. Odrzucenie Boga jest grzechem większym niż herezja. Mogą być jednak różne stopnie bluźnierstwa.

Bluźnierstwo jest złym owocem cywilizacji. Nie znają go bowiem ludy pierwotne, które nawet imienia Boga używają niezwykle rzadko i z najwyższą czcią.

Zwyczaj bluźnienia i urągania Bogu, jak też szydzenie ze świętości pojawia się tam, gdzie panuje rozluźnienie religijne. Człowiek głęboko i szczerze religijny nie odważy się nigdy na bluźnierstwa. Natomiast bluźnierca miota nimi, by pokazać, że nie uznaje nikogo ponad sobą i gardzi wszelkim objawem religijności jako zabobonem.

W Biblii pierwszym przykładem szydzącego bluźniercy jest Goliat, który wychodził, aby urągać „Izraelowi… hufcom Boga żyjącego” (1 Sm 17,25 – 26). Druga Księga Królewska chwali Jonatana, jednego z wodzów Dawida, że zabił pewnego Filistyna, który bluźnił „Izraelowi” jako ludowi Jahwe (2 Sm 21,21). Rabsak wysłannik króla Asyrii namawiał króla judzkiego, Ezechiasza i jego naró do poddania się. Przy tej okazji bluźnił Bogu, aby mu Izrael nie ufał, bo i tak Bóg Izraela nie zdoła się przeciwstawić potędze Asyrii, jak nie zdołały jej się oprzeć bóstwa tylu innych narodów (2 Krl 18,31 – 35). Było to jakby wyzwaniem ze strony Asyrii rzuconym Bogu Izraela. Jahwe wytracił wtedy 187 tysięcy Asyryjczyków (tamże). Prorok Izajasz wyraźnie mówi, że ta wielka i straszna klęska była karą Bożą za urąganie i bluźnierstwa. U Ezechiela Bóg wypomina Izraelito, że „bluźnili mi ojcowie wasi” (Ez 20,27). W końcu przytoczmy słowa starego Tobiasza: „Przeklęci będą, którzy by tobą wzgardzili, i potępieni będą wszyscy, którzy by tobie bluźnili” (Tb 13,16).

Wszyscy moraliści są zgodni, że bluźnierstwo jest zawsze grzechem ciężkim ze swojej natury i nie dopuszcza małej materii. Co najwyżej może się zdarzyć zwłaszcza u ludzi prostych, a właściwie prostackich, iż sami nie wiedzą, co mówią, nie zdają sobie sprawy z powagi słów, które wypowiadają. W takim przypadku może zajść lekki, chyba, że dołączy się grzech zgorszenia. Podobnie bluźnierstwo może być grzechem lekkim, gdy jest czynione w stanie wielkiego wzburzenia emocjonalnego, które kompletnie zaciemnia umysł, np. z powodu ogromnego nieszczęścia.

 

 

 

Katecheza 14: II przykazanie Boże – Śluby

O ślubach i przysiędze powinniśmy właściwie pisać przy I przykazaniu Bożym. W nim bowiem jest mowa o cnocie religijności oraz o różnych formach czci Bożej. Jednakże z tego powodu, iż jest to jednak zbyt wielki materiał, a ponadto zawsze przy ślubach i przysięgach wymienia się imię Boże, nieomal wszyscy autorzy mówią o nich przy II przykazaniu Bożym.

Znaczenie słowa „ślub”

Święty Tomasz pisze, że: „Ślub jest to obietnica złożona Panu Bogu”. Jednakże dokładniejszą wydaje jednak następująca definicja, która jest dziś powszechnie używana: „Ślub jest to obietnica, uczyniona Panu Bogu pod grzechem, że uczynimy coś dobrego”.

Najpierw należy objaśnić istotne elementy, które składają się na ślub.

Po pierwsze: Ślub jest to obietnica i z tej racji zawsze dotyczy przyszłości. W nim człowiek obiecuje Bogu na przyszłość coś ofiarować albo uczynić.

Po drugie: Ślub jest to obietnica uczyniona Panu Bogu. Jest to zatem akt uwielbienia, czyli akt czci najwyższej, który należy się tylko samemu Bogu. Ślubów w ścisłym znaczeniu nie można składać ludziom, aniołom, świętym, a nawet samej Matce Najświętszej. Można jednak złożyć ślub Bogu dla uczczenia jakiegoś świętego, podobnie jak przez celebrę Mszy św. chwałę otrzymuje jakiś święty, chociaż sama Ofiara Mszy św. odnosi się tylko do Boga.

Po trzecie: Ślub jest to obietnica uczyniona Bogu pod grzechem. Ciężar grzechu zależy od woli tego, kto składa ślub. Można bowiem coś obiecać Bogu pod grzechem ciężkim albo pod grzechem lekkim. Przez wyrażenie „pod grzechem” rozumiemy takie zobowiązanie, które sprawia, iż za niedotrzymanie ślubu grozi grzech ciężki lub powszedni. Śluby zakonne obowiązują same w sobie pod grzechem ciężkim, ale dopuszczają małą materię (np. zatrzymanie dla siebie bez pozwolenia drobnej rzeczy jest grzechem lekkim). Tym zobowiązaniem moralnym  różni się lub od zwykłej obietnicy, która nie powoduje żadnego grzechu, chyba, że ktoś polegając na naszej obietnicy miałby ponieść jakąś szkodę.

Po czwarte: Przy ślubie zobowiązujemy się uczynić coś dobrego. O przedmiocie ślubu będzie mowa, ale w tym miejscu zaznaczamy, iż Bogu nie można przyrzekać rzeczy złych. W przypadku uczynków samych w sobie „obojętnych” moralnie, np. spanie, rozrywka, posiłek, itp., mogą one być dobre przez szlachetny cel (spełniane dla chwały Bożej), a przez to mogą one być także przedmiotem ślubu.

Rodzaje ślubów

W zależności od różnych okoliczności śluby mogą najróżnorodniejsze. Najczęściej jednak wyróżniamy następujące rodzaje ślubów:

Ze względu na przedmiot:

Ślub osobisty – przedmiotem ślubu jest czynność osobista, którą ma wykonać sam ślubujący, np. post, pielgrzymka, itp.

Ślub rzeczowy –przedmiotem ślubu jest nie tyle czynność, ile rzecz, którą ślubujemy Bogu ofiarować, np. kielich dla kościoła, obraz, obrus, ofiara pieniężna, itp.

Ślub mieszany – przedmiotem ślubu jest czynność osobista i jednoczenie jaka rzecz, np. ślubuję udać się na Jasną Górę i tam ofiarować ryngraf.

Ze względu na czas:

Ślub doraźny, jednorazowy, np. złożenie jałmużny, post jednorazowy. Po spełnieniu danego warunku ślub przestaje istnieć.

Ślub czasowy – złożony na pewien okres czasu, dłuższy lub krótszy, np.  roczne śluby zakonne

Ślub wieczysty – mający trwać przez całe życie aż do śmierci.

Ze względu na sposób:

Ślub bezwarunkowy, absolutny, np. ofiaruję wsparcie konkretnej rodziny będącej w potrzebie ofiarą 1000 zł.

Ślub warunkowy, np. odbędę pielgrzymkę na Jasną Górę, jeżeli mój ojciec wyzdrowieje.

Ślub rozłączny, np. jeżeli zdam egzamin to dam na kościół 1000 zł albo kupię do niego nowy obraz

Ślub karny – kiedy kto nakłada sobie pokutę jako ewentualną karę, gdyby tego ślubu nie wypełnił albo gdy samo zobowiązanie ma charakter ekspiacyjny.

Ze względu na formę:

Ślub wyraźny, bo wypowiedziany wprost słowami

Ślub domyślny – kiedy ktoś przyjmuje na siebie takie zobowiązanie, do którego jest przywiązany ślub, np. przyjmujący święcenia diakonatu kleryk zobowiązuje się przez samo to do bezżeństwa.

Ze względu na przyjęcie przez Kościół:

Śluby prywatne, które  składa poszczególna jednostka wprost Panu Bogu, np. że będzie codziennie odmawiać różaniec.

Śluby publiczne, które Kościół urzędowo aprobuje i potwierdza jako takie. Takimi są wszelkie śluby, które wynikają ze święceń kapłańskich albo z racji wstąpienia do zakonu, zatwierdzonego przez Kościół. Te śluby zaś publiczne mogą być: proste, które obowiązują we wszystkich zgromadzeniach zatwierdzonych przez Kościół i w dawnych zakonach od nowicjatu do złożenia ślubów wieczystych albo uroczyste, które Kościół za takie uznaje, np. śluby wieczyste w zakonach ścisłych oraz śluby składane przez tzw. „profesów” Towarzystwa Jezusowego, wreszcie ślub czystości, który nakłada diakonat.

Ze względu na treść:

Śluby negatywne, gdy ślubujemy powstrzymać się od czegoś, nie robić czegoś, np. nie palić papierosów

Śluby pozytywne, kiedy ślubujemy, np. dać jałmużnę, odmawiać różaniec, itp.

Historia ślubów

Początki ślubów, tak jak i dzieje przysięgi, sięgają czasów zamierzchłych. Człowiek rozumiał, że w pewnych bardzo ważnych wypadkach, aby pozyskać sobie przychylność bóstwa, nie wystarczy tylko zwykła obietnica, ale jej muszą towarzyszyć szczególnie uroczyste zobowiązania. Z tego powodu ze ślubami spotykamy się u bardzo wielu ludów.

Już bohaterzy Homera wielekroć składają śluby swoim bóstwom. Czynią to Achajowie zobowiązując się do oddania bogom części łupów wojennych zdobytych na Troi (zob. Illiada, I, w. 65; 67 – 68; VII, itd.). Podobnie postępują również i obrońcy Troi (zob. Illiada, VI, w. 236 – 240; VII, w. 82, itd.).

Ksenofot w swoim dziele „Anabasis”, w którym opisuje dzieje wyprawy Cyrusa i powrót resztek wojsk greckich z Persji do ojczyzny, raz po raz pisze o składanych ślubach, aby uprosić sobie opiekę bogów. O ślubach składanych przez dawnych Greków mówi też pierwszy historyk grecki Herodot („Historia” VII, w 132). W V wieku powstają w Grecji wspaniałe świątynie wzniesione jako dary przyrzeczone ślubami narodowymi. Takim „votum” narodowym była, np. świątynia ku czci Ateny – słynny Partenon w Atenach lub też ku czci Zeusa w Olimpii. Podobne świątynie istniały w Tebach, Delfach, Argos, itd. Na frontonach tych wspaniałych świątyń przez długie wieki widniały napisy z odpowiednimi dedykacjami. Oprócz świątyń i gmachów przedświątynnych istniały także bogate dary. Podziwiano, np.  przez długie wieki przy świątyni delfickiej bogaty rydwan niejakiego Hieronima z Syrakuz, który oddać go Apollinowi, jeżeli na zawodach zwycięży, co się stało w latach 490 – 470 przed Chrystusem.

U Rzymian śluby były znane równie dawno, jak przysięgi. Cycero, Tacyt, Swetoniusz i inni historycy piszą, iż za ich czasów świątynie były przepełnione darami złożonymi przez ślubujących (vota).

Królowa Egiptu, Berenika, złożyła ślub, że odda bogom nawet własne włosy, jeżeli jej małżonek Ptolemeusz wróci szczęśliwie jako zwycięzca z wojennej wyprawy.

Pismo święte już w swojej pierwszej księdze mówi o ślubach. Oto patriarcha Jakub, uciekając przed Ezawem, składa ślub (Rdz 28,20 – 22; por Rdz 31,13). W księgach: Kapłańskiej, Liczb, Powtórzonego Prawa w wielu miejscach jest mowa o ślubach. I tak podane są szczegółowe przepisy odnośnie do osób, zwierząt, domów i pól, które ślubem można złożyć Panu Bogu. Dokładnie też zostało określone prawo nazireatu, które dotyczy osób Bogu poświęconych ślubem (Lb 6). Jest tam mowa o ślubach złożonych przez męża, córkę, żonę i wdowę (Lb 30). Śluby składał Bogu Jozue (Joz 9,25 – 27). Ślubem został wymodlony i ofiarowany Bogu Samuel, ostatni Sędzia (1 Krl 1,11). Król Dawid również wspomina o ślubach, które złożył Bogu w dniach utrapienia. W Nowym Testamencie także są wzmianki o ślubach (np. Mt 15,5). W Dziejach Apostolskich czytamy, iż św. Paweł „w Kenchrach ostrzygł sobie głowę; bowiem złożył ślub” (Dz 18,18). W tej samej księdze jest również wzmianka o czterech mężach, którzy uczynili ślub (Dz 21,23).

Godziwość ślubu

Protestanci odrzucają śluby, bo twierdzą, iż one ograniczają wolę człowieka. Sam Marcin Luter bardzo gwałtownie występował przeciw ślubom. Jednak zarzuty przez nich wysuwane nie wytrzymują krytyki, gdyż każde zobowiązanie w pewnym stopniu wiąże i ogranicza naszą wolę, a jednak zobowiązania istnieją, a co więcej są konieczne. Zresztą ślub nie jest narzucany, bo sam człowiek go sobie obiera. Śluby, składane roztropnie, są nie tylko godziwe, ale bardzo pożyteczne. Dlatego Pismo św. mówi: „Śluby czyńcie i oddajcie Bogu waszemu” (Ps. 75,12). O ślubach jako o jednej z form czci Bożej wspomina prorok Izajasz wymieniając je na równi z ofiarami (Iż 19,21). Zresztą wcześniej pisaliśmy, jak wiele przykładów ślubów podaje Biblia.

Ojcowie i pisarze Kościoła pochwalają śluby jako rzecz Bogu szczególnie miłą. Sam Kościół wiele razy urzędowo zabierał głos w tej sprawie.

Mamy dowody, że już w czasach apostolskich składano Bogu śluby. Wspomina o nich św. Ignacy w liście do Polikarpa; szeroko o nich pisze Tertulian w rozprawie o dziewictwie i św. Cyprian w książce o ubiorze dziewic. Św. Augustyn tak się odzywa do pewnych małżonków, którzy wspólnie złożyli ślub czystości: „Nie tylko zachęcam do wielkiej sprawiedliwości (gdy nalegam, aby od ślubu nie odstępować), ale odstraszam od wielkiego grzechu” (List 127). Podobnie w. Grzegorz pisze do Rustycjany, patrycjuszki rzymskiej: „Jednakże zdziwiłem się bardzo, dlaczego odstąpiliście od postanowienia, by odbyć pielgrzymkę do miejsc świętych i od ślubu, aby spełnić ten uczynek. Przecież dobrą myśl z daru Stwórcy poczętą w sercu, powinno się wykonać szybko i pobożnie, aby chytry uwodziciel nie usiłował powrócić do duszy i nie podsuwał następnie nowej przeszkody, przez którą umysł, pochłonięty różnymi zajęciami, nie mógłby swoich pragnień doprowadzić do skutku”. Z biegiem lat powstają całe traktaty o ślubach jako takich, a nawet o poszczególnych ślubach. Kościół pochwalał śluby, a zakony zawsze uważał za swoją awangardę i miał je pod szczególną opieką oraz ubogacał je duchowymi przywilejami:

Racje rozumowe przemawiają za godziwością ślubów. Zdanie św. Tomasza dla trzech rzeczy spełniona w ślubie jest lepsza i więcej zasługująca od rzeczy ślubem nie nakazanej.

Ślub jest aktem uwielbienia Boga, a więc aktem cnoty religijności, która jest pierwszą pomiędzy cnotami moralnymi. Im wyższego rzędu jest cnota, tym wyższego rzędu są jej akty. Ślub jako akt cnoty religijności jest nie tylko miły Bogu, ale należy do czynów najmilszych, ponieważ nie dotyczy on samej tylko rzeczy lub czynności ślubowanej (np. post, jałmużna), ale kultu Boga.  Te bowiem czynności są spełniane ze względu na Boga i dla Niego.

Kto składa ślub, ten więcej się uniża przed Bogiem od tego, który ślubu nie składa. Oddaje Bogu nie tylko samą czynność, ale nawet władzę nad sobą i nad swoją wolą. Po złożeniu ślubu nie można się zwolnić od jego wypełnienia. Daje zatem Bogu nie tylko „owoce” drzewa, ale „drzewo” z owocami, bo własną wolę.

Przez ślub człowiek umacnia swoją wolę w dobrym. Wiemy, jak często ta wola jest chwiejna, niezdecydowana i słaba. Jak łatwo o dobre chęci, a trudno o dobre uczynki. Kto składa ślub, ten łatwiej wykonuje i dobre czyny, bo wisi nad nim obawa obrazy Boga z powodu złamania uroczystego przyrzeczenia.

Swoim charakterem ślub jest bardzo zbliżony do ofiary. W każdym ślubie składamy Bogu jakiś dar, a jest on tym milszy Bogu, że łączy się bardzo często z osobistym wyrzeczeniem człowieka.

Wartość i zasługa czynu ślubowanego jest podwójna. Jeżeli coś jest nakazane prawem, to wypełnienie prawa daje zasługę cnoty posłuszeństwa, a kto do tego dołącza ślub, to tym samym dołącza akt cnoty religijności. Jeżeli zaś coś nie było nakazane prawem, to z rzeczy obojętnej staje się dobre i święte właśnie na mocy ślubu.

Warunki konieczne do zaistnienia ślubu

Ze strony ślubującego. Zdaniem św. Tomasza nie mogą ślubu składać aniołowie, święci w niebie ani też Chrystus Pan, gdyż mają wolę utwierdzoną w dobrym i nie potrzebują jej umacniać ślubem. Ponadto Chrystus jest Bogiem i sam sobie nie ma potrzeby składać ślubu. Ślubów składać nie mogą szatni i potępieni, gdyż są niezdolni do jakiegokolwiek aktu kultu, a gdy chodzi o aniołów i świętych, do czynu zasługującego. Ślubować mogą tylko ludzie i to żyjący na ziemi. Ślubować mogą wszyscy ludzie,  a więc także heretycy i niewierzący. Dla przykładu podajemy, iż  „Święta Penitencjaria” 29 listopada 1842 roku orzekła, że ważne są śluby zakonne zawarte wobec duchownych przełożonych protestanckich przez protestantów.

Dla ważnie uczynionego ślubu potrzebne są następujące warunki:

Dostateczne używanie rozumu. Z tego powodu dzieci przed 7 rokiem życia uważa się na ogół za niezdolne do składania ślubów (chociaż dosyć często występują dzieci przedwcześnie dojrzałe). Obowiązuje tu następująca zasada: odkąd dziecko zdolne jest poświęcić szatanowi złe czyny, czyli grzechy, odtąd też zdolne jest poświęcić również Bogu dobre czyny i zobowiązać się do nich nawet ślubem. Kto zatem zdolny jest do grzechu ciężkiego, ten też zdolny jest i do składania ślubów. Nieważe są natomiast śluby ludzi upośledzonych umysłowo, pijanych, odurzonych środkami chemicznymi, w hipnozie itp.

Intencja złożenia ślubu. Zawsze musi być chęć złożenia ślubu. Śluby fikcyjne, składane bez wewnętrznej intencji, są nieważne. Św. Tomasz mówi: „Przyrzecznie uczynione Bogu ustami, a nie sercem, nie jest ślubem”. Fikcyjne składanie ślubów zalicza się do grzechów śmiertelnych. Jeżeli chodzi o intencję, to wystarczy intencja ukryta i domyślna, gdyż do żadnego aktu ludzkiego nie wymaga się jako warunku koniecznego intencji aktualnej.

Dostateczna rozwaga i wiedza, co to jest ślub i do czego zobowiązuje. Nikt nie może brać na siebie zobowiązania bez odpowiedniej rozwagi. Ta rozwaga musi być tym większa, im ważniejsza jest materia ślubu oraz gdy zobowiązujemy się pod grzechem ciężkim. Według powszechnej opinii moralistów do pełnej rozwagi wymaga się pełnego używania rozumu i pełnej świadomości: czym jest ślub i jakie on nakłada zobowiązania. Praktyczną regułą jest tu zasada: do ważności ślubu wymaga się takiej rozwagi, jaka jest konieczna przy zawieraniu poważnych kontraktów albo spraw. Ślub uczyniony w takim podnieceniu, że umysł jest częściowo zaciemniony i pozbawiony pełnej świadomości, jest nieważny, np. ślub zrobiony w chwili katastrofy lub też zaraz po niej, gdy ktoś w takim stanie ślubowałby wstąpienie do zakonu albo pielgrzymkę, itp.

Nieważnym jest ślub uczyniony w błędzie, który dotyczy rzeczy istotnych, np. ktoś ślubował, że ofiaruje coś, co uważał za swoje, a co nie jest jego własnością; ślubował rzecz, o której wartości był przekonany, że stać go na to, by ją kupić na ofiarę, a okazało się, że ta rzecz jest o wiele droższa, itp. Błąd może również zaistnieć w samym celu, np. ktoś ślubował odbycie pielgrzymki, jałmużnę, post, itp. w intencji ojca, o którego chorobie został mylnie powiadomiony, podczas gdy ojciec jest zupełnie zdrowy. Jeżeli błąd nie jest bardzo ważny, to ślub obowiązuje, ale można go zamienić, jeżeli warunki jego wykonania okażą się zbyt uciążliwe (ale możliwe do wykonania).

Konieczna jest wolność od przymusu. Z tego powodu nieważne są śluby wymuszone siłą i gwałtem, np. kogoś zmuszają do małżeństwa i siłą prowadzą do ołtarza albo do klasztoru. Takie wymuszone śluby nie przynoszą Bogu żadnej chwały, a byłyby ze strony ludzi okazją do częstych nadużyć, szantaży i brudnego zysku(np. zamknąć kogoś w klasztorze, aby zagarnąć jego majątek).

Zdolność prawna do składania niektórych ślubów. Sam Kościół swoimi prawami zakazuje w pewnych wypadkach składania ślubów albo zacieśnia ich granice. Nie wszystkim ludziom pozwala składać śluby zakonne, np. ogranicza wiek czyniąc nieważnymi śluby przed 16 rokiem życia; nie pozwala kobietom składać ślubu oddania się służbie kapłańskiej. Podobnie podwładni nie mogą czynić ślubów prywatnych bez pozwolenia przełożonego zakonnego czy świeckiego, np. ojca rodziny, małżonka, itp. Nieważne byłyby śluby prywatne zakonników sprzeczne z duchem reguły.

Warunki konieczne do ważności ślubu ze strony jego przedmiotu.

Materia ślubu musi być możliwa do wykonania. Nikt nie może zobowiązać się do wykonania rzeczy niemożliwych. Byłoby to narażeniem ślubu wprost na jego złamanie. Tak więc nieważne byłyby śluby pieszej i ciężkiej pielgrzymki dla kaleki, zbudowanie kościoła dla ubogiego, itd. Zachodzi tu bowiem fizyczna niemożliwość. Nieważnym jest także ślub, kiedy zachodzi niemożliwość moralna, np. ślub czynienia cudów, nie popełniania żadnego grzechu.

Materia ślubu musi być godziwa i miła Bogu. Ślub jest aktem czci Boga. Bluźnierstwem zatem byłoby „czcić” Boga przez czyny grzeszne i niegodziwe. Św. Alfons Liguori pisze: „Wydaje mi się rzeczą bardzo prawdopodobną, że ślubowanie rzeczy złej, nawet w materii małej, jest samo w sobie ciężką winą, gdyż zakrawa to na bluźnierstwo chcieć złą rzeczą czcić Pana Boga. Lecz na ogół z powodu ignorancji (nieświadomości) taki ślub może być grzechem powszednim” (Teologia moralna 1, 3, nr 205). Grzechem ciężkim jest także składanie ślubów dla złych celów, choćby materia sama w sobie była dobra, np. dam jałmużnę ubogiemu, gdy powiedzie mi się dana kradzież. Jeżeli zły cel dołącza się tylko do zasadniczego dobrego celu, ślub jest ważny i dobry, ale mniej doskonały, np. ktoś ślubuje dać ofiarę na kościół dla chwały Bożej, ale także kieruje się trochę próżnością i żądzą pochwały. Ślubować Bogu rzecz obojętną samą w sobie czyni ślub nieważnym, a czyniący ślub popełnia grzech lekki, np. ktoś ślubuje, że będzie jadł, spał, odpoczywał, itp. Jeżeli jednak te czynności chce spełnić dla dobrego celu, np. dla chwały Bożej, aby mieć więcej sił do służby Bogu i dla dobra bliźnich, to ślub będzie ważny, gdyż zobowiązuje się do rzeczy dobrych z powodu celu.

Przedmiot ślubu musi zawierać dobro lepsze od rzeczy nieślubowanej. Przedmiotem ślubu mogą być rzeczy dobre, nakazane przykazaniem (wtedy obowiązują na mocy przykazania i ślubu). Czasem wystarczy rzecz lepsza tylko subiektywnie, np. dziewictwo jest lepsze od małżeństwa. Normalnie obietnica zawarcia małżeństwa nie może być przedmiotem ślubu, bo lepszą rzeczą jest dziwictwo i celibat. Jednak, kto by złożył ślub zawarcia małżeństwa w tym celu, aby się uwolnić od pokus, a nawet grzechów nieczystych, składa ślub ważnie, w myśl w. Pawła: „lepiej się ożenić, niż płonąć (namiętnością)”. Tego samego zdania jest również św. Alfons Liguori (por. Teologia moralne 1, 3, nr 209).

Zobowiązania, jakie ślub nakłada.

Zasadna naczelna. Wszelki ślub, ważnie uczyniony, obowiązuje ślubującego na mocy cnoty religijności.

Pismo św. niejeden raz i to w słowach bardzo uroczystych nawołuje do wypełnienia ślubów uczynionych Bogu: „Gdy ślub zrobisz Panu, Bogu twemu, nie będziesz zwlekał z oddaniem, bo się go  będzie upominał Pan, Bóg twój; a jeślibyś zwlekał, będzie ci to za grzech poczytane. Jeżeli nie chcesz obiecać, bez grzechu będziesz, ale co raz wyszło z ust twoich, zachowasz i uczynisz, jeśli obiecałeś Panu, Bogu twemu, a z własnej woli i ustami twymi wyrzekłeś” (Pwt 23,21 – 23).

 O ślubach wielokrotnie mówili ojcowie i pisarze Kościoła. Św. Ambroży: „Lepiej wcale nie ślubować, niż składać ślub, którego się nie myśli wypełniać”. Z kolei św. Augustyn podkreśla mocno: „Każdy obiecuje, co chce obiecać; niech jednak uważa, aby dotrzymać, co Bogu obiecał”.

O ślubach i o zobowiązaniach, jakie one pociągają za sobą, w wielu miejscach mówi też Prawo Kanoniczne.

Z kolei racje rozumowe zostały dość ogólnie podane, gdy była mowa o godziwości ślubów. Tu dodamy jeszcze jedną: Powszechność czynienia ślubów wśród wielu narodów świadczy o ogólnym przekonaniu, iż śluby są nie tylko godziwe, ale czymś Bogu bardzo miłym. Czyniono je przy okazji ogólnych klęsk i niebezpieczeństw, dla przebłagania bóstw, aby uprosić ich zmiłowanie. Składano również śluby dziękczynne, np. za zwycięstwa. Do wykonania ślubów przywiązywano zawsze bardzo wielką wagę, a łamanie ich zaliczano do najcięższych przewinień. Zatem to powszechne przekonanie ludów świadczy, iż sam rozum i natura ludzka uważają ślub za akt dobry i szlachetny.

Ślub obowiązuje pod grzechem lekkim albo ciężkim zależnie od materii i od intencji ślubującego. Aby ślub obowiązywał pod grzechem ciężkim, musi istnieć intencja zobowiązania się pod grzechem ciężkim i materia musi być poważna. Materia mała nie może być nakazana pod grzechem ciężkim, choć materia poważna może być nakazana pod grzechem lekkim. Chodzi tu o ślub prywatny. Natomiast, gdy chodzi o śluby publiczne (zakonne lub na mocy diakonatu), to ich materia jest poważna i dlatego w ogólności nie mogą one obowiązywać tylko pod grzechem lekki,. Materia lekka może zaistnieć jedynie w poszczególnych przypadkach. Tak więc w założeniu swoim śluby zakonne i celibat na mocy diakonatu obowiązują pod grzechem ciężkim, a tylko gdy materia jest lekka, wtedy ich złamanie jest grzechem lekkim (np. drobne naruszenie ślubu ubóstwa).

Ogólnie przyjmuje się, iż to jest poważną materią ślubu, co jako nakaz prawa obowiązywałoby pod grzechem ciężkim; to zaś zależy od myśli Kościoła, od celu danego nakazu i wielu innych okoliczności. Np. prawo liturgii przypisuje wlanie kilku kropel wody do wina, które ma być konsekrowane. Chociaż tu zachodzi materia lekka, to jednak Kościół daje ten nakaz pod grzechem ciężkim.

W praktyce za materię ciężką uważa się w ślubie obietnicę Komunii św. i postu (choćby przez jeden dzień, odmówienie cząstki Różańca, danie jałmużny od 50 zł wzwyż, itp.

Gdy chodzi o śluby rzeczowe, to według wielu moralistów za materię poważną uważa się taką, jaka zaistniałaby na mocy prawa sprawiedliwości (tzn. ile ktoś winien jest drugiemu na mocy cnoty sprawiedliwości). Na ogół przyjmuje się, że naruszenie ślubu ubóstwa na sumę około 50 zł jest grzechem ciężkim. Inni jako normę ciężkości materii biorą sumę pieniężną, która jest potrzebna do dziennego utrzymania średnio zamożnego człowieka.

Materia nie łączy się, gdy chodzi o śluby osobiste, ale dosyć często łączy się, gdy chodzi o śluby rzeczowe. Kto więc zobowiązał się ślubem do odmawiania codziennie jednej dziesiątki Różańca i zaniedbał to tego przez miesiąc, mas 30 grzechów lekkich, ale nie ma grzechu ciężkiego. Jest to bowiem ślub osobisty. Kto jednak zobowiązał się ślubem dawać co tydzień 10 zł, a tego zaniedbał przez wiele tygodni, zdaniem wielu moralistów popełnił grzech ciężki, bo przy ślubach rzeczowych materia się łączy.

Przy ślubach prywatnych wolno zobowiązywać się pod grzechem lekkim, nawet gdy chodzi o rzeczy dużej wagi, ale nigdy nie wolno zobowiązywać się pod grzechem ciężkim, gdy chodzi o rzeczy małej wagi. Byłby to ślub nieroztropny.

Wypełnienie ślubów.

W przypadku, gdy chodzi o czas, to istnieją następujące normy postępowania.

Ślub negatywny (np. abstynencja od alkoholu, nie uczęszczanie na publiczne widowiska) obowiązuje zaraz i zawsze, w podobny sposób jak prawa negatywne.

Jeżeli na wypełnienie ślubu został wyznaczony czas, to ten ślub należy wypełnić w określonym czasie i nie trzeba go uprzedzać, choćby się przewidywało, że później zajadą przeszkody. Dla przykładu: Ktoś ślubował pielgrzymkę na Jasną Górę w październiku, a później otrzymał informację ze szpitala, iż w tym miesiącu będzie miał zakontraktowaną operację oraz konieczną po niej rehabilitację. Chociaż wie, że wtedy ślubu nie będzie mógł wypełnić, nie jest zobowiązany do przyspieszenia terminu, udając się na pielgrzymkę w sierpniu czy wrześniu.

Kto nie wypełnił ślubu w określonym przez siebie czasie, ten nie jest zobowiązany do wypełnienia go w innym czasie, chociaż wtedy mógłby uczynić to łatwo. Dla przykładu: Ktoś lubował pościć w sobotę o chlebie i wodzie i z jakiegokolwiek powodu tego ślubu nie wypełnił, nie jest on obowiązany pościć w inny dzień. Jeżeli złamał ślub z własnej winy, to już popełnił grzech i tego nie cofnie. Jeżeli zaś złamał ślub niechcący, to grzechu nie ma.

Z kolei, gdy czas został wyznaczony jedynie w celu łatwiejszego (szybszego) wypełnienia ślubu, a nie dla specjalnych dni, to wtedy ślub obowiązuje również, gdy minie określony czas.

Jeżeli do wypełnienia ślubu czas nie został wyznaczony, to ślub ten należy wypełnić jak najszybciej. Wśród moralistów nie ma zgodności co do tego, jak długo można odwlekać z wypełnieniem ślubu, gdy nie ma określonego czasu. Wchodzą tu bowiem różne okoliczności, jak też niebezpieczeństwo niewypełnienia ślubów przez odwlekanie.

Ślub warunkowy

Taki ślub obowiązuje dopiero wtedy, gdy wypełnią się warunki, które postawił ślubujący. Nie wolno jednak podstępnymi środkami doprowadzić do tego, aby warunki nie mogły się spełnić. Dla przykładu: Grzeszyłby brat, który by ślubował, że po zawarciu małżeństwa przez swoją siostrę wstąpi do zakonu, a równocześnie wszelkimi środkami przeszkadzał siostrze w zawarciu małżeństwa.

Warunki zawsze należy tłumaczyć ściśle. Dal przykładu: Ten, kto złożył ślub, że wstąpi do zakonu, gdy jego matka wejdzie odpowiednio do swego stanu znów w związek małżeński (a on wtedy nie będzie musiał znosić ciężaru jej utrzymania), prawdopodobnie nie jest zobowiązany iść do zakonu, gdy matka zmarła. Chociaż chodziło tu o to, aby uwolnić się od obowiązku utrzymania matki, to jednak był postawiony warunek jej ponownego wyjścia za mąż. Zobowiązanie bowiem prawnie należy tłumaczyć zacieśniająco, czyli ściśle.

Ślub rozłączny

Śluby rozłączne polegają na tym, że obiecujący Bogu jedną albo drugą rzecz sobie pozostawia swobodę wyboru. Ta swoboda wyboru należy do istoty ślubu i ona decyduje o jego ważności. Zatem w ślubie rozłącznym ślubujący zastrzega sobie prawo wyboru wypełnienia jednej rzeczy z dwóch lub kilku przez siebie zaproponowanych. Z tego powodu nieważnym jest ślub tego, kto równocześnie ślubowałby rzecz dobrą albo złą lub też niemożliwą do wykonania. Nie można nigdy ślubować Bogu rzeczy złej lub też niemożliwej do spełnienia. Taki warunek nie tylko unieważnia ślub, ale też staje się obrazą Boga, gdyż ślub ma być na Jego chwałę. Kto ślubował naraz kilka rzeczy dobrych i możliwych do spełnienia, ten powinien wybrać jedną z nich. Zdaniem wielu moralistów, gdy ktoś wybrał jedną rzecz do spełnienia, a tamte, które wymienił w ślubie, stały się później niemożliwe do wykonania, nie jest zobowiązany do tego, aby wypełnić rzecz, którą wybrał dlatego, że nie zdecydował się na jedną tylko rzecz, ale wymienił ich kilka, sobie zostawiając wybór. W tym przypadku zabrakło swobody wyboru. Dla przykładu: ktoś ślubował ofiarować obraz do kościoła (jeden z dwóch, które posiadał), nie jest zobowiązany ofiarować obrazu, który mu pozostał, gdy złodzieje ukradli mu drugi.

Ustanie ślubu

Istnieją dwa rodzaje przyczyn, które sprawiają to, iż ustaje moc zobowiązująca ślubu.

Przyczyny wewnętrzne. Ślub prywatny przestaje istnieć sam od siebie, gdy zaszła wielka zmiana w odniesieniu do strony ślubującej, jak i rzeczy ślubowanej, która gdyby zaistniała na początku, to ślub na pewno nie zostałby uczyniony. W tym przypadku piszemy o ślubie prywatnym, który zależy od woli ślubującego. Skoro zmieniają się warunki na niekorzyść ślubującego albo samej rzeczy ślubowanej tak dalece, że ślubujący w takich przypadkach nigdy by ślubu nie składał, wtedy też ustaje zobowiązanie na mocy ślubu.

Przykłady ustania ślubu z powodu zmiany istotnych warunków odnośnie ślubującego: Ktoś będąc bogatym ślubował dać znaczną ofiarę na potrzeby leczenia chorych, ale po ślubie spalił mu się dom, okradli go złodzieje lub jego zasoby zrujnował kryzys finansowy. W taki przypadku jest zwolniony od tego ślubu. Ktoś inny ślubuje wstąpić do zakonu, ale oto bardzo ciężko się rozchorował i pozostał mu uszczerbek na zdrowiu lub nawet został kaleką. Z tego powodu jest zwolniony ze swego ślubu. Kto inny ślubował przyjąć Komunię św., ale przez zapomnienie zjadł coś na niecałą godzinę przed Komunią św. Nie jest zobowiązany, a nawet nie wolno mu iść do Komunii św. Ktoś ślubował pielgrzymkę do Częstochowy w dniu 15 sierpnia, ale właśnie tego dnia ciężko zachorował mu ojciec. Nie jest zatem zobowiązany do wypełnienia tego ślubu. Od zachowania ślubu czystości nie uwalnia fakt, że ktoś po złożeniu go zaczął odczuwać bardzo silne pokusy nieczyste, których wcześniej nie miał. Pokusy bowiem były do przewidzenia. Zresztą istnieją one w każdym stanie.

Zmiany ze strony materii ślubu, które zwalniają od obowiązku wypełnienia go. Jeżeli materia staje się niegodziwą, wtedy zmienia się istota ślubu i on nie obowiązuje, a nawet byłby niegodziwością. Dla przykładu: ktoś ślubował dać jałmużnę biednemu człowiekowi, którego spotkał, ale później dowiedział się, iż ten człowiek jest czynnym alkoholikiem i wszystkie jałmużny zawsze przeznacza na zakup alkoholu. W niektórych przypadkach materia staje się fizycznie lub moralnie niemożliwą do wykonania i z tego powodu lub przestaje obowiązywać. Dla przykładu: ktoś ślubował na danym miejscu zbudować kaplicę, ale władze mu na to nie pozwoliły. Może również zaistnieć taka sytuacja, iż materia ślubu nie spełnia zamierzonego celu głównego ślubu. Dla przykładu: Ktoś ślubował pielgrzymkę, aby uprosić zdrowie dla ojca. Tymczasem jego ojciec umarł. Wobec tego on w takim wypadku jest zwolniony od ślubu.

 Przyczyny zewnętrzne. W zasadzie żaden ślub publiczny nie ustaje z przyczyn zewnętrznych, a więc śluby zakonne (zakonów zatwierdzonych przez Kościół), ślub dozgonnej czystości i celibatu na mocy przyjęcia święceń, trwają zawsze. Dopuszczone są tylko wyjątki w poszczególnych przypadkach. Przez przyczyny zewnętrzne rozumiemy wolę przełożonych i odpowiednią władzę duchowną. Kościół jako najwyższa władza orzekł, że od tych ślubów nie zwalnia ogólnie i w zasadzie, ale jedynie w poszczególnych przypadkach. A zatem, gdy będzie mowa o zwolnieniu ze ślubów, dotyczyć to będzie głównie ślubów prywatnych. Przełożeni mogą uwolnić od ślubu przez: unieważnienie (anulowanie), dyspensę, zamianę.

Przez unieważnienie ślubu rozumiemy stwierdzenie głosem autorytatywnej władzy, że ślub jest nieważny, a zatem i nieobowiązujący. Przez władzę autorytatywną rozumiemy tego, który ma w sobie zwierzchnią opiekę nad ślubującym, a więc w pewnym sensie i nad jego wolą oraz jego czynnościami. Z kolei ta władza może być zupełna albo częściowa, tzn. ktoś jest pod władzą drugiego. Przykładem władzy zupełnej jest władza ojca nad synem. Z tego powodu może on unieważnić wszystkie śluby swoich małoletnich dzieci. Do unieważnienia ślubu nie wymaga się żadnej przyczyny. Racją najwyższą jest tu ostateczna wola przełożonego. Aby jednak przełożony mógł godziwie unieważniać śluby swoich podwładnych, musi mieć do tego przyczyny odpowiednio ważne. Są jednak moraliści, którzy się z tym nie zgadzają(np. św. Antoni, Kajetan, Suarez, itd.). Twierdzą oni, że przełożony, który z prawa natury ma władzę nad kimś (np. ojciec nad nieletnimi dziećmi lub zwierzchnik), może zawsze godziwie unieważnić śluby podwładnych. Jednak ich zdaniu sprzeciwia się  orzeczenie Kodeksu Prawa Kanonicznego, które mówi o unieważnieniu ślubu przez sprawującego władzę nad kimś, dla słusznej przyczyny” (Kan. 1196).  Widzimy, że prawo kościelne wymaga słusznej przyczyny, aby godziwie unieważnić śluby. Każdy, kto by unieważniał śluby podwładnych bez tej słusznej przyczyny, popełniły przynajmniej grzech lekki, chyba żeby te śluby unieważnił z pogardy dla spraw Bożych, bo wtedy byłby zawsze grzech śmiertelny.

Kto nad podwładnym posiada władzę całkowitą, wprost, ten może unieważnić wszelkie śluby podwładnego. Może on unieważnić ślub podwładnego nawet wtedy, gdy uprzednio zgodził się na złożenie tego ślubu albo nawet, gdy obiecał, iż ślubu nie unieważni, albo choćby już wyraźnie go zatwierdził. Kto jednak sprawuje nad podwładnym nie wprost i niezupełną (np. zwierzchnik nad podwładnym), skoro raz zgodził się na złożenie ślubu, nie może go już unieważnić.

Wprost unieważniać śluby mogą przełożeni, którzy mają nad swoimi podwładnymi władzę bezpośrednią i zupełną. Takimi przełożonymi są: papież, biskupi, przełożony zakonny nad zakonnikami profesami, ojciec nad nieletnimi dziećmi i mąż nad żoną.

Papież ma najwyższą władzę nad wszystkimi na mocy swojego urzędu. Może zatem unieważniać śluby wszystkich, którzy mu swoją wolę oddali w sposób szczególny. Zakonnicy składając ślub posłuszeństwa, winni są przede wszystkim to posłuszeństwo papieżowi. Na mocy ślubu posłuszeństwa zakonnego może papież rozkazywać i unieważniać śluby zakonników. Tej władzy nie ma papież nad nowicjuszami, którzy jeszcze nie złożyli ślubu posłuszeństwa. Nie ma również władzy rodzicielskiej na zwykłymi wiernymi Kościoła. Papież chociaż posiada moc dyspensowania wiernych od ślubów na mocy swojej władzy urzędu, to jednak nie może ślubów unieważniać, gdyż nie posiada nad wiernymi takiej władzy, jaką ma ojciec nad dzieckiem.

Biskupi diecezjalni na mocy prawa są przełożonymi zakonów żeńskich oraz zakonów, które mają tylko jurysdykcję diecezjalną. Na mocy tej władzy mogą unieważniać śluby swoich podwładnych.

Przełożeni zakonni mają władzę tylko nad podwładnymi sobie zakonnikami (profesami); przełożony domu nad członkami domu; przełożony prowincji nad podwładnymi w prowincji, a przełożony generalny nad wszystkimi w zakonie. W tym przypadku chodzi zawsze o tych zakonników, którzy złożyli śluby zakonne, bo przez nie oddali władzę nad swoją wolą w ręce przełożonych i stali wobec niejako dziećmi powierzając się ich władzy. Przełożony jednak nie może unieważnić ślubu zakonnego swego podwładnego, gdy ten ślubuje wstąpić do zakonu surowszego, na to bowiem pozwala mu prawo natury i Prawo Kościelne, które daje swobodę zakonnikowi w obiorze życia doskonalszego. Przełożony zakonny nie może również unieważnić ślubów zakonnych swoich podwładnych, gdyż śluby zakonne Kościół bierze pod swoją władzę przez fakt zatwierdzenia danego zakonu. Przełożony może unieważnić śluby prywatne swoich podwładnych. To, co zostało napisane w odniesieniu do przełożonych zakonów męskich, dotyczy także przełożonych zakonów żeńskich.

Ojciec w rodzinie może unieważnić śluby swoich dzieci uczynione przez nie przed osiągnięciem pełnoletniości. W przypadku, gdy nie ma ojca, to jego funkcję przejmuje matka lub opiekun. Z prawa natury dziecko należy do władzy rodziców lub opiekunów, gdyż samo nie jest zdolne do pełnej działalności. Z tego powodu i prawodawstwa cywilne państw biorą niepełnoletnich pod opiekę. Według ogólnego zdania moralistów ojciec może unieważnić wszystkie śluby złożone przez dzieci przed dojściem do pełnoletniości, nawet śluby zarezerwowane, np. ślub dozgonnej czystości lub wstąpienia do zakonu.

Każdy przełożony, który ma władzę nad materią ślubu może go unieważniać pośrednio, gdy narusza on czyjeś prawa. Słowo „pośrednio” oznacza, iż nie ma mocy władzy własnej wprost, ale z powodu okoliczności, czyli na mocy władzy pośredniej Dla zilustrowania tego podamy kilka przykładów. Papież może unieważniać śluby wszystkich wiernych, jeżeli godzą one w uprawnienia papieża lub Kościoła. Biskup ma podobną władzę, gdy chodzi o jego własne uprawnienia lub diecezji. Przełożony zakonny może unieważnić śluby nowicjuszy, jeżeli przeszkadzają one z zachowaniu karności zakonnej. Śluby prywatne, które zakonnik – profes złożył jeszcze przed profesją, są zawieszone, jak długo zakonnik przebywa w zakonie. Rodzice mogą unieważniać śluby dzieci, które są jeszcze pod ich władzą, jeżeli naruszą one porządek i spokój domu, np. ślub dalekiej pielgrzymki, którą rodzice musieli by opłacić. Mąż może unieważnić wszelkie śluby żony, uczynione w małżeństwie i przed małżeństwem, które godzą w jego prawa małżeńskie. Podobną władzę w tym wypadku ma żona odnośnie męża.

Dyspensa

Przez dyspensę w ogóle rozumiemy zwolnienie udzielone przez prawowitego przełożonego, mocą którego ślubujący jest zwolniony od przyjętego zobowiązania uczynionego wobec Boga. Różnica między unieważnieniem ślubu a dyspensą (zwolnieniem) polega na tym, iż unieważnienie stwierdza nieistnienie ślubu, a dyspensa potwierdza, że ślub istniał, a tylko w danych poszczególnych wypadkach prawowity przełożony uwalnia od ślubu. Dyspensę udziela się w imieniu Boga, bo ślub nakłada zobowiązanie wobec Boga, gdy tymczasem unieważnienie dokonuje się mocą władzy, jaką przełożony ma nad podwładnym. Dyspensy udziela się na mocy władzy jurysdykcji, a unieważnienia dokonuje się mocą władzy rodzicielskiej. Nie każdy, kto ma władzę dyspensowania ma jednocześnie władzę unieważniania ślubów i odwrotnie. Władza unieważniania ślubów opiera się na prawie natury, a władza dyspensowania wywodzi się z urzędu i z piastowanej władzy. Do ważności dyspensy konieczną jest ważna przyczyna, gdyż udziela się jej w imieniu Boga. Natomiast do unieważnienia ślubu nie jest potrzebna ważna przyczyna, lecz wystarczy sama wola tego, który dokonuje unieważnienia. Ślub można unieważnić nawet wbrew woli ślubującego, a przy dyspensie inicjatywa wychodzi najczęściej z jego strony.

Warunkiem dyspensy jest słuszna przyczyna, gdyż ślub nakłada poważne zobowiązanie (dla błahych powodów ślubów robić nie wolno) i to wobec samego Boga. Zwolnić od ślubu może dopiero odpowiednio poważna przyczyna. Grzeszyły zatem zarówno proszący o dyspensę, jak i jej udzielający, gdy nie było poważnej racji do tego. Zdaniem św. Alfonsa Liguori, gdyby ślubujący wiedział, iż przyczyna udzielonej mu dyspensy jest niewystarczająca i mało poważna, to z tej dyspensy nie wolno mu korzystać (Teologia moralna 1, 3 nr 251). Dzisiaj podaje się dwie przyczyny, które mogą uzasadniać dyspensę, którymi są dobro Kościoła lub społeczności oraz pożytek ślubującego. Dla przykładu podajemy, że czasami udziela się dyspensy od ślubu publicznego ( zakonnego lub na podstawie święceń), jeżeli człowiek łamiący ślub miałby być przyczyną zgorszenia i siłą rozkładową dla społeczności zakonnej, w której przebywa. Jan Kazimierz otrzymał dyspensę od celibatu, który nakładały na niego święcenia, aby mógł być królem Polski. Dyspensy można udzielić również, gdy zachowanie ślubu nastręcza wielkie jakieś, a nieprzewidziane trudności. Dla przykładu:  gdy ślubujący znajduje się w jakiejś koniecznej prawie okazji łamania ślubu – złożone śluby stały się przyczyną skrupułów. Podobnie, jeżeli ślub był złożony bez należytej rozwagi albo pod wpływem strachu, może starać się o dyspensę od niego.  Praktycznie przełożony, mający udzielić dyspensy, nie musi wiele roztrząsać, czy podane przyczyny są dość poważne, aby mógł udzielić dyspensy. Sam bowiem gwałtowność ze strony tego, który składał ślub, a teraz żąda zwolnienia od niego, wildzcy, że nie czuje się on dość mocnym, aby wytrwać w nim na dłuższą metę, a już to samo jest dość poważną i słuszną racją do udzielenia dyspensy. Tej drogi trzyma się także Kongregacja dla Zakonów, która zwykła udzielać dyspensy tym, którzy poważnie oświadczają, iż są niezdolni żyć dłużej w danej społeczności zakonnej.

Władza dyspensowania należy do Kościoła. Wynika to ze słów samego Jezusa: „Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie” (Mt 18,18). Najwyższą władzą w Kościele, która może udzielać dyspens, jest papież. Zdaniem św. Tomasza papież zastępuje Jezusa w całym Kościele i dlatego ma on władzę dyspensować w całym Kościele i ze wszystkich ślubów. Wprawdzie w wiekach średnich niektórzy wyłączali spod władzy papieża dyspensowanie od ślubów zakonnych uroczystych uważając mylnie taki ślub jest niejako konsekracją dane osoby ku czci Bożej. Nikt zaś rzeczy Bogu poświęconej nie może odbierać. Ale już wtedy zdanie to miało takich potężnych przeciwników, jak: św. Tomasz, św. Rajmund, św. Bonawentura, św. Albert Wielki i wielu innych. W praktyce papieże niejednokrotnie zwalniali z tych ślubów i pozwalali nawet na związki małżeńskie. Dla przykładu przypominamy, że Celestyn III pozwolił, aby mniszka Konstancja, córka Rogera z Sycylii, wyszła za mąż za cesarza Henryka VI. Podobnej dyspensy udzielił Benedykt IX królowi Janowi Kazimierzowi oraz Ramirowi, królowi Aragonii. Leon XIII dał ogólną władzę dyspensowania umierających, którzy weszli w związki małżeńskie, mając śluby uroczyste (2 luty 1888). Kodeks Prawa Kanonicznego rozszerzył jeszcze tę władzę. Jedyny wyjątek, w którym nawet papież nie mógłby udzielić dyspensy zachodzi wówczas, gdyby udzielenie dyspensy miało zaszkodzić osobie trzeciej (fizycznie lub moralnie). Od ślubu uczynionego na korzyść osoby trzeciej zwolnić może tylko zainteresowana osoba. Gdyby jednak ślub dotyczył zapisu na korzyść Kocioła lub instytucji kościelnej, to wtedy papież może zwolnić z takiego ślubu, gdyż w jego ręce spoczywa najwyższy zarząd dobrami Kościoła. Gdyby ślub był uczyniony na korzyść osoby trzeciej jedynie drogą darowizny, a nie na podstawie cnoty sprawiedliwości i nie został jeszcze przyjęty przez tego, na czyją korzyść był uczyniony (np. jeszcze do jego wiadomości zapis ten nie doszedł), to papież również może dyspensy od tego ślubu. Wreszcie papież może dyspensować od ślubów złożonych na korzyść osób trzecich, o ile zostały one dawno uczynione, a ich głównym celem jest chwała Boża, a korzyść zaś osób trzecich dołącza się jako cel uboczny.

Do ślubów, od których dyspensa jest zarezerwowana tylko papieżowi, należą:

Wszystkie śluby publiczne: śluby uroczyste zakonne oraz na podstawie przyjęcia diakonatu. Dla przykładu podajemy, że papież uznał za ważne niektóre małżeństwa kapłanów zawarte w czasie schizmy anglikańskiej oraz w czasie rewolucji francuskiej.

Wszystkie śluby publiczne proste, wieczyste, złożone w zakonach czy też zgromadzeniach zatwierdzonych przez Kościół. Od Lubów prostych czasowych może dyspensować także przełożony generalny.

Stolica Apostolska zarezerwowała sobie jeszcze dwa śluby prywatne, od których tylko ona może udzielić dyspensy: ślub doskonałej i dozgonnej czystości oraz ślub wstąpienia do zakonu o ślubach uroczystych, o ile te dwa śluby zostały uczynione po ukończeniu 18 roku życia. Jednak muszą zaistnieć pewne warunki, aby one były zarezerwowane Stolicy Apostolskiej. Pod ślub doskonałej i dozgonnej czystości nie podlegają: śluby dziewictwa, nie wchodzenia w związki małżeńskie, ślub czystości czasowy, ślub przyjęcia święceń, ślub wstąpienia do zakonu o ślubach prostych, itp. Także i sposób musi być doskonały. Obydwa śluby muszą być uczynione absolutnie, czyli beż żadnych warunków i z zupełną swobodą. Nie ma ślubu zarezerwowanego Stolicy św., kiedy ktoś składa ślub dozgonnej czystości albo też wstąpienia do zakonu o ślubach uroczystych: warunkowo, rozłącznie, ekspiacyjnie. Nie istnieje ślub zarezerwowany papieżowi, gdy ktoś go składa pod wpływem obawy i choćby nawet lekkiego strachu. Nie jest wreszcie zarezerwowany, jeżeli ślubujący chciał się do niego zobowiązać tylko pod grzechem lekkim albo został on uczyniony przed ukończeniem 18 roku życia.

Biskup diecezjalny

Biskup diecezjalny, czyli biskup zarządzający diecezją, oraz ci, którzy sprawują podobną władzę ( np. przełożeni wyżsi w zakonach i zgromadzeniach wyjętych) mają władzę zwalniania od ślubów, czyli udzielania dyspensy ze wszystkich ślubów niezarezerwowanych Stolicy Apostolskiej, a z dwóch ślubów prywatnych zarezerwowanych (ślub doskonałej i dozgonnej czystości oraz wstąpienia do zakonu o ślubach uroczystych) wtedy, gdy nagli konieczność, a nie można odwołać się do Stolicy Apostolskiej. Dla przykładu: wszystko jest już gotowe do ślubu, a nagle okazuje się, iż któreś z narzeczonych jest związane ślubem doskonałej i dozgonnej czystości.

Spowiednicy zakonów ścisłych

Mają oni przywileje zakonów żebrzących i mogą przy spowiedzi, jak i poza nią dyspensować od wszelkich ślubów, jak biskup diecezjalny. O tym, że zakony żebrzące mają taki przywilej, wiemy z licznych dokumentów nadań i przywilejów papieży, tym zakonom udzielonym i nieodwołanym (św. Alfons Liguori, Teologia moralne 1 , 3, nr 257). Natomiast jest kwestią dyskutowaną wśród teologów, czy spowiednicy zakonów ścisłych mogą dyspensować od ślubów zarezerwowanych Stolicy Apostolskiej w wypadkach nagłych, gdy nie można odwołać się do miejscowego biskupa.

Natomiast proboszczowie i spowiednicy zwyczajni nie posiadają żadnej władzy dyspensowania od ślubów, chyba, że mają specjalne przywileje i indulty, albo gdy Stolica święta albo biskup diecezjalny udzieli im na pewien okres takiej władzy w swoim zakresie (np. rok jubileuszowy).

Zasady dyspensowania

Dyspensować można w sakramencie pokuty lub poza nim, chyba że prawo wyraźnie inaczej określa (np. daje władzę dyspensowania w danym wypadku tylko w konfesjonale – na forum wewnętrznym). Każdy, kto może innym udzielać dyspens, ten może jej udzielić i sobie, chyba że dyspensa musi być udzielona w sakramencie pokuty, bo spowiednik nie może rozgrzeszyć samego siebie. W praktyce lepiej jest prosić o dyspensę drugą osobę, która ma do tego władzę, gdyż we własnych sprawach nikt nie jest dobrym sędzią samego siebie i może zbyt pochopnie, bez dostatecznej przyczyny udzielić sobie dyspensy. Ponadto ten, kto może dyspensować od ślubów zwykłych, ten też może dyspensować od ślubów zaprzysiężonych. W tym wypadku przysięga podpada pod prawa ślubu. Zwykła jednak przysięga obiecująca nie jest zarezerwowana. Z tego powodu św. Alfons Liguori uważa, że nawet przysięga doskonałej i dozgonnej czystości czy też wstąpienia do zakonu o ślubach uroczystych, nie jest zarezerwowana, o ile nie jest połączona ze ślubem (Teologia moralna 1, nr 620). Biskupi diecezjalni mogą udzielać dyspens od ślubów także ludziom wędrownym. Podobnie zakonnicy o ślubach uroczystych mają tę samą władzę, gdyż działają w imieniu Stolicy św., bo dla niej nie ma wędrownych ludzi.

Zamiana ślubu

Przez zamianę rozumiemy przeniesienie zobowiązania, jakie nakłada ślub, z jednej materii na drugą; zastąpienie jednego dobrego czynu innym, pod sankcją ślubu. Zamiana jest czymś mniejszym od dyspensy, bo nie znosi ona ślubu ani go nie zawiesza, ale tylko zamienia. Dlatego też łatwiej jest otrzymać zamianę ślubu niż dyspensę. Zamiana ślubu może być na rzecz lepszą, równą lub mniejszą.

 Rzecz lepsza nie musi być trudniejsza, ale wystarczy, że przynosi więcej chwały Bogu i duchowego pożytku ślubującemu. Dla przykładu: kto ślubował jałmużnę jakiemuś biedakowi, ale ten jeszcze o tym ślubie nie wie. Może wtedy jałmużnę dać rodzicom tego biednego – staruszkom, lub innemu bardziej potrzebującemu.

Rzecz jest równie dobra, gdy jest tego samego rodzaju co do wartości i jej trwania, co rzecz druga.  Dla przykładu: zamiast odmówienia Różańca odmówienie innych modlitw, które będą trwać tak samo długo.

Rzecz mniej dobra, np. Różaniec jest mniej doskonałą rzeczą od pobożnego udziału we Mszy św.

Zamiana ślubu niezarezerwowanego na ślub lepszy lub równie dobry może być dokonana przez samego ślubującego. Racją tego jest główny cel ślubu: chwała Boga i pożytek duchowy ślubującego. Na tej podstawie są zawieszane wszystkie śluby, jakie ktoś złożył przed wstąpieniem do zakonu, dopóki dana osoba jest w zakonie. Śluby zakonne są uważane za rzecz od wiele doskonalszą od wszelkich ślubów prywatnych, gdyż w sposób doskonalszy oddają one daną osobę na służbę Bogu.  Jeżeli mówimy o dobru lepszym, to nie w znaczeniu faktycznego, obiektywnego dobra (to bowiem czasem jest trudno stwierdzić), ale o dobro, jakie z wszystkich okoliczności przedstawia się temu, kto składa ślub. Ponieważ w praktyce bardzo trudno jest rozsądzić samemu człowiekowi, co jest rzeczą lepszą lub równie dobrą, np. post czy jałmużna, modlitwa czy udział we Mszy św., itp., dlatego nie powinno się samemu czynić zamiany. Nigdy zaś nie wolno zamieniać ślubu zarezerwowanego Stolicy Apostolskiej (wyjątek jest wtedy, gdy ktoś ślub doskonałej i dozgonnej czystości zamienia ślub wstąpienia do zakonu) oraz ślubów, które dotyczą osób trzecich.

Zamiany ślubu na rzecz niewątpliwie znacznie gorszą nie może dokonywać ani ważnie ani godziwie sam ślubujący, ale tylko ten, kto ma do tego szczególne uprawomocnienie. Taka zamiana byłaby właściwie częściową dyspensą. Ktokolwiek więc ma władzę dyspensowania, ten może też zamieniać śluby na rzecz gorszą. Zatem zakony żebrzące mogą zamieniać również zamieniać wszystkie śluby, skoro mają władzę dyspensowania od nich.

Do zamiany ślubu na rzecz lepszą nie potrzeba jest żadnej przyczyny; na rzecz równie dobrą musi istnieć choćby mała przyczyna, a na rzecz gorszą wymaga się przyczyny odpowiednio ważnej.

Zawsze wolno czynić rzeczy lepsze. Uzasadnieniem zamiany na rzecz równie dobrą wystarczy to, iż chwała Boża jest taka sama, a ślub będzie łatwiej i pewniej wykonany. Z kolei potrzeba ważnej racji, aby zamienić ślub na rzecz mniej dobrą, bo w ślubie chodzi o zobowiązanie wobec samego Boga. Jednakże racja ta może być mniej dostateczna, aniżeli dla uzyskania zupełnej dyspensy lub zniesienia ślubu. Wszyscy moraliści są zgodni, co do tego, że aby ta zamiana była godziwa, to musi być odpowiednia przyczyna. Nie ma jednak zgodności, czy odpowiednio dostateczna przyczyna jest konieczna do ważności zamiany ślubu. Dzisiaj jednak daje się raczej pierwszeństwo przekonaniu, iż bez ważnej przyczyny zamiana ślubu jest nieważna.

Każdy, kto uczynił zamianę ślubu, zawsze może powrócić do ślubu poprzedniego, choćby uczynił zamianę na rzecz lepszą. Racją tego jest fakt, iż zamiana jest przywilejem, a z przywileju można korzystać albo nie korzystać.

Z kolei, gdy rzecz zmieniona, do której ktoś się zobowiązał ślubem, stanie się niemożliwą do wykonania, to ślubujący nie jest obowiązany powracać do rzeczy poprzednio ślubowanej, byleby ta zamiana była dokonana za pozwoleniem spowiednika lub uprawnionego do tego przełożonego.

Interpretacja ślubów

Przy ślubach prywatnych na pierwszym miejscu trzeba mieć wzgląd na tego, który ślub uczynił, a mianowicie, jaką miał intencję, gdy ten ślub składał.

Ślub prywatny jest jak gdyby prawem prywatnym, którego prawodawcą jest sam ślubujący. Sens prawa zawsze zależy od prawodawcy. Wola prawodawcy to najlepszy kierunek tłumaczenia prawa.

Śluby publiczne, czyli zakonne, są zależne od woli Kościoła. Należy zatem przy ich objaśnianiu trzymać się zdrowej nauki moralistów i teologów Kościoła.

Jeżeli nie można odnaleźć myśli przewodniej tego, który ślub składał, to należy tłumaczyć treść ślubów według tego, co ogół ludzi dane zobowiązanie zwykł rozumieć oraz jaki w danym przypadku panuje zwyczaj w Kościele.

W razie wątpliwości, czy ślub jeszcze istnieje albo obowiązuje w danym zakresie, wolno iść za opinią łagodniejszą, czyli uważać ślub za nieistniejący w myśl znanych zasad: „prawo wątpliwe nie obowiązuje” i w „wątpliwości wolność”. 

 

 

 

Katecheza 13 -  II przykazanie Dekalogu

„Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, nadaremno”

Imię Boga - Jahwe

Cześć dla osoby Pana Boga wiąże się najściślej z poszanowaniem Jego Imienia. Z tego powodu zadaniem człowieka na ziemi jest chwalić Imię Boga. Wszystko to, co wielkie, wzniosłe, potężne, piękne i święte, skupia się w tym najdostojniejszym Imieniu. Z tych też racji u wszystkich ludów wszelkich epok i ras, różnego stopnia kultury Imię Bóstwa zawsze doznawało czci najwyższej. U niektórych ludów wolno było tylko w niezmiernie ważnych przypadkach wymawiać Imię Boga. U Żydów w Starym Testamencie istniało osobne przykazanie, które normowało stosunek człowieka do świętych imion: „Nie będziesz brał Imienia Pana, Boga twego, nadaremno” (Wj 20,7), „bo nie ujdzie karania, który by do próżnych rzeczy używał Imienia Jego” (Pwt 5,11). W religii Mojżeszowej nikomu, oprócz najwyższego kapłana ( i to w rzadkich tylko przypadkach) wolno było wymawiać słowa JAHWE, które było uważane za imię właściwe i pierwsze Pana Boga, gdyż ono nadał sobie sam Bóg, gdy Mojżesz pytał Go o Jego Imię: „Jam jest, którym jest…” Tak powiesz synom Izraela: „Który jest, posłał mnie do was” (Wj 3,13 – 15). Po hebrajsku „Który jest” oznacza „Jahwe”.

W historii powstała bardzo bogata literatura dotycząca tylko jednego wyrazu „Jahwe”. Jednakże wszyscy uczeni są zgodni, co do tego, że ktokolwiek jest autorem tego Imienia, to najgenialniej ujął on pojęcie samej istoty Pana Boga, bo tylko do Boga należy istnieć zawsze, niezależnie i w pełni. Tylko Bóg jest Bytem samoistnym, a wszystko, cokolwiek istnieje w niebie, na niebie i na ziemi, od Boga ma swój początek.

Nowe Prawo Jezusa Chrystusa normuje stosunek człowieka do Boga na zupełnie innych podstawach. Jezus nakazuje w modlitwie Boga nazywać „Ojcem” i wołać do Niego: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie”. Św. Paweł pięknie to tłumaczy, gdy pisze: „Bo nie otrzymaliście ducha niewoli znów ku bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, i w duchu tym wołamy: Abba (Ojcze)!” (Rz 8,15).

Skoro Boga możemy nazywać Ojcem, to w prostej konsekwencji wolno nam wzywać Jego Imienia, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba i kiedy tylko zapragnie się odezwać głos naszego serca.

Geneza imion ludzkich

W życiu i w funkcjonowaniu człowieka jest rzeczą naturalną, a zarazem konieczną, aby każdej rzeczy, w tym i osobom ludzkim, nadać nazwę albo imię. Już o pierwszym człowieku mówi Księga Rodzaju: „Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptactwo powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę <istota żywa>. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny” (Rdz 2,19 – 20). W następnych wierszach czytamy o stworzeniu niewiasty (żony), którą Adam nazwał imieniem Ewa, gdyż była ona matką wszystkich żyjących ludzi.

Badania nad historią imion pokazują, że najdawniejsze imiona były przydomkami, które charakteryzowały fizyczny wygląd danych ludzi, ich pochodzenie albo zajęcia. Widzimy to na przykładach pierwszych imon w Biblii: „Adam” – z ziemi wzięty; „Ewa” – matka wszystkich ludzi; „Abraham” – ojciec mnóstwa; „Izaak” – śmiech mi uczynił Bóg; „Izrael” – moc Boża; „Mojżesz” – wyjęty z wody; itd.

Imiona Pana Boga oraz należna im cześć

Pismo św. mówi wprost tylko o jednym imieniu „Jahwe”, że jest to imię własne Boga (Wj 3,13 – 14). Filozofia chrześcijańska tłumaczy to imię jako Byt absolutny i samoistny, jako przez największą literę pisane „JEST”. Dekalog podkreśla, że Jahwe to imię Boga Izraela. „Jam jest Pan (hebrajskie Jahwe), Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli” (Wj 20,2). Jednakże już wcześniej Mojżesz nazywa Jahwe Bogiem swojego narodu: „Pan (hebrajskie Jahwe), Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, i Bóg Izaaka, i Bóg Jakuba’, a Bóg to potwierdza bardzo uroczyście: „To jest imię moje na wieki” (Wj 3,15). W Biblii słowo Jahwe powtarza się przeszło 5300 razy.

W Piśmie św. oprócz imienia Jahwe spotykamy jeszcze inne nazwy i imiona Boga. Należą do nich:

El, Elohim – słowo pierwotne, spotykane u innych ludów semickich (hebrajskie El, akkadyjskie ilu, arabskie ilak). Większość uczonych wyprowadza etymologię tego wyrazu od rdzenia starosemickiego, który oznacza tyle, co być silnym, być wspaniałym. Potęga i wspaniałość stanowiły u Semitów istotę Bóstwa. Pismo św. nazwy El i Elohim używa ogromną ilość razy.

Adonai – wyraz bardzo często spotykany na kartach Biblii. Oznacza on tyle, co „Pan”. Dawniej to słowo nie miało tak powszechnego użytku, jak dzisiaj, a oznaczało tyle, co w języku greckim „kyrios”, czyli władca, król.

Sabaoth – Pan zastępów, Najwyższy. Izajasz wymienia to imię ponad 50 razy.

Saddai – Wszechmogący.

Kadosch – Święty.

‘Ab – Ojciec

Melek – Król, Pan chwały, Pan wielki, Pan nieba, itd.

Do dnia dzisiejszego nie znaleziono wśród ludów innych narodów i krajów takiego, który by nie miał  Boga różnie nazywanego, ale przecież wszystkie te bóstwa były niejako naturalnym odczuciem istnienia jedynego Boga. Ich imiona zawierają w sobie przymioty lub przejawy Jego potęgi. Do najczęstszych należą: Pan, Władca, Stworzyciel, Zachowawca, Ojciec, Dawca, Moc, Dobroć, Życie, Wieczność, Nieskończoność, Nieśmiertelność, Mądrość, Wszechmoc, Piękno, itp.

Cześć dla imienia Boga jest nakazana cnotą religijności. Wszystkie grzechy, które uwłaczają czci imienia Pana Boga, występują przeciw tej cnocie. Z tych racji stawiamy sobie pytanie o to, w jaki sposób człowiek może oddawać cześć Bożemu imieniu? W odpowiedzi wymieniamy kilka najważniejszych przejawów.

Nigdy nie wymieniać imion świętych bez uszanowania. Odnoszą się do tego słowa dawnych Rzymian: „Sancta, sanctae tracenada”. Pan Jezus wyraża to jeszcze dobitniej: „nie dawajcie psom tego, co święte” (Mt 7,6). Wszystko musi być na swoim miejscu i w swoim czasie. Jeżeli imion osób nam drogich i kochanych nie pozwolimy bezkarnie poniewierać, to tym więcej nie powinniśmy dopuścić do tego, aby o Bogu i Jego imionach mówiono lekkomyślnie. Wymawianie imion świętych bez uszanowania jest zawsze grzechem powszednim. Jeśliby jednak do tego dołączyła się złośliwość lub szyderstwo, to wina może uróść do grzechu śmiertelnego, i wtedy nazywamy ją bluźnierstwem. Chociaż bluźnierstwo jest raczej rzadkim występkiem, to niestety pospolite wymawianie imion Pana Boga, Pana Jezusa i Jego Ran, imion Matki Bożej i Świętych stało się w naszych czasach, niejednokrotnie ku zgorszeniu nawet niewierzących, nagminne i to właśnie u osób, które uważają się za pobożne.

Pismo św. bardzo wyraźnie zakazuje wzywać imion świętych bez uszanowania i bez potrzeby: „Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, nadaremno; nie będzie miał Pan za niewinnego tego, który by wziął imię Pana, Boga swego, nadaremno” (Wj 20,7). „Nie będziesz używał imienia Pana, Boga twego, nadaremnie, bo nie ujdzie karania, kto by dla próżnej rzeczy używał imienia Jego (Pwt 5, 11).

Do tego momentu pisaliśmy o nadużyciach. Teraz wypada napisać o czci imion świętych w znaczeniu pozytywnym. Sam Kościół zachęca nas swoim przykładem, abyśmy często, lecz z należytą pobożnością wzywali imiona święte. W swoich modłach i nabożeństwach Kościół często różnymi imionami i tytułami chwali Boga i poleca się wstawiennictwu świętych Pańskich. W celu zachęcenia wiernych do jak największej czci imion świętych, Kościół ubogacił specjalnymi odpustami niektóre wezwania, np. „Niech będzie Bóg uwielbiony; Niech będzie uwielbione święte Imię Jego; Niech będzie uwielbione Imię Jezusowe; Niech będzie pochwalone Imię Maryi, Dziewicy i Matki”, itp. Przynajmniej cząstkowe odpusty można zyskiwać za odmówienie litanii do Imienia Jezus. Za wymówienie Imienia Jezus w godzinie śmierci z aktem miłości i poddania się woli Bożej można uzyskać odpust zupełny.

Szczególnie powinniśmy odznaczać się wielką miłością i czcią dla naszego Boskiego Odkupiciela. Św. Paweł w swoich listach wymienia imię Jezus aż 250 razy. Do ufności w moc swojego Imienia wzywa sam Pan Jezus, kiedy mówi: „Jeśli o co prosić będziecie Ojca w imię moje, da wam” (J16,23). Opierając się na tym przyrzeczeniu Jezusa Chrystusa św. Paweł poleca, abyśmy o wszystko zwracali się do Boga za przyczyną imienia Pana Jezusa: „Wszystko, cokolwiek czynicie w słowie lub w uczynku, wszystko w imię Pana Jezusa Chrystusa czyńcie” (Kol 3,17).

Nawet dzisiaj w wielu krajach jeszcze panuje zwyczaj pozdrawiania się imieniem Pana Boga lub Jezusa Chrystusa. Słowa: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” – „Na wieki wieków, Amen”; „W imię Boże”; „Szczęść Boże”; „Zostańcie z Bogiem” powtarzają się w wielu  rejonach Europy i świata i w różnych językach, chociaż z coraz mniejszym już niejednokrotnie zrozumieniem.

Uroczyste wzywanie imion Pana Boga

Do tego czasu była mowa o wzywaniu imion świętych w zwyczajnych okolicznościach. Teraz chcemy zająć się wypadkami specjalnymi, w których wzywa się Pana Boga w sposób uroczysty. Przez słowo „uroczysty” rozumiemy nie tyle sam ceremoniał, co okoliczności, w których powołujemy się na Pana Boga. Takimi okolicznościami są: przysięga, ślub i zaklęcia jako pozytywne przejawy czci Boga oraz przekleństwo i bluźnierstwo jako nadużycia. To wszystko mieści się w zasadzie w ramach I przykazania Bożego. Są to bowiem objawy czci Bożej albo grzechy przeciwko niej. Jednakże w tych właśnie okazjach najczęściej wzywa się imienia Pana Boga (wprost albo domyślnie), dlatego te zagadnienia chcemy omówić łącznie z II przykazaniem Bożym.

Przysięga

W ostatnich czasach znaczenie słowa „przysięga” zostało bardzo zmienione przez fakt, że wiele państw wprowadziło ją do swojego kodeksu praw bez dotychczasowej treści religijnej. Wprowadzono przysięgę cywilną, w której zamiast Pana Boga wzywa się na świadka honor, ojczyznę, itp. Z tej racji, że dla wielu ludzi są to wartości bardzo relatywne, więc i takie przysięgi okazują się niewiele warte i nie mają większego wpływu na życie ludzi, którzy je składali. W pierwotnym znaczeniu słowo przysięga zawsze rozumiano jako akt religijny, czyli jedną z form czci Bożej.

Święty Tomasz podaje następujące określenie przysięgi: „Przysięga jest to wezwanie Boga na świadka” (Summa theol. 2 – 2, q. 89, art. 1). Zatem do zaistnienia przysięgi potrzebne są następujące warunki:

Wezwanie Pana Boga na świadka. Może być ono uczynione wprost, wyraźnymi słowami: „Wzywam Pana Boga na świadka” lub pośrednio, np. mówiąc: „przysięgam na krzyż, na Ewangelię, itp. Krzyż i Ewangelia przypominają nam Jezusa Chrystusa. Nie będzie przysięgą w znaczeniu ścisłym wezwanie na świadka Matki Bożej, aniołów czy świętych. Stworzeniom bowiem przysięgi się nie składa, ale tylko Panu Bogu. W przysiędze powołujemy się na najwyższy autorytet, bo na powagę samego Pana Boga.

Przysięga musi być wyrażona na zewnątrz. Musi ujawnić w jakiś sposób to, że składający przysięgę wzywa Boga na świadka. Inaczej przysięga jest nieważna.

Samo słowo „przysięgam” nie wystarczy, ale musi być w jakiś sposób wyrażone to, że przysięgający wzywa Boga na świadka. Oto niektóre przykłady formuł ważnej przysięgi: „Ja, NN, przysięgam Panu Bogu wszechmogącemu w Trójcy Świętej jedynemu”; „Tak mi dopomóż Bóg i Jego święta Ewangelia”; „Bóg niech mi będzie świadkiem”; „Przysięgam na Rany Chrystusa”; „Wzywam Pana Boga na świadka”; „Przysięgam na Boga”, itd. Według opinii przyjętej wśród polskich moralistów nie jest właściwą przysięgą, a raczej niepotrzebnym wezwaniem imienia Pana Boga, dosyć powszechny zwrot: „Jak Boga kocham”, itp. Zdanie to bowiem samo w sobie nie jest wezwaniem Pana Boga na świadka, a tylko stwierdzeniem wątpliwej w danym wypadku miłości Boga, na którą dany człowiek się powołuje.

Przy każdej przysiędze istotnym elementem jest również to, aby istniała wola wezwania Boga na świadka. W tym tkwi geneza przysięgi i jej historyczny sens, że kiedy wszystkie powagi ludzkie stają się niewystarczające, wtedy sięgamy po autorytet najwyższy. Z tego powodu słusznie w niektórych ważnych wypadkach żąda się przysięgi. Człowiek wtedy niejako mówi: „Jeśli mnie nie wierzycie ani nie chcecie wierzyć świadkom, których podaję, to w takim razie wierzcie Panu Bogu, na którego się powołuję, zeznaję w Jego obecności, gotowy przyjąć wszelkie konsekwencje, które by z tego wynikały. Bóg jako najwyższa Prawda i Wszechwiedza nie może kłamać i ściga tych, którzy by chcieli zastawiać się Jego Imieniem dla zdobycia łatwowierności, a popełniliby fałsz”.

Z tego, co zostało napisane widzimy z tego, że nie tylko inna jest powaga takiego świadectwa, ale też inna jest moc zobowiązująca, którą na człowieka nakłada przysięga. Kto by nie dotrzymał przysięgi albo świadomie posługiwał się nią dla fałszu, popełniłby ciężki grzech wiarołomstwa, czyli krzywoprzysięstwa. W takim przypadku krzywoprzysięzca używałby Imienia Boga jako wygodnego parawanu, aby nim osłonić swoje nikczemne zamiary i wprowadzić w błąd swoje otoczenie. Świadomie posługiwałby się z niezrozumiałym wprost lekceważeniem samym Bogiem jako wygodnym dla siebie i użytecznym narzędziem. Do człowieka wierzącego to największa zbrodnia. Z tych powodów we wszystkich narodach i u wszystkich ludów krzywoprzysięstwo zawsze uchodziło za jeden z największych występków natury religijnej i prawnej.

Wyjątkowa powaga, towarzysząca przysiędze, tłumaczy nam, dlaczego przysięga jest tak rozpowszechnionym zjawiskiem. Jest to akt religijny, bo powołując się na powagę samego Boga, wyznajemy publicznie wiarę w Niego, jak i w Jego najwyższy Majestat.

Powszechnie przysiędze towarzyszą obrzędy zewnętrzne, które mają jakby umocnić i potwierdzić wagę słów. Zdarza się niekiedy, że te obrzędy prawem zwyczaju zastępują nawet przysięgę słowną.

W Starym Testamencie Abraham składa przysięgę wobec króla Sodomy, którego uwolnił z niewoli napastników: „Podnoszę rękę moją do Pana, Boga wysokiego, dzierżącego niebo i ziemię, że od nici wątkowej aż do rzemyka obuwia nie wezmę nic ze wszystkiego, co jest twoje, aby nie rzekł – Jam ubogacił Abrahama” (Rdz 14,22 – 23). Z tego wynika, że za czasów Abrahama składano przysięgę przez podnoszenie ręki do nieba (por. Wj 6,8; Ez 20,5, itd.). czasem skadano przysięgę przez podnoszenie obu rąk.

Zwyczaj podnoszenia rąk lub palców do góry w czasie składania spotyka się powszechnie. Może z tego powodu, że ten gest najwymowniej potwierdza treść słów i główną myśl przysięgi; powołanie się na Pana Boga, wezwanie Boga na świadka. Panuje również u wielu ludów zwyczaj zwracania ręki w czasie składania przysięgi w kierunku miejsc lub przedmiotów świętych, co ma to samo wytłumaczenie. Nieraz przysięgi łączono ze składaniem ofiar ze zwierząt, a nawet ludzi. Krew miała łączyć przysięgę sakralnym węzłem.

Podział przysiąg

Zasadniczo wyróżniamy dwa rodzaje przysiąg ze względu na ich przedmiot: stwierdzającą i obiecującą.

Przysięga stwierdzająca dotyczy faktu dokonanego albo dokonującego się. Obejmuje ona swym zasięgiem przeszłość lub teraźniejszość. Przysięgający stwierdza, że tak było albo jest, jak zeznaje.

Przysięga obiecująca dotyczy przyszłości, czyli obietnicy, która ma być wypełniona lub zobowiązania, które ktoś na siebie nakłada. Taką przysięgę składają, np. urzędnicy duchowni i świeccy świeżo mianowani, zobowiązując się, że będą swój urząd wypełniali według prawa. Tego rodzaju przysięga jest pokrewna ze ślubem, którego treścią istotną jest także obietnica złożona Panu Bogu.

Ze względu na formę rozróżniamy:

Przysięgę uroczystą – np. w sądzie i prywatną – którą składa jeden wobec drugiego.

Przysięgę słowną – wyrażoną wprost słowami; rzeczową – wyrażoną zastępczymi umownymi znakami; mieszaną – czyli słowno – rzeczową, gdzie są i słowa i znaki zewnętrzne.

Przysięgę stwierdzającą lub zaprzeczającą.

Przysięgę grożącą – kiedy do przysięgi jest dołączona groźba kar Bożych, gdyby przysięga została złamana. Ten rodzaj przysięgi jest bardzo znany. Przysięgający dołącza do niej słowa: „Niech mnie Bóg skarze”; „Żebym nie dożył dnia”, itp. Ma to przypominać temu, kto składa przysięgę, że chodzi w niej o rzecz niezmiernie ważną. Każdy, kto by się ważył zasłaniać najwyższą powagą samego Boga, aby przez to łatwiej wprowadzić w błąd otoczenie, ten uczyniłby przez to ciężką zniewagę samemu Bogu i narażałby się na Jego gniew. Pismo św. podaje wiele przykładów przysięgi grożącej (na. 1 Krl 14,44; 2 Krl 3,9; 35,3; Rut 1,17; itd.). Do tego rodzaju przysięgi połączonej z przekleństwami odnosi się zapewne nakaz Pana Jezusa: „Ja zaś powiadam wam, abyście zgoła nie przysięgali. Ani na niebo, gdyż jest stolicą Bożą; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jeruzalem… Ani też na głowę twoją nie przysięgaj” (Mt 5,34 – 36).

Historia przysięgi

 

Przysięgi składano od najdawniejszych czasów. Wiele razy jest o nich mowa w Kodeksie Hammurabiego. Spotykamy je we wszystkich prawach narodów.

W Biblii już Księga Rodzaju mówi o przysięgach, a nawet przytacza kilka ich rodzajów.  Przysięgę składa nie tylko Abraham, ale również Izaak w czasie przymierza z królem Abimelechem (Rdz 26,31). Patriarcha Jakub kilka razy składał przysięgę albo też jej żądał (Rdz 31,53; 47,29 – 31, itp.). W Prawie Mojżeszowym w wielu przypadkach przysięga była nakazana: np., że bydło powierzone czyjejś opiece, samo padło (Wj 22,10 – 11); że żona nie jest winna zarzucanego jej wiarołomstwa ( Lb 5,11 – 21). W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: Pana, Boga twego, bać się będziesz i Jemu samemu służyć, i przez imię Jego przysięgać będziesz” (PWT 6,13). Jak bardzo wysoko ceniono sobie złożoną przysięgę niech świadczy odpowiedź, jaką Jozue dał Izraelitom w sprawie Gabaonitów. Mimo, iż ci poganie złamali przymierze potwierdzone przysięgą i knuli spisek, Jozue pozostał wierny przysiędze: „Przysięgliśmy im w imię Pana, Boga Izraela, a przeto się ich tknąć nie możemy” (Joz. 9,10).

W Grecji już Homer każe swoim bohaterom często przysięgać i przysięgę ich pochwala:

„… bo na Apollina

przysięgam Zeusowi…” („Iliada”, I, 89 – 95).

„Natenczas Agamemnon, ręce wzniósłszy obie

 W tak do wielkich bogów modli się sposobie:

- Kronido, rozwodzący moc z Idy szeroko,

Srogą krzywoprzysięzcy gotujący karę…” („Iliada”, III, 270 – 276)

Hezjod grozi karami temu, kto by odważył się krzywoprzysięgać:

„Kto zasię krzywoprzysięgnie, złożywszy fałszywe zeznanie,

Prawu ten krzywdę wyrządzi i winnym grzechu się stanie;

Tego potomstwo w przyszłości na pewno szczęśliwe nie będzie…

Kto zaś szanuje przysięgę, dla dzieci pomyślność zdobędzie” („Prace i dnie”, w. 285 – 289)

            Eurypides bardzo często również wspomina o przysiędze:

Orestes: Przysięgnij! Wygłoś rotę, godną naszej sprawy.

Pylades: Na świadków jakie bóstwo przyzywać tutaj mamy?

Ifigenia: Kapłankam Artemidy, więc ją przyzywać trzeba.

Pylades: Ja zaś samego Zeusa, cnego króla nieba!

Ifigenia: Gdy skrzywdzisz, łamiąc słowo, co stać się ma wtedy?

Pylades: Do domu niech nie wrócę!... Na cię jakie biedy?

Ifigenia: Niech żywa na argiwskiej nie postanę grzędzie…” ( „Ifigenia w Taurydzie”)

            „Na Świadki wołam bogów, wzywam ich na sędzie,

Że prawnie dostąpiwszy we wszelkim względzie,

Bezprawia jam ofiarą, że mnie wypędzono

Niesłusznie z mojej ojczyzny…” („Felicjanki”)

            Do najstarszych przysiąg w Grecji należała przysięga lekarska, gdyż w starożytności stan lekarski zaliczano do świętych. Spełniali go wyłącznie kapłani ( w Egipcie, Babilonii i u Żydów). Oto formuła, którą stosowali lekarze greccy i rzymscy: „Przysięgam na Apollina – lekarza, na Eskulapa, na Igeę, Panaceę, na wszystkich bogów i boginie, których wzywam na świadków, że ze wszystkich sił i z całą świadomością pozostanę wierny tej przysiędze”.

U Rzymian o przysiędze mówi już prawo XII Tablic (34,6).Cycero popiera zwyczaj składania przysiąg i nazywa go „affirmatio religiosa”. W jednym ze swoich dzieł pisze: „Najstarszym przodkom przysięga służyła za najpewniejszą rękojmię danego słowa” („De officis, Księga III). Często u Rzymian zaprzysiężenia pieczętowano ofiarami z wieprza.

U Mahometan w Koranie czytamy: „Nie czyńcie Boga celem waszych przysiąg” – (Koran, Sura 2, 225). „Bóg nie będzie was karał za jakieś nierozważne słowo w zaklęciach, ale ukarze was za to, co związaliście z przysięgą: odpłatą pokutną za to jest dziesięciu ubogich miernym jadłem nakarmić albo ich przyodziać, albo z niewoli wykupić. Kto nie może tego uczynić, niech dziesięć dni pości. Taka jest odpłata pokutna za wasze przysięgi, ale dochowujcie przysiąg waszych” (Koran, Sura 2, 95). Dalsze jednak rozdziały mówią szczegółowo o przysiędze jako o rzeczy dozwolonej i dokładnie ją określają. Od przysięgających żąda się pełnoletniości. Za krzywoprzysięstwo grozi kara piekła.

Przysięgo u dawnych Słowian towarzyszyły różne obrzędy symboliczne, które miały oznaczać kary czekające krzywoprzysięzcę. Przysięgę składano w różny sposób, łącząc nieraz kilka obrzędów, np. podawanie sobie prawej ręki; rzucanie kamienia w wodę; odkładano często zbroję na bok i mówiono z odkrytą głową słowa przysięgi.  Często przysiędze towarzyszyły zaklęcia. Po przysiędze wypijano wspólnie czarę wody lub wina. Przysięgi na bóstwo były rzadko stosowane. Za to często przysięgali oni na rzeczy lub miejsca święte.

W dawnej Polsce przysięgający kładł drugi i trzeci palec na podstawie krucyfiksu. Czasem kazano mu formułę przysięgi odmawiać wobec obrazów świętych, które miały być świadkami, a w razie potrzeby mścicielami. Rotę przysięgi najczęściej czytano. Przedtem zawsze upominano świadków o tym, jak ważna jest przysięga; co czynią, kiedy ją składają, itd. Przysięgę składano klęcząc. Przywilej stania przy przysiędze mieli tylko duchowni.

Godziwość przysięgi

W Piśmie św. są pewne miejsca, które zdają się kategorycznie zakazywać wszelkich przysiąg. I tak u proka Ozeasza czytamy: „A nie wchodźcie do Galgala i nie wstępujcie do Betawen, ani nie przysięgajcie: Żyje Pan” (Oz 4,15). Najsurowiej jednak i najbardziej stanowczo sam Pan Jezus zdaje się  zwracać przeciw przysiędze: „Jeszcze też nie słyszeliście o tym, było powiedziane w starym: Nie będziesz przysięgał, ale oddasz Panu przysięgi twoje” (Kpł 19,12). Ja zaś powiadam wam, abyście zgoła nie przysięgali. Ani na niebo, gdyż jest stolicą Bożą; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem nóg Jego; ani na Jeruzalem, gdyż jest miastem wielkiego króla. Ani też na głowę twoją nie przysięgaj, bo nie możesz jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niechajże mowa wasza będzie: tak – tak; nie – nie. A co nadto, od złego pochodzi” (Mt 5, 33 – 37). Jakby echem słów Pana Jezusa jest napomnienie św. Jakuba Apostoła: „A nade wszystko, bracia moi, nie przysięgajcie ani na niebo, ani na ziemię, ani na żadną inną przysięgę. Niech mowa wasza będzie: tak – tak, nie – nie, abyście nie dostali się pod sąd” (Jk 5, 12).

Według nauki Kościoła przysięga jest nie tylko rzeczą godziwą, ale jest ona nawet aktem cnoty religijności jako jedna z form czci Bożej. Z tego powodu najpierw postaramy się wykazać, że nauka  Kościoła pochwala przysięgę, a później wyjaśnić, iż pomiędzy cytowanymi tekstami Pisma św., a nauką Kościoła nie ma żadnej sprzeczności.

Potwierdzeniem tego, że Kościół przysięgę pochwala i uznaje za jedną z form czci Bożej są jego orzeczenia:

 Papież Innocenty III: „Nie potępiamy przysięgi; owszem wierzymy czystym sercem, że wolno jest przysięgać w prawdzie, w sądzie i w sprawiedliwości” (Denz. 425).

Jan XXII potępia zdanie waldensów, którzy przysięgę uważają jako coś niegodziwego, a nawet zakazanego pod grzechem ciężkim (Denz. 487).

Sobór w Konstancji potępił w 1418 naukę Wiklefa i husytów, że w żadnym wypadku nie można przysięgać (Denz. 662).

Klemens XI w roku 1713 potępił następujące zdanie Paschalisa Quesnela: „Nic bardziej nie jest przeciwne duchowi Bożemu i nauce Jezusa Chrystusa, jak zwyczaj składania przysiąg w Kościele; to bowiem znaczy mnożyć okazje do krzywoprzysięstwa, gotować sidła słabym i prostym i sprawić, że imię i prawda Boża idą w pogardę u bezbożnych” (Denz. 1451).

Kościół pozwalał, a nawet nakazywał składać przysięgi: dla wzmocnienia ślubów (Denz. 623), w sądzie (Denz. 663), przy obejmowaniu urzędów i święceń biskupich (Denz. 1575).

Na podstawie tylko tych kilku zacytowanych wypowiedzi widzimy, że Kościół nie tylko pochwala i zezwala na przysięgi, ale nawet wprost je nakazuje. Rodzi się więc pytanie o to, na jakiej podstawie to czyni? W odpowiedzi trzeba zaznaczyć, że:

Sami Apostołowie posługują się przysięgą, czego nie mogliby czynić, gdyby Jezus Chrystus napiętnował ją jako coś złego i jej zakazał. Św. Paweł dosyć często używał przysięgi, aby swoim słowom, czy zapewnieniom nadać większą moc wiarygodności. W Liście do Rzymian pisze: „Bo świadkiem mi jest Bóg, któremu w ewangelii Syna Jego służę w duchu moim, że nieustannie pamiętam o was” (1,9). W drugim Liście do Koryntian pisze jeszcze mocniej: „Ja tedy Boga wzywam na świadka wobec duszy mojej, że aby was oszczędzić, nie przyszedłem do Koryntu” (1,23). Do Galatów: „A to, co wam piszę, Bóg mi świadkiem, że nie kłamię” (1,20). Na pewno sami Apostołowie najlepiej zrozumieli myśl Jezusa Chrystusa i jeśli sami posługują się przysięgą, to znaczy, że nie była ona zabronioną.

Wielu Ojców i pisarzy Kościoła przyjmuje przysięgę jako rzecz godziwą, a same słowa Pana Jezusa tłumaczy jako radę, aby uchronić się przed zbytnią skwapliwością, jak była wówczas  w zwyczaju nadużywania przysięgi. Św. Hieronim poświęca specjalny trud analizie tekstu św. Mateusza (5,33 – 37) i mówi, że przysięgą posługiwano się na każdym kroku z lada powodu, na wszystko, tak iż przysięga zatraciła swój religijny charakter. Św. Augustyn podobnie tłumaczy zakaz Chrystusa, że Jezusowi chodziło o napiętnowanie zwyczaju zbyt pochopnego przysięgania, co prowadziło nieraz do krzywoprzysięstwa. Ileż t orazy sami prorocy karcili Izraela za krzywoprzysięstwa (Iż 48,1; Jr 5,2; Ez 16,59; Dn 13,47; Oz 10,4; itd.).

Ponadto za godziwością przysięgi przemawiają racje rozumowe. Nie może być bowiem zakazane to, co samo w sobie wewnętrznie jest dobre. Przysięga sama w sobie jest aktem czci Boga, jest aktem wiary i wyznaniem Jego najwyższego majestatu. Przysięgający powołuje się na Boga jako na najwyższy i ostateczny autorytet, który poręcza jego słowa. Dla ludzi niewierzących nieznaną jest przysięga właściwa i nie może być znaną właśnie dlatego, że nie uznają nad sobą Pana Boga. Często z przysięgą wiąże się gotowość przyjęcia różnych kar, gdyby istniało niebezpieczeństwo wiarołomstwa.

Jeżeli przysięga staje się rzeczą złą, to nie ze swej natury, ale tylko dla okoliczności. Gdy porównamy teksty: Mt 5, 33 – 37 i Mt 23,16 – 22, to nie trudno jest zauważyć to, jak łatwo przysięga stała się przedmiotem nadużyć. Dlatego słusznie Pan Jezus jej zakazał, jakby chciał powiedzieć: Jeżeli tak macie profanować przysięgę, to lepiej wcale nie przysięgajcie. Takie tłumaczenie słów Pana Jezusa wydaje się nam najbardziej odpowiednie.

W Starym Testamencie przysięga była uważana za rzecz dobrą i godną pochwały. Co więcej, była ona nakazana jako obowiązująca w niektórych przypadkach (Lb5,19; 30,3 – 16; Pwt 6,13). Jeżeli w Starym Testamencie przysięga była uważana za rzecz godną i poleconą, to Pan Jezus nie mógł jej uważać za wewnętrznie złą i godną potępienia.

Warunki przysięgi

Warunki konieczne do ważności przysięgi:

Wewnętrzna intencja przysięgania. Ta intencja może być  aktualna, czyli towarzysząca przysiędze albo wirtualna, ukryta, czyli zamierzona, a nie odwołana. Przysięga zewnętrzna bez zamiaru wewnętrznego byłaby fikcją przysięgi, a nie prawdziwą przysięgą. Kto świadomie składałby taką przysięgę, popełniłby grzech ciężki. Pozorowałby przysięgę, aby zwieść otoczenie, a zatem byłby krzywoprzysięzcą i wiarołomcą. Błogosławiony Innocenty XI potępił zdanie, że wolno jest, gdy jest właściwa przyczyna, dla rzeczy błahej lub poważnej używać przysięgi bez zamiaru przysięgania (Denz. 1175). Do prawdziwej intencji wystarczy, aby przysięgający wiedział, czym jest przysięga i miał dostateczną znajomość, kiedy zachodzi właściwa przysięga. Wielu bowiem jest przekonanych, że istnieje przysięga tam, gdzie jej nie ma: np. gdy mówią: przysięgam na mój honor; niech mnie diabli wezmą; niech się ziemia zapadnie pode mną, jeśli to nieprawda, itp.

Właściwa forma przysięgi, jak już pisaliśmy, musi zawierać wezwanie Pana Boga na świadka. Wzory formuł podawaliśmy przy objaśnianiu definicji przysięgi.

 Warunki konieczne do godziwości przysięgi:

Mówi prorok Jeremiasz: „I będziesz przysięgać: Żyje Pan w prawdzie i w sądzie i w sprawiedliwości” (Jr 4,2).  Jeśli brak któregoś z tych warunków, które wymienia Jeremiasz, przysięga traci swój cel i staje się niegodziwą, czyli zakazaną.

Prawda. Wolno przysięgać tylko naprawdę. Nie chodzi tu o prawdę obiektywną i rzeczywistą, bo pomyłka w sprawie ludzkiej jest rzeczą zawsze możliwą.  Chodzi tu o prawdę subiektywną, czyli o przekonanie, jakie ma przysięgający. Przysięgający musi składać przysięgę na potwierdzenie prawdy, Anie fałszu, inaczej popełniłby krzywoprzysięstwo, a wiarołomna przysięga jest grzechem ciężkim. Kto zatem nie ma moralnej pewności o słuszności swego zdania, temu nie wolno przysięgać. Nie można też używać przysięgi jako podstępu do wprowadzenia bliźniego w błąd, co niestety często się zdarza. Sobór w Konstancji w roku 1418 potępił uroczyście jako heretyckie zdanie, że wolno składać fałszywą przysięgę w ważnej sprawie, np. dla ratowania czyjegoś życia (Denz. 664).  Błogosławiony Innocenty XI potwierdził ten dekret (Denz. 1177) dodając, że przysięga fałszywa jest grzechem ciężkim nawet wtedy, gdy zachodzi w niej małe kłamstwo (Denz. 1174). Tenże papież potępia również przysięgę fikcyjną (Denz. 1175).

Sprawiedliwość. Wolno przysięgać tylko na rzecz godziwą i dobrą. Grzechem byłoby wzywać Pana Boga na świadka tego, że uczynimy coś złego, np. kogoś pobijemy, zemścimy się, itd. Byłby  to grzech podwójny przeciwko przykazaniu Bożemu i przeciwko cnocie religijności, czyli nadużywanie imienia Bożego do celów przewrotnych.

Sąd czyli rozwaga. Wezwanie Pana Boga na świadka, a więc Powagi najwyższej, wymaga odpowiednio ważnej rzeczy. Wzywać Boga lekkomyślnie, dla małoznacznych powodów, mija się z samym celem przysięgi. Jeżeli przysięga ma być aktem czci Boga, to nie może ona być okazją do samowoli. Dla przysięgi potrzebna jest  zatem słuszna i odpowiednio poważna przyczyna.

Kto może przysięgać? Z prawa natury przysięgać może każdy, kto ma używanie rozumu. Na podstawie Prawa Kościelnego od przysięgi prawnej są zwolnieni niedorośli, czyli ci, którzy nie doszli do wieku dojrzałego; pozbawieni prawnie czci i karani za wiarołomstwo. Kapłani, nawet w sądach kościelnych powinni uciekać się do przysięgi rzadko i z ważnej przyczyny. Prawa cywilne również określają, kto może w publicznych aktach przysięgać, określając wymagany wiek na 18 lat życia.

Zobowiązania, jakie przysięga nakłada.  W tak postawionym problemie chodzi w zasadzie o przysięgę zobowiązującą, która pociąga za sobą pewne zobowiązania. Przysięga stwierdzająca polega raczej na stwierdzeniu faktu i prawdziwości zeznania.

Przysięga obiecująca obowiązuje na podstawie cnoty religijności tylko tego, kto ją składa i to w takim zakresie, w jakim ją składa. Wielkość grzechu zależy od wielkości materii rzeczy przyrzeczonej. Pismo św. wyraźnie mówi: „Jeśli który mąż ślubuje coś Panu albo zobowiązuje się przysięgą, nie złamie słowa swego, ale wszystko, co obiecał, wypełni” (Lb 30,3); „oddasz Panu przysięgi twoje” (Mt 5,33). Rozum także nam mówi, że jeżeli coś się przyrzeka, a przyrzeczenie to potwierdza się nadto przysięgą, to należy obietnicy dotrzymać. Tym też tłumaczy się to, dlaczego kodeksy państwowe nakładają tak ciężkie kary za krzywoprzysięstwo. Według wielu złamanie przysięgi obiecującej jest zawsze grzechem ciężkim, nawet gdy materia jest mała, Większość jednak moralistów katolickich twierdzi, że złamanie przysięgi obiecującej może być grzechem lekkim, jeżeli ktoś przysięgał na rzecz małą i przysięgi nie dotrzymał.

Muszą zaistnieć następujące warunki, aby przysięga mogła człowieka zobowiązywać:

Warunki ze strony przysięgi. Materia musi być możliwa do wykonania. Nie można bowiem kogoś albo siebie samego zobowiązywać do wykonania rzeczy niemożliwych. Ponadto materia przysięgi musi być rzeczą godziwą. Byłoby bluźnierstwem posługiwać się przysięgą (aktem czci Bożej) dla rzeczy zdrożnej i niegodziwej.

Ze strony przysięgającego wymaga się intencji przysięgania. Każdy, kto by przysięgał bez intencji przysięgania, ten popełniałby krzywoprzysięstwo. Przysięga nie polega tyle na słowach i na zewnętrznych ruchach, ale przede wszystkim na intencji do tego stopnia, że nie uznaje się przysięgi u osób, które nie mają używania rozumu. Zostało też potępione zdanie, że można składać przysięgę symulowaną, czyli wymawiać słowa przysięgi, a myśleć o czym innym (Denz. 1175; 1176; 1178). W przypadku, gdyby przysięga symulowana była dozwolona, właściwa przysięga straciłaby znaczenie, gdyż nigdy nie mielibyśmy pewności, kto prawdziwie przysięga.

Przy składaniu przysięgi musi być świadomość aktualna. Dlatego nieważne są przysięgi składane po pijanemu czy w chwili zamroczenia. Składający przysięgę musi chcieć przysięgi i wiedzieć, że przysięga. Nie może też zajść pomyłka istotna, czyli taka, że przysięgający świadomie nigdy by się na nią nie zgodził. W końcu przysięgający musi mieć czas na zastanowienie się. Ponadto przysięga musi być wolna. Z tego powodu przysięga wymuszona zewnętrznie i użyciem siły, jest przysięgą nieważną. Wreszcie przez przysięgę nie może być naruszone prawo osoby trzeciej, czy też zagrożone dobro publiczne lub narażone zbawienie wieczne tego, kto przysięga.

Ustanie przysięgi

Przysięgi, szczególnie obiecujące, obowiązują tak długo, dopóki nie zostaną wypełnione lub dopóki nie zmienią ich istotne warunki. Ustanie przysięgi może być spowodowane przyczynami zewnętrznymi albo wewnętrznymi.

Przyczyny zewnętrzne. Darowanie przez tego, na rzecz którego przysięga została złożona. W takim przypadku przysięga polega na uczynionej komuś obietnicy. Jeżeli zatem ktoś rezygnuje z obiecanych sobie praw, wtedy automatycznie przysięga ustaje. Inną przyczyną może być unieważnienie, dyspensa, zamiana. Kanon Prawa Kanonicznego rozstrzyga, że kto ma władzę unieważniać, dyspensować i zamieniać śluby, ten ma taką samą władzę odnośnie przysięgi obiecującej. Ponadto przysięga jest nieważna, gdy narusza prawa przełożonego. Przysięga nie może również naruszać praw osób trzecich.

Przyczyny wewnętrzne. W przypadku, gdy tak zmienia się natura rzeczy, do której ktoś się zobowiązał przysięgą, że stała się ona niemożliwą do wykonania albo złą, wtedy ustaje przysięga. Nie wolno jednak umyślnie przeciągać wypełnienia przysięgi w nadziei, że stanie się ona niemożliwą do wykonania.

Interpretacja przysięgi

Przy interpretacji przysięgi obiecującej należy stosować następujące zasady:

Przysięgę należy tłumaczyć ściśle według treści jej brzmienia. Nie wolno zatem zakresu przysięgi powiększać i żądać więcej niż to, co  zawiera sama jej treść. W przypadku, gdyby zaistniała trudność z powodu tłumaczenia samego sensu przysięgi, to należy ją tłumaczyć raczej w znaczeniu dokładnym według powszechnie przyjętej zasady: „Lex stricte interpretanda” (Prawo należy tłumaczyć ściśle).

Przysięgę należy interpretować ściśle według intencji przysięgającego.

Przysięgę należy interpretować według istniejących okoliczności i zwyczajów, czyli według tego, jak się sama w sobie rzecz przysięgą obiecana przedstawia i jakiego tłumaczenia w podobnych przypadkach trzyma się prawo albo zwyczaj.

Występki pochodzące z nadużycia przysięgi

Nie wolno składać przysięgi dla rzeczy błahej. Niestety w Polsce już Łukasz Górnicki piętnował zwyczaj nadużywania przysięgi, gdy pisał: „Śmiem to powiedzieć, iż we wszystkiej włoskiej, hiszpańskiej, francuskiej, węgierskiej, czeskiej, a podobno niemieckiej ziemi, za dziesięć lat tak wiele przysiąg nie będzie, co w Polsce za jeden”. Nie mniej surowo też za to karcił Polaków, a nawet żądał kar Frycz – Modrzewski. Rozum nam mówi, że wolno powoływać się na najwyższy autorytet Boga, ale tylko w rzeczach naprawdę ważnych. Jeżeli grzechem jest wzywać imienia Boga bez potrzeby, to tym bardziej grzechem jest wzywa Go w przysiędze do rzeczy błahych. Ponadto istnieje niebezpieczeństwo, że kto nadużywa zbytnio imienia Boga i zbyt często lekkomyślnie je wymawia, ten łatwo może popełnić krzywoprzysięstwo, bo wezwie Boga na świadka nawet wtedy, kiedy wzywać Go nie wolno. Z tego powodu napomina nas autor Księgi Syracha: „Do przysięgania niech nie przywykają usta twoje, bo wiele upadków jest w nim. A imię Boga niech nie będzie ustawicznie na ustach twoich i imion świętych nie nadużywaj” (23,9 – 10).

Nie wolno przysięgać fałszywie. Pismo św. bardzo surowo napomina: „Nie będziesz krzywoprzysięgał w imię moje i nie zbezcześcisz imienia Boga twego” (Kpł 19,12). Grzech ten nazywamy krzywoprzysięstwem albo wiarołomstwem. Zdaniem św. Alfonsa jest on zawsze grzechem ciężki.: „Nie usprawiedliwia tu wcale mała materia… bowiem czy maa, czy wielka jest materia, Pan Bóg bywa w danym wypadku wzywany na potwierdzenie kłamstwa, a więc zawsze jest ciężko obrażany. (zob. Theologia moralis I, 1, III, nr 147). Błogosławiony papież Innocenty XI potępił następujące zdanie: „Wzywać Boga na świadka w kłamstwie małym nie jest tak wielkim nieuszanowaniem, dla którego można by potępić człowieka” (Denz. 1174). Zatem prawdziwe jest zdanie przeciwne, iż wielkim nieuszanowaniem wobec Boga wzywać Go na świadka nawet dla małego kłamstwa.

Wśród pytań zadawanych tym, którzy powracali na łono wiary z herezji Wiklefa lub Husa, było i takie pytanie: „Czy wierzysz, że wiarołomstwo, popełnione z jakiejkolwiek przyczyny i okazji, nawet dla zachowania życia swego lub bliźniego, a nawet w obronie wiary, jest grzechem śmiertelnym?” (Denz. 664). Nauka Kościoła jest stanowcza i niezmienna, że krzywoprzysięstwo samo w sobie, z natury swojej jest grzechem ciężkim tak dalece, iż nie wolno nigdy nim się posługiwać. Krzywoprzysięstwo zawsze surowo piętnowały narody jako przestępstwo. W dawnej Grecji wierzono, że krzywoprzysięstwo mści się na potomkach. Egipcjanie i Scytowie karali krzywoprzysięstwo śmiercią. Prawo XII Tablic w dawnym Rzymie za wiarołomstwo nakazywało Strącenie ze skały Tarpejskiej, a więc również wyznaczało karę śmierci. W Indiach za ten występek karano odcięciem rąk i nóg. W Niemczech ucinano dwa palce. Konstytucja polska z końca XVIII wieku krzywoprzysięstwo w sądzie piętnuje na równi ze zbrodnią stanu.

Podobnie grzechem ciężkim jest przysięgać rzecz złą, gdyż wielkim nieuszanowaniem Boga jest wzywać Go na świadka jako „poręczyciela grzechu, choćby lekkiego” (Theologia moralis, nr 146).

 

 

Katecheza 12: O czci wizerunków i relikwii świętych

 

Przez słowo „wizerunek” rozumiemy wszelkiego rodzaju wyobrażenia Pana Boga i świętych. Należą do nich: obrazy, rzeźby, mozaiki, wyobrażenia realistyczne i symboliczne, itp.

Cześć wizerunków świętych w Kościele

Cześć wizerunków świętych w Kościele nie ulega najmniejszej wątpliwości. Ona uderza nas na każdym kroku. Świętymi wizerunkami wypełnione są świątynie i kaplice, place, ulice i miejsca przydrożne. One są również ozdobą naszych domów, muzeów, itd. Te wizerunki są sławą ich twórców; wykonywane z materiałów pospolitych i z najkosztowniejszych kruszców; są dziełem naiwnej ludowej pobożności oraz tworami artystycznej koncepcji geniuszy.

Święte wizerunki są przedmiotami kultu prywatnego. Zdejmujemy prze nimi nakrycia głowy, palimy przy nich światła, zdobimy kwiatami, czynimy znak krzyża i się modlimy prze nimi. Równocześnie wiele z nich jest przedmiotem kultu publicznego. Kościół ten kult sankcjonował, swoim prawem uświęcił, bronił dekretami soborów, określał rozprawami teologów.

Już w Starym Testamencie tak wielka była cześć dla Arki Przymierza, że widziano w niej tron Boży albo Boży podnóżek (1 Krn 13,6; Ps. 99,5). Sam Jahwe nakazał Izraelitom, aby jej wnętrze wyłożyli złotem, a na jej wierzchu zamontowali złotych cherubów (Wj 25,10 – 22). Samą zaś Arkę Bóg nakazał umieścić w miejscu „świętym świętych”, do którego wstęp miał tylko najwyższy kapłan (Kpł 16,2. 17). Gdy w czasie przenoszenia Arki na Syjon, Oza dotknął się jej, aby ją podtrzymać i uchronić, bo się zachwiała, padł trupem rażony za świętokradztwo (2 Krl 6,7). Zapowiedzią wizerunków był wąż miedziany (Lb 21,7 – 9). Sam Jezus zaświadczył, iż ten wąż był Jego figurą (J 3,14).

W Nowym Testamencie nie mamy świadectw potwierdzających cześć wizerunków. Za to posiadamy potwierdzenie bardzo starożytnej tradycji. Wizerunki Chrystusa spotykamy już w katakumbach malowane na ich ścianach pod różnymi realistycznymi, ale i symbolicznymi postaciami: ryba, kosze z eucharystycznym chlebem, Dobry Pasterz, liczne monogramy, itd.

Natomiast pierwsze obrazy (ikony), malowane już nie na ścianach, ale temperą na płótnie spotykamy już w IV wieku. Do najdawniejszych obrazów, które zachowały się do naszych czasów należą: Matki Bożej Większej w Rzymie z V wieku, Matki Bożej w Rzymie „In Trestevere” z wieku VII - IX, obraz w muzeum kijowskim z VI wieku oraz Matki Bożej z muzeum w Kairze. Obraz Matki Bożej  częstochowskiej ma należeć do najdawniejszych zabytków ikonografii chrześcijańskiej, chociaż jeszcze do dnia dzisiejszego nie określono jego wieku. Bardzo starożytny jest również obraz Matki Bożej na Górze Athos w prawosławnym klasztorze Iworon.

Do bardzo danych obrazów, których wieku jeszcze dokładnie nie określono, należą obrazy Matki Bożej: w Rzymie – S. Maria d`Ara coeli, S. Maria In Via Lata, S. Maria Della Pace, S. Maria del Popolo; w Bolonii w kościele w. Łukasza; w Bari i w Wenecji w kościele św. Marka oraz w Chartres.

Pierwsza szkoła malarzy ikono grafów została założona w Wenecji już w VIII wieku. Stamtąd obrazy rozeszły się na Wschód i na zachód. Jednakże już wcześniej istniały ośrodki malarskie: w Aleksandrii, w Mezopotamii, w Iranie i w Azji Mniejszej.

Jednocześnie już w pierwszych wiekach spotykamy święte rzeźby. W Arles we Francji znaleziono rzeźbę z IV wieku, która przedstawia Jezusa z krzyżem. Na sarkofagu w Rzymie (Muzeum Laterańskie) jest rzeźba z IV wieku, przedstawiająca fragmenty Ewangelii. Z IV wieku pochodzi również rzeźba, która znajduje się w Muzeum w Brescji, która przedstawia Jezusa uzdrawiającego ślepego od urodzenia oraz wskrzeszającego Łazarza. W absydzie kościoła św. marka w Wenecji jest mozaika przedstawiająca Jezusa w otoczeniu apostołów (IX wiek). Przepiękna  mozaika, przedstawiająca Chrystusa na kuli ziemskiej w otoczeniu aniołów, znajduje się w kościele św. Witalisa w Rawennie. Podobna mozaika z Chrystusem na tronie znajduje się w Rawennie w kościele św. Apolinarego. Obydwie mozaiki pochodzą z VI wieku.

Od tego wieku ikonografia chrześcijańska  przedstawia Chrystusa jako władcę. Nie wszystkie wymienione obrazy czy rzeźby i mozaiki były przedmiotami kultu. Często służyły one jako ozdoba. Niezbitym jednak jest faktem to, że od IV wieku rozpowszechniał się kult obrazów świętych. Już w wieku V – VI był on powszechny. Spotykamy się z nim w całym ówczesnym chrześcijaństwie, od Aranu i Armenii do Francji i Hiszpanii.

Kościół wystąpił urzędowo w obronie wizerunków świętych, gdy na Wschodzie powstała herezja obrazoburców ( (VIII wiek). Ta herezja wyrządziła nieobliczalne wprost szkody dla chrześcijańskiej kultury. Zniszczono wtedy nieomal wszystkie zabytki sakralnej sztuki malarskiej i rzeźby, pochodzące z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Sobory: w Nicejski II (rok 787), Konstantynopolitański IV (870), w Konstancji (1418) i w końcu Sobór Trydencki (1563) jako heretyków wyklinają tych, którzy chcieliby zwalczać cześć obrazów świętyc. Kultu wizerunków świętych bronił Benedykt XIV, kiedy tę prawdę umieszczał w wyznaniu wiary dla maronitów prawosławnych oraz Pius VI, gdy zwalczał uchwały synodu w Pistoi. Prawo Kanoniczne nie tylko pochwala cześć obrazów świętych, ale też szczegółowo określa granice tej czci i kompetencje, do kogo jej zakres należy.

Racje, dla których Kościół oddaje cześć wizerunkom świętym

Na całym świecie oddaje się cześć wizerunkom bohaterów narodowych czy też symbolom – herbom państwa.

Obrazy przypominają nam Pana Boga i świętych i pobudzają nas do większej ich czci. Ile razy do głowy ani na moment nie przyszłoby nam pomyśleć o darach Odkupienia i wyrazić Bogu swoją wdzięczność, ale oto napotykamy krzyż i sama myśl zwraca się do Chrystusa.

Wrażenia zewnętrzne rozpalają wewnętrzne przeżycia. Im piękniejszy obraz, tym głębiej przemawia do naszej duszy, a nawet wstrząsa.

Człowiek w kontakcie ze świętymi wizerunkami staje się lepszy. Nie śmie nawet w ich obecności grzeszyć. Jak wiele dobra w chrześcijańskich rodzinach dokonała intronizacja obrazu Serca Pana Jezusa.

Pan Bóg cudami potwierdza godziwość czci wizerunków świętych. Słynne są miejsca Matki Bożej czy świętych od lat pełne cudów i łask, jak chociażby nasza polska Częstochowa.

Jaką cześć oddaje Kościół wizerunkom świętym?

Cała walka obrazoburców i protestantów przeciw Kościołowi istnieje z powodu niezrozumienia tej kwestii. Kościół oddaje cześć wizerunkom tylko pośrednio. Nie modlimy się przecież do samych płócien czy rzeźbionych kamieni. Byłby to nonsens i bałwochwalstwo. Przez wizerunki święte oddajemy cześć osobom, które one przedstawiają i nam przypominają. Podobnie jak wizerunek matki, fotografia lub jej portret, jest droga sercu dziecka, tak ma się rzecz w Kościele z wizerunkami świętymi. Cześć bezpośrednią, bezwzględną, oddajemy Panu Bogu i Jego świętym sługom. Ich zaś wizerunkom oddajemy cześć pośrednią i względną (przez wzgląd na osoby, które przedstawiają).

Z tego powodu, że różna jest klasa osób, które czcimy w wizerunkach, dlatego też różny jest stopień oddawanej czci. Wizerunkom przedstawiającym Boga oddajemy cześć uwielbienia (pośrednią); wizerunkom Matki Bożej oddajemy cześć specjalną hyperduliae), a wizerunkom aniołów i świętych cześć zwyczajną (duliae). Zawsze jednak jest to cześć względna. Wczesne rozpowszechnianie się tego rodzaju kultu w Kościele najlepiej świadczy o tym, jak bardzo kult ten odpowiada naturze ludzkiej. Zupełnie nie ma racji, np. Tomasz Hobbes, który cześć obrazów w Kościele nazywa „pozostałością pogaństwa”, a nawet objawem bałwochwalstwa.

O czci relikwii świętych

Słowo „relikwia” pochodzi od wyrazu łacińskiego „reliquiae”, czyli szczątki, pozostałości. Relikwiami nazywamy ciała świętych w całości lub ich części oraz wszystkie przedmioty, które kiedyś były w bliskim związku z osobą Chrystusa Pana lub świętych.  Relikwią w znaczeniu szerszym jest cała Ziemia Święta jako ziemia Zbawiciela, uświęcona Jego życiem, pracą i Krwią. W pewnym znaczeniu relikwiami są także miejsca święte, słynące z pobytu osób  świętych. Do najsłynniejszych należą miejsca uświęcone przez samego Chrystusa Pana: Golgota i kościół Grobu Chrystusa, Betlejem z kościołem Narodzenia, Nazaret z kościołem Zwiastowania, Góra Oliwna z kościołem Konania i Wniebowstąpienia, dalej Wieczernik, itd. Efez chlubi się tym, że jest miejscem Matki Bożej, Rzym – stolicą chrześcijaństwa, gdzie jest tyle sanktuariów, itd. W ścisłym jednak znaczeniu relikwiami są ciała świętych i pamiątki po nich.

Cześć relikwii

Wszystkie ludy w historii zawsze otaczały czcią pamiątki po swoich wielkich przedstawicielach i bohaterach.

W Egipcie pieczołowicie przechowywano 14 legendarnych cząstek „ciała” Ozyrysa po zamordowaniu go przez Seta. Dla poszczególnych tych cząstek zbudowano w Egipcie wspaniałe sanktuaria.

W Grecji na Lesbos czczono głowę Orfeusza, a w Smyrnie i w Dione w Macedonii jego kości. Kości Europy (Hellotis) czczono na Krecie.; Tezeusza w Atenach, Hezjoda zaś w Orkomego. W Pharelis pokazywano włócznię Achillesa, w Nikomedii miecz Memnona, w wielu miejscowościach lirę Orfeusza, w Scione – flet Marsjusza, w Cheronei buławę Agamemnona, itd.

W Rzymie znana była cześć Romulusa i Remusa, ich wilczycy, płaszcza Eneasza, sandałów Tanakwitlly, broni trzech Horacjuszów, itp.

U buddystów do dzisiaj słynne są sanktuaria ze szczątkami Buddy. Także mahometanie czczą relikwie.

Dlaczego Kościół czci relikwie?

Relikwiom ciał świętych należy się cześć, bo były one świątynią Ducha Świętego oraz narzędziem spełnienia tylu wielkich dzieł. Ciała te były wspaniałym naczyniem , w którym płonął znicz żarliwego ukochania spraw Bożych i ludzkich.

Jeżeli do tego przypomnimy sobie jeszcze wspaniałe plany Boże w odniesieniu do naszego ciała, mającego w przyszłości być uwielbionym i współkreującym z duchem w niebie, to czy zadziwi to kogoś, że tak pieczołowitą troską je otaczamy? Przepiękne obrzędy pogrzebowe przypominaj nam wielką godność ludzkiego ciała. Dodajmy do tego jeszcze naturalny sentyment do zmarłych, który zawsze nakazywał jako święty obowiązek oddać ciału należną posługę, przyjęty u wszystkich ludów, nawet najbardziej pierwotnych.

Sam Bóg czci ciała świętych przez cuda czynione najczęściej przy ich grobach, zachowując niejednokrotnie nienaruszone ich ciała po wielu nawet latach. I tak ciało św. Elżbiety Portugalskiej czy naszego polskiego  św. Andrzeja Boboli zostało zachowane w stanie naturalnego zmumifikowania. Ciało św. Teresy i św. Franciszka Ksawerego przez długi czas zachowało swoją elastyczność. Zachowała się nienaruszona ręka św. Stefana, język św. Antoniego z Padwy i w. Jana Nepomucena.

Przepięknie mówił i napisał św. Jan Złotousty: „Bóg podzielił się z nami posiadaniem świętych – sobie wziął duszę, a nam pozostawił ciała”

Czcimy również różne inne pozostałości po świętych. Już w Starym Testamencie płaszczem Eliasza prorok Elizeusz czynił cuda – przy jego pomocy przeszedł przez Jordan. W Nowym Testamencie posiadamy więcej przykładów: niewiasta chora na krwotoki od lat, została uleczona przy dotknięciu się szat Jezusa (Mt 9,20 – 22), uzdrawiał cień św. Piotra (Dz 5,15) i opaski św. Pawła (Dz 19,12).

Dekrety Kościoła i obrona czci relikwii

Godziwość czci relikwii jest dogmatem wiary. Mówił o niej Jan XV z okazji kanonizacji św. Udalryka na synodzie rzymskim w 993 roku. Bronił jej Sobór Nicejski II przeciw obrazoburcom, którzy także występowali przeciwko relikwiom. Innocenty III na Soborze Lateraneńskim IV w 1215 roku normuje formy czci relikwii świętych. Sobór w Konstancji w 1418 roku potępił naukę Wiklefa i Husa, która odrzucał cześć relikwii. Sobór Trydencki przeciwko protestantom jako dogmat ogłosił naukę o celowości i godziwości czci relikwii świętych: „Cześć należy się od wiernych także ciałom Świętych Męczenników i innych, z Chrystusem żyjących, które były żywymi członkami Chrystusa i świątynią Ducha Świętego; przez Niego mają być wskrzeszone do życia wiecznego i uwielbione; przez które to ciała wiele dobrodziejstw spłynęło od Boga na ludzi – tak, że kto by twierdził, że relikwiom świętym nie należy się nabożeństwo, ani cześć, zasługiwałby na całkowite potępienie”. Sobór zatem nie tylko potwierdza, ale jednocześnie daje apologię tej czci.

Tenże Sobór wiarę w cześć relikwii umieścił w swoim Wyznaniu: „Wyznaję również, że Świętych, którzy wespół z Chrystusem królują, powinniśmy czcić i wzywać. Oni modlą się do Boga za nami, a my powinniśmy czcić ich relikwie. Mocno wyznaję, że trzeba mieć obrazy Chrystusa, Najświętszej Dziewicy Bogarodzicy i innych świętych i okazywać im należną cześć i uszanowanie”

W 1669 roku została nawet utworzona specjalna Kongregacja rzymska pod nazwą „Święta Kongregacja Odpustów i Relikwii”. Dopiero w 1904 roku ta Kongregacja została połączona z Kongregacją Świętych Obrzędów.

Prawo Kanoniczne wyraźnie mówi, że należy się kult względny także relikwiom, jak obrazom ze względu na osoby, do których się odnoszą: „Dobrą i pożyteczną rzeczą jest wzywać pokornie sług Bożych, królujących wespół z Chrystusem i czcić ich relikwie…” Poleca ono, aby relikwie świętych otaczane były czcią im należną. Z tej racji znaczniejszych relikwii nie wolno przechowywać w domach prywatnych bez wyraźnego zezwolenia biskupa diecezjalnego, a czcić należy tylko takie relikwie, które mają potwierdzoną przez władze kościelne wiarygodność. Prawo kościelne żąda, aby relikwie były w relikwiarzach i w odpowiednim pomieszczeniu. Zakazuje handlu i wszelkich transakcji relikwiami świętych. Zwyczaj umieszczania ciał świętych w kosztownych relikwiarzach datuje się od wieków średnich. (św. Stanisław Na Skałce, św. Wojciech w Gnieźnie).

Forma czci oddawanej relikwiom świętych

Forma czci oddawanej relikwiom świętych jest identyczna ze czcią wizerunków świętych. Z tej racji, że jednak relikwie stanowią o wiele większą wartość niż obrazy, dlatego przy wszystkich dekretach Kościoła relikwie zawsze są wymieniane na pierwszym miejscu.

Kult relikwii jest tylko względnym, bo przez wzgląd na osoby świętych. Jest on też kultem zwyczajowym, jaki należy się świętym. Wyjątek stanowią relikwie i pamiątki po Jezusie Chrystusie. Godność Osoby jest tu najwyższa, a zatem i kult musi być najwyższy – adoracja. Jedna kult relikwii Chrystusa Pana jest tylko pośredni i względny. Czcią specjalną w Kościele cieszy się drzewo Krzyża św. Jemu są poświęcone dwie uroczystości: Znalezienie Krzyża św. (3 maj) i Podwyższenia Krzyża św. (14 wrzesień). Nadto w Wielki Piątek odbywa się co roku wspaniały obrzęd Adoracji Krzyża św. Relikwie Krzyża św. (cząsteczki) Kościół nakazuje otaczać czcią wyjątkową i podawać do adoracji wiernych.

 

Pouczony wieloma nadużyciami w tej dziedzinie, których przyczyną była nieraz chciwość z jednej strony, a naiwność z drugiej  strony, Kościół, aby relikwie były naprawdę autentyczne, poleca, iż nie wolno dokonywać nimi handlu pod jakakolwiek postacią. Relikwie starożytne, ale niepewne, bez odpowiedniego dokumentu, należy usuwać. Kto by fabrykował fałszywe relikwie lub takie świadomie sprzedawał, rozdawał czy wystawiał do czci publicznej, wpada tym samym czynem w ekskomunikę.

 

 

11: Kult aniołów i świętych

 

            Bardzo wiele religii i wyznań odrzuca kult świętych jako swego rodzaju bałwochwalstwo, a przynajmniej jako umniejszanie czci Bożej. Cześć ta była surowo zakazana u Żydów i w islamie. Nie uznają jej prawie wszystkie odłamy protestanckie (luteranie, kalwini, socynianie, husyci, prezbiterianie, metodyści, badacze Pisma św., itd.). Dla Żydów było to zupełnie jasne, gdyż chodziło o zachowanie ich od bałwochwalstwa, które zewsząd ich zalewało i miało ogromy wpływ na sposób ich życia. Natomiast islam i odłamy protestanckie oparły się na monaizmie

Jednakże już z Piśmie św. możemy szybko znaleźć miejsca, które mówią o tym, że chociaż nie było publicznych form kultu aniołów i świętych, to jednak prywatnie cześć ta istniała. W Starym Testamencie wielką czcią cieszyli się aniołowie. Przykładem tego jest chociażby przerażenie rodziny Tobiaszów, kiedy dowiedziała się, że rozmawiała z aniołem: „A gdy to usłyszeli, strwożyli się i drżąc padli na ziemię na swoje oblicze” (Tb 12,16). Z kolei Mojżesz był otaczany tak wielką czcią, iż aniołowie musieli ukryć jego ciało przed ludem, aby mu nie oddawał czci przesadnej (Pwt 34,5; Jud. 9). Sam Pan Jezus mówił, iż Żydzi budowali prorokom pomniki, a to przecież był objaw wielkiej czci dla nich. (Mt 23,29).

Przez świętych rozumiemy dusze sprawiedliwych, którzy zmarli w łasce uświęcającej i cieszą się w niebie chwalą wybranych. W sposób szczególny chodzi o tych, którzy dla swoich cnót heroicznych zostali wyniesieni przez Kościół do chwały ołtarzy.

Cześć aniołów i świętych w Kościele oraz historia ich kultu

Już w najdawniejszej tradycji Kościoła w wielkiej czci były miejsca uświęcone pamięcią Apostołów, a zwłaszcza ich męczeńskiej śmierci. Wokół Tyc miejsc powstawały ośrodki kultu: np. groby św. Piotra i Pawła w Rzymie, grób św. Jakuba w Compostelli w Hiszpanii, grób św. Andrzej w Achai. Z kolei Antiochia chlubiła się ty, że przez pewien czas była stolicą rządów św. Piotra nad Kociołem; Efez, że był zamieszkiwany przez Matkę Najświętszą i w. Jana Apostoła. Od momentu wybuchu krwawych prześladowań, Kościół jak najpilniej strzegł ciał swoich pomordowanych dzieci i troskliwie zbierał wszelkie szczegóły dotyczące ich męczeństwa. W taki sposób powstały „acta martyrum”. Wtedy rozpoczął się kult męczenników ze św. Szczepanem na czele i z męczennikami rzymskimi. Na ich grobach w katakumbach celebrowano Msze św. Znaczniejszym męczennikom poświęcano piękne nagrobki, a nawet specjalne kaplice ( np. kaplica papieży, św. Cecylii, itd.).

Przykładem wiary w potęgę pośrednictwa świętych jest powstanie odpustów. Winowajca obciążony karami kościelnymi bywał od niech uwalniany dla zasług męczeństwa chrześcijanina, którego prosił o pośrednictwo, zanim ten udał się na śmierć. W aktach męczeńskich czytamy, że chrześcijanie wiele razy polecali się modłom tych, którzy schodzili z tego wiata do wieczności przyodziani szkarłatem męczeńskim swojej krwi.

Św. Cyprian świadczy, że już od jego czasów (III wiek – od 200 roku) chrześcijanie bardzo pilnie zapisywali dzień śmierci męczenników i obchodzili rocznicę ich męczeństwa. Był to zawiązek późniejszych świąt. Kronika rzymska z 354 roku zawiera spisy imienne papieży i męczenników rzymskich. Martyrologium rzymskie w swoim spisie posiada około 14.000 męczenników rzymskich.

Od wieku IV rozpoczął się w Kościele kult wyznawców: wielkich biskupów i ascetów na czele ze św. Grzegorzem Cudotwórcą (na Wschodzie) oraz ze św. Marcinem z Tours i św. Hilarym Poitiers (na Zachodzie). Za nimi idzie cały szereg – biskupi wschodni: św. Jan Złotousty, św. Bazyli, św. Grzegorz z Nazjanzu; wielcy pustelnicy: św. Antoni i Paweł z Tebaidy (Egipt), a wreszcie św. Ambroży, św. Augustyn, św. Hieronim i wielu innych. W tym też wieku rozpoczyna się kult wizerunków świętych. Powstają sanktuaria z obrazami słynącymi cudami; kwitnie ruch masowych pielgrzymek do tych miejsc.

Od V wieku datują się święta ku czci Matki Bożej i Świętych: Święto Zwiastowania (V wiek), Wniebowzięcia (VI wiek), Narodzenia NMP (VII wiek), Katedry Św. Piotra (V wiek), Narodzenia św. Jana Chrzciciela (V wiek), Objawienia się św. Michała na górze Gargamo (VI – VII wiek), itp.

Początkowo inicjatywa dotycząca kultu świętych pochodziła od samych wiernych („vox populi”). W sytuacji, gdy kult zyskał aprobatę miejscowych władz kościelnych ( milczącą lub formalną), wtedy przyjmował si i szerzył skupijąc się szczególnie około ich grobów. Od wczesnego średniowiecza poczet świętych wzbogacił się o wielką liczbę zakonników i panujących chrześcijańskich. W tym okresie również dziewice otrzymują chwałę ołtarzy. Równocześnie Kościół z wolna przejmuje inicjatywę w sprawie kanonizacji, aby w tym kulcie spontanicznym i ludowym nie dochodziło do nadużyć, o co było bardzo łatwo. Początkowo czynili to poszczególni biskupi, a potem papieże. Pierwszym papieżem, który zastrzegł prawo ogłaszania nowych świętych wyłącznie dla Stolicy Apostolskiej, był Aleksander III ( + 1181). Dekrety Urbana VIII i Benedykta XIV wprowadziły formalne i to bardzo ścisłe procesy beatyfikacji i kanonizacji. Na tych dekretach opiera się Prawo Kanoniczne. Do beatyfikacji jest wymagana jako warunek niezbędny i istotny heroiczność cnót danej osoby. Cały przewód sądowy trwający często dziesiątki lat na stopniu poszczególnych diecezji, a później w Rzymie, gromadzący stosy akt, ma na celu zbadanie tej sprawy: czy dana osoba posiadała stałą, heroiczną contę wiary, nadziei i miłości, cnoty moralne kardynalne i inne cnoty. Wymaga się również przynajmniej dwóch cudów do beatyfikacji, stwierdzonych niezbicie jako cuda, a dokonanych za wstawiennictwem Sługi Bożego po jego śmierci.

Dlaczego czcimy aniołów i świętych?

Aniołowie i święci są sługami oraz przyjaciółmi Boga. Są sługami nie tylko w znaczeniu biernym jako zależne we wszystkim od swego Pana stworzenia. Są sługami nie tylko z racji swego powołania, bo celem wszystkich stworzeń jest służenie Bogu, ale przede wszystkim są sługami z własnej woli i wyboru, bo całe swoje życie poświęcili na służbę Panu Bogu. Dla Boga ponosili największe ofiary, a często nawet oddawali swoje życie wśród wyszukanych mąk i katuszy. W nagrodę za to Pan Bóg już tu na ziemi wiele razy okazywał im swoją wzajemną miłość, niejednokrotnie nawet obdarzając ich łaską cudotwórczej mocy. Ponadto niezliczone przypadki potwierdzają, iż Bóg w niebie nie tylko chwałą otoczył swoich wybranych, ale również i opiekuńczą mocą. Na licznych stronach Pisma św. znajdujemy opisy pomocy ludziom okazanej przez aniołów. „Księgi łask” w sanktuariach matki Bożej  oraz poszczególnych świętych podają nam setki tysięcy łask, jakie ludzie otrzymali przez ich wstawiennictwo. To zaś najwymowniej świadczy o ich potędze.

Aniołowie i święci są najdoskonalszymi dziełami Boga. Ponad Matkę Najświętszą, która jest Królową aniołów, nie ma większego i doskonalszego dzieła uczynionego ręką Boga. Za nią idą aniołowie według ich hierarchicznych chórów, a na nimi święci. Każde dzieło jest chlubą swojego Autora. Kto ceni dzieło, ten przez to samo ceni jego Twórcę i oddaje hołd geniuszowi myśli, która to dzieło stworzyła. Z tej racji cześć oddawana aniołom i świętym na pierwszym miejscu zwraca się do samego Boga jako ich Stworzyciela.

Aniołowie i święci byli narzędziami w ręku Boga w spełnianiu bardzo wielu wielkich dzieł. Aniołowie byli świadkami tajemnicy Wcielenia i Odkupienia, biorąc w niej czynny udział: Anioł zwiastuje Maryi Narodzenie Syna Bożego, aniołowie wołają pasterzy do żłobka, są świadkami zmartwychwstania i wniebowstąpienia Jezusa, oni też przyjdą na sąd Boży wraz z Chrystusem. Matka Boża przez Boże Macierzyństwo spełniła w planach Opatrzności niezmiernie ważną rolę w dziele Odkupienia. Apostołowie stali się kamieniem węgielnych Chrystusowego Kościoła. Wielcy papieże i biskupi mieli decydujący niejednokrotnie wpływ na życie Kościóla. Zakonodawcy wzbogacili życie Kościoła w potężne zastępy najgorliwszych i najbardziej żywotnych członków. Niejeden święty był prawdziwym dobroczyńcą ludzkości na wielką miarę: św. Wincenty a Paulo przez swoje instytucje miłosierdzia, św. Jan Bosko na polu wychowania młodzieży, św. Franciszek Seraficki na polu reform socjalnych (przeprowadzonych przykładem swego życia i zakonu), św. Augustyn czy św. Tomasz w dziedzinie nauki, itp. Jeżeli wielkim dobroczyńcom narodów stawia się pomniki, ich imionami nasza się place i ulice, jeżeli pamiątki po nich otacza się opieką i szacunkiem, to cóż dopiero mówić o świętych i o tym, jak wielka cześć się im należy. Oni w rzeczywistości są prawdziwą elitą i kwiatem ludzkości.

Sam Bóg zachęca nas do czci aniołów i świętych. Tylko do dziesięciu  sprawiedliwych gotów był Bóg przebaczyć winy Sodomy i Gomory (Rdz 18,32). Józef w domu Putyfara przynosi szczęście (Rdz 39,5). Z kolei Pan Jezus zapowiada, iż dni straszliwe i groza sądu będą skrócone ze względu na sprawiedliwych (Mt 24,22). Niezliczone łaski i cuda, które wierni otrzymali i otrzymują za wstawiennictwem Matki Bożej, aniołów i świętych, są najlepszym dowodem na to, że Bóg chce, abyśmy zanosili przed Jego majestat nasze błaganie właśnie za wstawiennictwem świętych. Niektórzy święci otrzymali od boga stałą moc dla pewnych wypadków lub opieki nad pewnymi krajami. Tak powstał kult świętych patronów narodów lub poszczególnych ziem. Z tych powodów utarł się przepiękny zwyczaj, że każdy kraj obok cyklu ogólnego świąt w całym Kościele posiada także własny patronat, czyli cykl świąt narodowych patronów i świętych.

Kościół wprowadził cześć świętych po to także, aby dać wiernych wszystkich stanów i wieku najwspanialszy przykład życia doskonałego. Świadectwem tego jest chociażby wyznanie św. Augustyna, który przeczytał przypadkiem znaleziony żywot św. Antoniego Pustelnika: „Ludzie prości zabierają nam niebo, a my z całą swoją wiedzą się błąkamy” oraz „mogli tamci i ci, czemuż i ty byś nie mógł”. Św. Franciszek Salezy tak pięknie o tym pisze: „Życie świętych to nic innego, jak Ewangelia przełożona na co dzień. Nie widzę innej różnicy między napisaną Ewangelią, jak między znakami muzycznymi, a ich wykonaniem przez wirtuoza”.

Nauka Kościoła o godziwości czci aniołów i świętych jest dogmatem wiary. Racje tego podane zostały powyżej, a poniżej zostaną przytoczone orzeczenia i urzędowe wypowiedzi Kościoła w tej sprawie.

Papież Jan XV dokonując na Synodzie Rzymskim w roku 993 pierwszej formalnie przez Stolicę Świętą ogłoszonej kanonizacji ( św. Udaryka, biskupa), wyraźnie pisze, iż należy oddawać mu odtąd cześć ze strony wiernych, co uzasadnia tym, że cześć oddawana sługom odnosi się do ich Pana. Przytacza przy tym słowa Jezusa: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje” (Mt 10,40) oraz powołuje się na najdawniejszą tradycję Kościoła.

Cesarz rzymski Fokas darował Bonifacemu IV słynny „Panteon” w Rzymie, który papież w dniu 13 maja 609 roku poświęcił Maryi Pannie i św. Męczennikom, przenosząc tam wiele ich relikwii. Grzegorz XII ustanowił Uroczystość Wszystkich Świętych.

Najwięcej kanonizacji dokonał papież Pius XI, Pius XII oraz św. Jan Paweł II. Zdaniem św. Tomasza orzeczenia beatyfikacyjne papieży są nieomylne. W rzeczywistości jest rzeczą nie do pomyślenia, aby nieomylny Kościół oddawał kult publiczny osobie niezbawionej.

Sobór Trydencki naukę o czci świętych ogłosił jako prawdę wiary. „Święci, królujący z Chrystusem, ofiarują Bogu swoje prośby za ludzi… dobrą i pożyteczną jest rzeczą pokornie ich wzywać i wypraszać dobrodziejstwa u Boga przez Jego Syna, Jezusa Chrystusa, Pana naszego… uciekać się do ich modłów i ich pomocy wzywać. Kto by zaś twierdził, że oni się wcale za nami nie modlą… że ich wzywanie byłoby bałwochwalstwem, głupio by sądził”. W „Wyznaniu wiary” są przez ten Sobór umieszczone następujące słowa: „Wierzę stanowczo, że… świętych, którzy wespół z Chrystusem królują, powinniśmy czcić i wyzwać. Oni modlą się do Boga za nami, a my powinniśmy czcić ich relikwie”. Także ten Sobór pozwala celebrować Msze św. ku czci świętych.

Prawo Kanoniczne czci świętych poświęca szereg kanonów. Najpierw pochwala kult oddawany świętym. Następnie pozwala oddawać kult publiczny tylko świętym wyniesionym na ołtarze. Mówi o stopniu kultu, jaki się należy świętym Pańskim. Przypomina godny pochwały zwyczaj obierania patronów dla poszczególnych narodowości, diecezji, prowincji, bractw i zespołów religijnych czy też zakonnych.

Kult świętych jest zgodny z rozumem i naturą ludzką. Z łatwością zauważamy i stwierdzamy fakt, że u wszystkich ludów jest przyjęty kult bohaterów. Jeżeli ludzie potrafią okazywać wdzięczność i wieńczą chwałą swoich wybranych przedstawicieli, to dlaczego nie miałby czynić tego samego Pan Bóg? Pismo św. z wielkim uznaniem wyraża się o świętych, kiedy mówi: „ jaśnieć będą i sądzić narody i panować nad ludami” (Mdr 3,7 – 8). Zauważamy, iż świętym dana jest nie tylko osobista chwała, ale także moc wspomagania i rządzenia ziemią. Jasno potwierdza to Apostoł, gdy pisze o sprawiedliwym: „dam mu władzę nad narodami” (Ap 2,26) i jeszcze mocniej „pozwolę mu z sobą zasiąść na tronie moim” (Ap 3,21). Sam Pan Jezus powiedział: „Jeśli kto służyć mi będzie, uczci go mój Ojciec” (J 12,26). Jeżeli zatem sam Bóg czcić będzie swoich świętych, to czyż nie godzi się, aby byli oni czczeni przez ludzi? Zauważmy, że bardzo wiele pochwał otrzymali w Piśmie św. niektórzy święci Starego Przymierza: Tobiasz, Mojżesz, Jozue, Estera, Dawid, itd.

O Judycie śpiewał Ozjasz, książę ludu izraelskiego: „Błogosławiona jesteś ty, córko, od Pana, Boga wysokiego, nad wszystkie niewiasty na ziemi… Bo tak dziś imię twoje będę uwielbiał, że nie odejdzie chwała twoja od ust ludzi…” (Jdt 13,23 – 25).

O Hiobie mówi sam Bóg: „idźcie do sługi mego, Hioba…a Hiob… będzie się za was modlił” (Jb 42,8).

Św. Paweł Apostoł poleca się modlitwom wiernych: „Bracia, módlcie się za nas” (1 Tes 5,25). Jeżeli ułomni chrześcijanie mogli wspomagać modlitwami Apostoła Narodów, to czy nie mogą tego czynić święci „przyjaciele Boży” (Mdr 7,27) i „domownicy Boga” (Ef 2,19)?

Pięknym streszczeniem wszelkich racji, dlaczego Kościół poleca świętym oddawać cześć i sam ją oddaje, jest modlitwa na dzień św. Wilhelma: „Boże, Ty świętych swoich dałeś nam za przykład i pomoc, by nam ułatwić przy naszej słabości drogę do zbawienia: daj nam tak uczcić zasługi św. Wilhelma, byśmy i orędownictwo jego zyskali i śladem jego dążyli przez Pana naszego Jezusa…”.

Formy kultu aniołów i świętych.

Wszyscy możemy podziwiać rozmaitość form kultu, jakimi Kościół otacza swoich wybranych.

Najpierw dokonuje uroczystych beatyfikacji i kanonizacji wśród bogatych uroczystości i ceremonii.

Ku czci aniołów i świętych Kościół wznosi liczne świątynie i kaplice oraz buduje im wspaniałe ołtarze, które mają nie tylko służyć do sprawowania czynności liturgicznych, ale także ku chwale wybranych.

Groby świętych  zawsze były otaczane czcią i wielkim pietyzmem. Relikwie świętych oprawiano w najkosztowniejsze kruszce. Od najdawniejszych czasów ciała błogosławionych i świętych przenosi się do świątyń. Sanktuaria te zawsze były licznie nawiedzane przez rzesze pątników dla licznych łask, które się działy przy grobach sług Bożych.

Sztuka chrześcijańska wyczarowała prawdziwe arcydzieła dłuta i pędzla ku czci Matki Bożej i świętych Pańskich. One są najpiękniejszą ozdobą naszych świątyń i domów. Najwięksi mistrzowie pędzla i dłuta, którzy wsławili się wizerunkami postaci Pana Jezusa, równie chętnie usiłowali uchwycić i utrwalić rysy Jego wiernych sług.

Już św. Łukasz w „Dziejach Apostolskich” spisał nam najważniejsze wydarzenia z życia apostołów, a szczególnie św. Pawła. Św. Polikarp i w. Ignacy podają nam szczegóły z życia św. Jana apostoła, którego byli uczniami. Akta Męczenników przekazały nam ostatnie chwile życia tych, którzy ginęli w prześladowaniach rzymskich. Jak wiele uroku mają w sobie dzieje pierwszych mnichów i pustelników, spisane ręką ich uczniów: żywoty św. Antoniego, św. Pawła, św. Pachomiusza.

Średniowiecze miło swoją „Złotą Legendę” Jakuba de Voragine. O. Świątek, redemptorysta, wymienia wszystkich hagiografów polskich oraz ilość dzieł przez nich napisanych i podaje 180 pozycji przeróżnych żywotów, jakie wyszły w Polsce do 1934 roku.

We wszystkich żywotach świętych należy szukać dwóch rzeczy: rzetelnie podanej prawdy historycznej i psychologicznej (odtworzyć fakty i jak najwierniej przedstawić postać danego świętego) oraz czynnika dydaktycznego (przedstawić tak danego świętego, aby pociągał swoim przykładem). Żywoty mają nie tylko budzić podziw i cześć dla osoby świętej, ale pobudzać do pójścia w jej ślady.

Wśród ogólnokościelnych i lokalnych świąt ku czci świętych pierwsze miejsce zajmują dni poświęcone Matce Bożej. Jej też poświęcone są dwa miesiące: maj i październik oraz sobota każdego tygodnia, a wśród nich szczególnie I sobota miesiąca. Na drugim miejscu znajduje się św. Józef, który jest opiekunem Kościoła i patronem dobrej śmierci. Jemu poświęcony jest cały miesiąc marzec i każda środa tygodnia. Dni poświęcone św. Piotrowi i Pawłowi to: Uroczystość św. Piotra i Pawła (29 VI), Katedry w. Piotra (18 I), Nawrócenie św. Pawła (25 I), Katedry w. Piotra w Antiochii (22 II), Święto św. Piotra w okowach ( 1 VIII), Bazyliki św. Piotra w Rzymie (18 XI). Po nich następują w kulcie: św. Jan Chrzciciel, św. Michał oraz poszczególni Apostołowie, itd.

Kościół poleca, aby kapłani „o ile to możliwe nadawali dzieciom imiona świętych, by wierni mogli ich przykładem zachęcać do życia pobożnego i zyskiwali sobie patronów” (Ryt Rzymski).

Kościół posiada ogromną skarbnicę modlitw i pieśni ku czci świętych. Św. Bernard tak nas zachęca do ufnych modlitw za ich pośrednictwem: „Jeżeli aniołowie są duchami zajętymi sprawą naszego zbawienia, to co mamy myśleć o świętych? Aniołowie przychodzą ludziom z pomocą, a ci, co wyszli z naszych szeregów, przestali by nas znać, nie mieliby współczuć z cierpieniem tych, których boleści sami kiedyś doświadczali”?

Polski kancjonał posiada również wiele modlitw i pieśni ku czci świętych, ale niestety oprócz pieśni do Matki Bożej mało się śpiewa pieśni do naszych świętych patronów. W Kościele układa się wiele różnych formularzy modlitw i tekstów ku czci świętych, jak świadczą przepiękne teksty Mszy św. i brewiarza na dzień św. Agaty, Łucji, Agnieszki, osobne teksty dla Męczenników, Wyznawców, Dziewic, Wdów, osobne formularze na poszczególne święta Matki Bożej.

Stopień czci oddawanej w Kościele aniołom i świętym

Zarzuty, co do oddawania czci aniołom i świętym, stawiane Kościołowi przez inne wyznania, mają swoje źródło w tym, że nie rozumieją one kultu, jaki Kościół odnosi do sług Bożych. W rzeczywistości chociaż cześć aniołów i świętych jest bardzo rozpowszechniona w Kościele, to jednak nigdy nie przekraczała ona i nie przekracza należnych granic. Inny stopień czci oddawał Kościół zawsze Panu Bogu, a inny Jego wybranym. Pierwszy jest kultem absolutnym, najwyższym, uwielbienia i adoracji, a drugi kultem zwykłym, jaki należy odnosić do sług Bożych. Jeżeli jeszcze weźmie się pod uwagę to, co było już napisane: że kult świętych wywodzi się z kultu Boga Stworzyciela; że czcimy dzieła, aby tym większy hołd oddać ich Twórcy, to taki kult wyda się nie tylko uzasadniony, ale i konieczny. Czcimy świętych ze względu na Pana Boga, w odniesieniu do Jego dobroci i wszechmocy i jest to jeden kult Boży.

Z tych racji stopień czci świętych jest inny i Kościół określa go terminem „cultus duliae”, a cześć należną Bogu określa terminem „cultus latria”.

Ta różnica najlepiej uwydatnia się we wszelkiego rodzaju litaniach: gdy chodzi o świętych (również Matkę Bożą), Kościół każe modlić się słowami „módl się za nami”, a kiedy chodzi o Boga, to zawsze powtarzamy stały refren „zmiłuj się nad nami”.

Nasze wywody o czci należnej świętym można by streścić parafrazując słowa dawnego Katechizmu Rzymskiego: „Albowiem któż może być tak nierozsądnym, aby słysząc, że król zakazał, aby ktokolwiek odważył się czynić królem i przywłaszczać sobie cześć i chwałę królewską, tak to rozumiał, że król nie chce, aby jego urzędnikom cześć oddawać?”.

Cześć specjalna Najświętszej Panny Maryi

Pośród wszystkich stworzeń wyjątkowe i specjalne miejsce zajmuje Najświętsza Maryja Panna. Wybrana na Matkę Bożego Syna, Wcielonego Słowa Odwiecznego, Maryja weszła w szczególny kontakt z Bóstwem. Przeznaczając Maryję na Matkę swego Syna, Bóg wyposażył Ją w szczególne dary i przywileje, które były odpowiednie do tak wielkiej godności. Słowa anielskiego pozdrowienia „łaski pełna” zawierają streszczenie tajemnicy wyposażenia Maryi we wszystkie przywileje i godności. Tytuły, którymi Kościół wychwala, Matka Boża, Niepokalanie Poczęta, Wniebowzięta, Królowa nieba i ziemi, Wszechpośredniczka, mówią same za siebie.

Cześć oddawana Matce Bożej w Kościele była zawsze żywa, zadziwiająca bogactwem form, i przerastała cześć oddawaną wszystkim aniołom i świętym. Prawo Kanoniczne wymieniając stopnie kultu, po kulcie Bożym, a przed kultem aniołów i świętych, wymienia kult Maryi jako specjalny, odrębny, nazywając go terminem osobowym „cultus hyperduliae” – więcej niż zwykły.

Spontaniczność i żywiołowość kultu maryjnego płynie i całą siłę ma w powiązaniu z osobą Jezusa Chrystusa. Składając hołd Matce, wielbimy tym Syna, dziękując za dar Odkupienia. Znane jest nam wszystkim przysłowie świętych: „Per Mariam ad Jesum” tłumaczy powszechność kultu maryjnego i serdeczność, jakim go lud katolicki obdarza.

Do jednego z kardynałów angielskich powiedział pewien anglikanin: „Ja wolę modlić się wprost do Pana Boga”. Na to ten kardynał odparł: „A my katolicy wolimy iść do Jezusa wraz z Jego Matką”.

Tuckwell, urodzony w anglikanizmie, jako dziecko usłyszał raz modlitwę „Zdrowaś Maryjo”. Chłopiec zapamiętał sobie jej fragmenty i powtórzył je swojej matce. Ta zaś zakazała mu „tego zabobonu papistów”. Pewnego dnia chłopiec wziął do ręki Pismo św. i przeczytał ku swojemu zdumieniu słowa: „Zdrowaś, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś Ty między niewiastami” (Łk 1,28). Pobiegł znou do swojej mamy i zapytał: „Dlaczego mama nazywa zabobonem papistów to, co jest wyraźnie napisane w Piśmie św.? Jeżeli archanioł tak pozdrowił Maryję, czy my nie moglibyśmy tego czynić? Przecież mama zawsze powołuje się na Pismo św?” Matka nie wiedziała, co powiedzieć. Syn wkrótce znalazł inne słowa: „Bo odtąd błogosławioną zwać mię będą wszystkie narody… Albowiem uczynił mi wielkie rzeczy…” (Łk 1,48 – 49). Wymieniony Tuckwell, gdy tylko doszedł do lat dojrzałości, przeszedł na katolicyzm, został kapłanem i wielkim czcicielem Maryi.

Kult maryjny w ostatnich czasach jeszcze bardziej przybrał na sile i wydaje się, iż będzie stale się wzmacniał. Przyczyniły się do tego liczne objawienia Maryi w trudnych dla ludzkości chwilach, wielkie rocznice chrześcijańskie związane z kultem maryjnym oraz wielcy czciciele Najświętszej Maryi Panny.

  

Katecheza 10: Rady na kryzys, który jest szansą na rozwój

 

Jeśli masz dyskomfort psychiczny, jeśli dusisz się w ciasnej atmosferze niemożności odmiany swego losu, zachęcam cię, byś nie pozostawał w sferze wygody, stereotypów i lęku przed zmianą. Zmiana jest immanentną cechą rozwoju.

            Jeśli jest ci źle, jeśli czujesz potrzebę zmian, to znak, że w twoim życiu „wieje wiatr”, którego celem jest usunięcie sztywnych wzorów zachowań, przekonań i poglądów oraz przygotowanie cię do nowego, wszechstronnego i mniej przerażającego sposobu życia. Jeśli czujesz jego wiew, to jest czas na więcej radości i mniej cierpień; czas na większą wolność. Jeśli decydujesz się zrobić krok, gdzie zaczyna się strach, to znaczy, że wkraczasz na nieznane terytorium, że otwierasz się na nowe doznania. Jest bowiem naturalną rzeczą doświadczanie strachu. Strach nie oznacza: Stój spokojnie! Nie ruszaj się! Przed tobą niebezpieczeństwo. Strach nie oznacza: Nie idź dalej, dopóki nie będziesz dokładnie wiedział, co się wydarzy. Strach oznacza: Przygotuj się! Marzenie szuka swej drogi wyjścia. Udziel mu wszelkiej pomocy, na jaką cię stać. Strach oznacza: Na twojej drodze znajdują się przeszkody. Wskazuje je, tak byś je mógł usunąć raz na zawsze.

 Pamiętaj, wolność nie oznacza tego, że się niczego nie boimy. Oznacza, że przystępujemy do działania wbrew naszym obawom. Jeśli z realizacją nowych ambitnych zadań będziesz czekać, aż twój strach minie, to nigdy się nie doczekasz. Miej świadomość i tego, że jeśli swoje szczęście uzależniasz od wydarzeń w twoim życiu, oddajesz w ten sposób władzę innym ludziom oraz okolicznościom, na które nie masz wpływu. Bezpieczeństwo, którego potrzebujesz i ochronę za którą tęsknisz, zyskasz tworząc wewnętrzną kotwicę, budząc w sobie poczucie pewności, tak by niezależnie od tego, co się wydarzy na zewnątrz, twój związek z wewnętrznym źródłem nieograniczonej siły i spokoju nie uległ osłabieniu.

Bierność, indolencja, zaniechanie działania, przemilczanie zła i obojętność wobec niego, to postawy, które pomnażają zło. Milczenie, gdy trzeba krzyczeć, bierność, gdy działać należy, gdy bronić trzeba wartości, nie kreują nowej, lepszej rzeczywistości i zdrowszego, wartościowszego bytowania. Mądrość Wschodu mówi: „Nic tak nie zmienia człowieka, jak przejście od gorszego do lepszego”. Wiedz, że w obronie wartości i godności trzeba często iść pod prąd. Nie bój się tego czynić. Tylko zdechłe ryby płyną z prądem. Idąc pod prąd, dojdziesz do źródła, które cię wzmocni.

Jeśli chcesz być kochanym, bądź wart miłości. Trzeba żyć, a nie tylko istnieć. „Żyć to znaczy okazywać wdzięczność za słoneczny blask i miłość, za ciepło i czułość, których tak wiele w ludziach i rzeczach” (Phil Bosmans). Rzeczą człowieka jest walczyć, rzeczą nieba jest dać zwycięstwo. Trzeba wiedzieć, że radosne usposobienie może przemienić gorycz w radość, lód w ogień, porażkę w zwycięstwo. Warto uzbroić się w taką postawę i nad nią popracować.

Dziękuj niebu za słoneczny poranek, za ulgę w cierpieniu, za otrzymaną pomoc, za życzliwe słowa, za pocałunek syna, za rodzinę. Doceń urok tych chwil, którymi rozjaśniać będziesz dni, gdy przyjdą burze i mrozy. Uszanuj wartość dnia, w którym zobaczysz jego wyjątkowość, w którym dobrze wykorzystałeś czas na rozmowę, na odkrycie nowych myśli i dobra człowieka. Wejdź na słoneczną stronę życia, uśmiechnij się do sąsiada, do przyjaciela  i rozpocznij dzień optymistycznie. Gdy przyjdą pochmurne dni, nie martw się. W życiu każdego człowieka musi spaść deszcz. Niektóre dni muszą być ciemne i ponure. Ja jednak życzę ci wielu dni po słonecznej stronie życia.

Napraw ster swojej łodzi, wciągnij żagiel na maszt i określ porty, do których zawitasz, a one będą cię przyciągać ku sobie. Doceń uczucie wyrażone w trudnych słowach. Dziękuj drugiemu człowiekowi, że jest przy tobie w deszczowe i słoneczne dni, gotowy do słuchania, do radości i do modlitwy z tobą. Dziękuj za dłoń spoczywającą na twoim ramieniu, za słowa – bukiety, za pobudzenie do działania, za odwodzenie od złego, za wprowadzenie w obszary szlachetnych wartości. Wiedz, że najlepszych ludzi uformowało naprawienie własnych błędów. Dlatego porzuć krytykanctwo i naprawianie innych. Ulepszanie świata zacznij od siebie, a w innych szukaj dobra. Pamiętaj, że przyszłość jest prezentem, jaki robi ci przeszłość, a każda minuta życia jest pożegnaniem tego życia.

 Nie pozwól „ptakom smutku” latać nad swoją głową i zakładać gniazd w twoich włosach. Wyjdź do ludzi i nie celebruj swej samotności. Nie pielgrzymuj w mroku lęku. Nie odgarniaj po omacku zarośli swoich win, nie „biczuj się” wyrzutami sumienia Próbuj wydobyć pieśń z bełkotu słów niepotrzebnych. Odsłoń hałaśliwą zasłonę nieufności i zbliż się do człowieka z uśmiechem, słowem, przyjaznym gestem, pomocną ręką. Nie tkwij w bezczynności i nie „umieraj” po trochu, na raty, podobny do liści opadających bez nadziei na powrót życia. Dotrzyj do szlachetnych zakamarków serca i nie czyń je jałowym. Nie przypinaj sobie etykiety obcego i wyklętego gatunku. Nie karm się namiastkami życia i okruszynami wartości. Weź udział w maratonie życia i nie zachowuj się jakbyś chodził po polu minowym. Nie konserwuj swego zgorzknienia i swej wściekłości. Zacznij żyć, zanim będziesz powiększać społeczność geriatryczną. Żyj godnie pełnym życiem.

 

Katecheza 9: Ciąg dalszy I przykazania Bożego:

 

Grzechy wprost przeciwne czci Bożej

            W katechezie 7 pisaliśmy o grzechach, które płynęły ze źle rozumianej czci Bożej, gdzie człowiek przenosił cześć należną Panu Bogu na stworzenia. Są one objawem zdegenerowanej i wypaczonej religijności i poniżają godność człowieka. Teraz omówimy grzechy, które ze swojej natury wprost godzą w cześć Boga i pozbawiają Go one należnej Mu chwały albo też posuwają się do formalnej walki z Bogiem. Te grzechy są o wiele cięższe, bo o ile źródłem grzechów wypaczonej czci Bożej jest ograniczenie umysłowe człowieka oraz jego słaba wola, niewiedza i płycizna religijna, to źródłem opisywanych poniżej grupy grzechów jest ludzka pycha i nienawiść. Istnieją bowiem grzechy, które ze swej natury godzą w cześć Boga, zdążając do tego, aby Pana Boga pozbawić czci. Należą do nich

1.      Indyferentyzm religijny

Grzech ten polega na tym, że człowiekowi obojętna jest jakakolwiek religia, a raczej, to takiego człowieka nie interesują żadne zagadnienia natury religijnej.  Taki człowiek bowiem chociaż formalnie nie wyrzekł się Boga, to jednak wyrzekł się Go praktycznie i faktycznie, wykreślając Go ze swojego życia. O Bogu on nie myśli, nigdy do Niego się nie zwraca i praktycznie bez Boga w życiu swoim się obywa. Nie modli się, nie bierze udziału w żadnych nabożeństwach, a swoje zasady moralne układa według swojego gustu, przyjmując i odrzucając to, co mu się podoba.

Człowiek zbytnio zajęty sprawami doczesnymi: nauką, ubieganiem się o pozycję społeczną, stopnie naukowe, władzę, znaczenie, bogactwa, utrzymanie domu, o sławę i uznanie na różnych odcinkach życia, praktycznie nie ma czasu zająć się sprawami religijnymi. Powoli traci ich zrozumienie i potrzebę, a nawet zaczyna odczuwać do nich niechęć. To, że zbytnia troska o dobra doczesne ma zasadniczy wpływ w kwestii religijności, najlepiej pokazują nam statystyki, które potwierdzają, iż najwięcej ludzi obojętnych religijnie jest wśród warstw najbardziej pochłoniętych sprawami doczesnymi: wielcy kapitaliści i nędzarze to ludzie u których religijność jest najniższa, a praca duszpasterska należy do najbardziej ciężkich. Religijności zatem sprzyja średni stan posiadania: ani zbytnia nędza ani zbytnie bogactwo. Od dawna proletariat oraz ściśle z nim związany tzw. lumpen proletariat skupiony był w wielkich metropoliach miejskich, które rozwijały się na bazie produkcji przemysłowej. Nic dziwnego zatem, że wielkie miasta są bardzo obojętne, a nawet wrogie religii.

Zagadnienie indyferentyzmu dobrze scharakteryzował św. Bernard: „Niewiedza – to matka, która ma dwie córki – błąd i sceptycyzm; pierwsza jest godna politowania, druga – ubolewania”.

Indyferentyzm religijny jest dzisiaj chorobą masową, która należy do najbardziej powszechnych zjawisk. Jest to owoc wieku oświecenia i posiew pozytywizmu. Z kolei od indyferentyzmu niedaleka jest droga do zupełnej obojętności.

2.      Herezja

Herezja jest to uznawanie tylko tych prawd objawionych, które odpowiadają człowiekowi i które on uważa za prawdziwe i wiarygodne. Przez nią człowiek dopuszcza się grzechu niewiary Bogu, gdyż przyjmuje tylko to, co mu odpowiada, a odrzuca to, co chce. W ten sposób człowiek godzi w cześć i majestat Boga, bo odmawia Mu powagi prawdomówności oraz sankcji do posłuchu. Herezja ma w sobie coś z okrzyku Lucyfera „non serviam”.

Herezja jest zniewagą Boga i faktycznym odstępstwem. Każdy, kto się odważa kwestionować chociaż jedną prawdę objawioną, Bożą, ten stawia swój rozum i wolę nad rozumem i wolą Bożą. Niewiara zupełna jest tylko konsekwencją niewiary częściowej: kto ma odwagę zakwestionować jedną i drugą prawdę, ten może kwestionować wszystkie inne prawdy Boże.

Dzisiaj herezja weszła między opłotki i stała się grzechem powszechnym. Bardzo wielu wierzących bawi się w pewnego rodzaju studia religijne i poszukiwania na własną rękę, nie oglądając się wcale na powagę Boga i Jego Objawienie. Z tego, co się im podoba, tworzą sobie własne „poglądy” religijne. Tak też traktują oni wszelkie sprawy związane z kultem Bożym. Tradycyjny kult kościelny bardzo często ich razi, a więc odsuwają się od niego, gdyż on wymaga osobistego zaangażowania i trudu, a nowego nie umieją sobie stworzyć. Taki stan cechuje zbytni egoizm indywidualizm, niezależność i samowolę, których niewolnikiem stał się współczesny człowiek.

Rodzi się jednak pytanie o to, czy wolno człowiekowi zająć takie stanowisko wobec Boga i Jego Objawienia? Czy sceptycyzm do „narzuconych” prawd i praw może być podstawą budowania religii, gdzie zawsze pierwsze słowo należy tylko do Boga, a nie do człowieka?

3.      Ateizm

Polega on na całkowitym odrzuceniu wiary w Boga i wszelkiej religii. Bardzo ciekawym jest pytanie o to, czy człowiek ze swojej natury może być niewierzącym, skoro rozum mówi mu o Panu Bogu i nakłania go do Bożej czci? Czy człowiek jest zdolny do czystego ateizmu, czyli do zupełnej niewiary?

Z dogmatu głoszącego, że Bóg chce zbawić wszystkich ludzi i daje im łaskę do tego wystarczającą, wynikałoby, iż Bóg zawsze znajdzie sposobność, aby przemówić do takiej duszy, o ile ona się przed Nim nie zamknie. Tak więc zdaje się, że nie ma wypadku, w którym byśmy mogli mówić o stałej, zupełnej i czystej niewierze.

Jednakże bardzo często zachodzą okoliczności, które sprawiają, że człowiek odrzuca wiarę w Boga, a dokładniej wiarę Bogu oraz religię, która z niej wypływa. Do takich okoliczności należą: wychowanie w warunkach wyjątkowo niesprzyjających religii; otoczenie nastawione wyłącznie wrogo do religii, gdzie naświetla się fakty inaczej i sączy się od najmłodszych lat niechęć do niej; zły przykład życia ludzi wierzących lub zgorszenia, itp. To wszystko łatwo może prowadzić do tego, aby człowiek stał się osobą niereligijną. Ile wtedy on zaciąga odpowiedzialności osobistej? Tylko Bóg to osądzi.

4.      Bluźnierstwo

Przez bluźnierstwo rozumiemy wyrażanie się z pogardą o Panu Bogu oraz o rzeczach świętych. Grzech ten nazywa się szatańskim, gdyż cechuje go piekielna nienawiść do Boga i do rzeczy Bożych.

Św. Tomasz zalicza bluźnierstwo do grzechów, które dotyczą wprost wyznania wiary i jej się sprzeciwiają. Bluźnierca zamiast wyznać wiarę, wyznaje swoją niewiarę, lży wiarę i manifestuje swoją pogardę do majestatu Boga.

Bluźnierstwo ma swoją bardzo długą historię, skoro już Psalmista o nim wspomina: „Stanęli razem królowie ziemi, a książęta zeszli się w gromadę przeciw Panu i Jego Pomazańcowi… Pan, który mieszka w niebiosach, wyśmieje się z nich, i Pan szydzić z nich będzie” (PS 2).

Bluźnierców słowem chłoszcze Eurypides. On sam w swoich czasach bywał podejrzewany o zbytnią swobodę i wolnomyślność religijną, ale jednak nigdy nie posunął się do lżenia bóstw: „Człek zbrodniczy, czelny człek, co wyrzuca bluźnierstw stek, rychło smutny znajdzie kres” („Bachantki”). Podobnie czyni i  Sofokles, gdy pisze: „A wyzwie ten niechybny sąd, kto bogów lży i wali rząd” („Antygona”).

W chwili śmierci Jezusa na krzyżu: „przechodzący mimo bluźnili Mu potrząsając głowami, i mówiąc: - Hej, ty, co burzysz świątynię Bożą i odbudowujesz ją w ciągu trzech dni, wybawże samego siebie. Jeśli jesteś Synem Bożym, zstąp z krzyża! – Podobnie i przedniejsi kapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi naigrywając się, mówili: - Innych ocalił, a sam siebie ocalić nie może!... Także i łotrzy, którzy byli z nim ukrzyżowani, lżyli Go” (Mt 27, 39 – 44). W swoim objawieniu św. Jan widział bestię: „I otworzyła usta, aby wygłaszać bluźnierstwa przeciw Bogu, aby bluźnić Jego imieniu, Jego przybytkowi i tym, którzy mieszkają w niebie” (Ap 13,6)

W realiach życia, jeżeli kogoś miłujemy, to otaczamy czcią i miłością to wszystko, co się odnosi do osoby ukochanej, a jeżeli kogoś nienawidzimy, to nie cierpimy tego wszystkiego, co ma jakąkolwiek łączność z tą osobą. Potrafimy nawet to wszystko opluć i zohydzić.

5.      Świętokradztwo

To słowo pochodzi od dwóch innych słów z języka polskiego: świętość kraść, a dokładnie danej rzeczy ukraść świętość, obedrzeć ją  ze świętości, pozbawić ją tej świętości. Z tego powodu św. Tomasz w swoim dziele „Summa” świętokradztwo definiuje jako znieważanie rzeczy świętej.

Rzeczą świętą powszechnie nazywamy wszelkie rzeczy, miejsca albo osoby poświęcone Panu Bogu.

Kościół jednak odróżnia w znaczeniu ścisłym te rzeczy, osoby albo miejsca jako święte, które zostały przeznaczone do kultu Bożego powagą Kościoła. I tylko za znieważenie tych rzeczy przewiduje kościelne kary.

Musimy stale pamiętać o tym, że chociaż Kościół prawnie piętnuje i ciga karami tylko niektóre świętokradztwa, to jednak każde świętokradztwo jest zawsze grzechem ciężkim.

Od najdawniejszych czasów istniał zwyczaj poświęcania Bogu pewnych osób, miejsc i rzeczy i zawsze uważano ich znieważenie za wielkie przestępstwo, za zniewagę uczynioną samemu Bogu. Można prosto stwierdzić, że jak bluźnierstwo jest zniewagą słowną, tak świętokradztwo jest zniewagą czynną wyrządzoną Panu Bogu.

Już Ajschylos w „Agamemnonie” każe śpiewać chórowi starców: „ Rzecze w duchu niejeden: Bóg nie troszczy się o ludzki grzech, Nie spojrzy, gdy podepce człek rzecz świętą – To bezbożna myśl”.

Cycero w słowach największego oburzenia wyrzuca Warusowi, że jako namiestnik Małej Azji odważył się łupić świątynie bóstw, a między innymi ograbił też świątynię Apollina w Delfach: „Więc ty żeś śmiał złupić Apollina Delfickiego, targnąć się świętokradzką i bezbożną ręką na jegp starożytną, świętą, czcigodną świątynię?... Sami nawet Persowie, kiedy całej Grecji i jej bogom wojnę wypowiedzieli i w tysiąc okrętów do Delos przybyli, naruszyć lub dotknąć niczego nie śmieli. Tę świątynię ważyłeś się złupić, ty najgorszy i najwięcej szalony człowiecze? Jakaż to namiętność była tak silną, że wygasiła bojaźń takiej świętości? Jeśliś o tym wtenczas nie myślał, nie przychodzi ci teraz na myśl, że nie masz tak wielkiej kary, która by ci się za tak wielkie zbrodnie należała?” ( „Mowa przeciw Warusowi”).

Z nie mniejszym oburzeniem wypowiada się Tacyt, największy historyk rzymski, o barbarzyńskim zburzeniu świątyni w Rzymie i jej spaleniu przez Nerona. Nazywa tę zbrodnię czynem „najbardziej pożałowania godnym i najbardziej ohydnym, jaki się państwu narodu rzymskiego przytrafił… Siedziba Najlepszego i Największego Jowisza, poświęcona i założona przez przodków, jako rękojmia panowania; ona, której ani Persenna po kapitulacji miasta, ani Gallowie po zdobyciu zbezcześcić nie zdołali, przez szał książąt zburzona była” („Dzieje, Księga XV, rozdział 52”). Szałem więc Tacyt nazywa burzenie świątyń. W innym miejscu nazywa zabranie złota ze świątyń grabieżą i łupiestwem. „Ba – woła – w Azji i Achai porywano nie tylko dary wotywne, lecz nawet posągi bogów” („Roczniki, Księga 15, rozdział 45”).

Swetoniusz to samo jako wielki grzech wypomina Cezarowi. „W Gali złupił doszczętnie przybytki i świątynie bogów, pełne po brzegi darów wotywnych” („Żywoty dwunastu cezarów, Księga 1, rozdział 54).

O Antiochu Oświeconym (Epifanes), królu syryjskim, tak pisze autor 1 Księgi Machabejskiej: „I wszedł do świątyni z pychą,  wziął ołtarz złoty i lichtarz świetlany i wszystkie naczynia jego, stół pokładny, naczynia ofiar płynnych, czasze, moździerzyki złote, zasłonę, koronę,  ozdobę złotą, która była na czele świątyni, połamał wszystko.  Pobrał srebro i złoto, naczynia kosztowne, zabrał skarby ukryte, które znalazł… a wszystek dom Jakuba okrył się wstydem” (1 Mach. 1, 23 – 29) . Jak widać z tekstu, świętokradztwo dokonane w świątyni jerozolimskiej przez Antiocha, okryło żałobą narodową cały kraj, który tą zbrodnią został do tknięty do żywego.

Zwykle wyróżnia się trzy rodzaje świętokradztwa: osób, miejsc i rzeczy. Można by do nich dodać także gwałt zadawany dniom i czasom Bogu poświęconym, czyli świętym.

Świętokradztwo co do osób. Dotyczy ono tych osób, które w sposób szczególny zostały Bogu poświęcone, a więc o duchownych i zakonników. Można w bardzo różny sposób dokonać świętokradztwa na osobach Bogu poświęconych: przez czynne ich znieważenie, np. uderzenie, szykanowanie, grzech nieczysty, itd.

Świętokradztwo co do miejsc. Prawnie  przez miejsca święte rozumiemy miejsca konsekrowane lub poświęcone, czyli urzędowo powagą Kościoła oddane do czci Bożej. Należą do nich: kościoły, kaplice publiczne i cmentarze. Ponieważ kaplice i kościoły prywatne, a nawet półpubliczne, nie wymagają poświęcenia, prawnie przeto nie są miejscami świętymi i za ich zniewagę nie wpada się w kary kościelne.  W szerszym jednak znaczeniu święte są wszelkie miejsca poświęcone czci Bożej, jak np. kościoły, kaplice półpubliczne i prywatne, klasztory, seminaria, itp.

Formami znieważenia miejsca świętego są:

Zbezczeszczenie ma miejsce wtedy, gdy w kościele lub kaplicy publicznej poświęconej ma miejsce świadomy mord, przelew krwi, kiedy w niech sprawuje się czynności zupełnie świeckie, jak sądy, sejmy, handel, uczty, widowiska, zabawy, itp. (Sprzedawanie dewocjonalii na cmentarzu lub w przedsionku kościoła nie powoduje świętokradztwa, jeżeli gdzieś panuje taki zwyczaj). Do zbezczeszczenia zalicza się też popełnienie na miejscu świętym uczynku bezwstydnego.

Prawnie, kiedy jest mowa o kościele czy kaplicy, nie dotyczy to zakrystii, wieży, chóru i zabudowań przyległych (np. plebania, sale parafialne, itp.).

Świętokradztwo na rzeczach świętych. Dokonuje się ono przez ich kradzież, znieważenie ich lub przeznaczenie do czysto świeckiego użytku. Popełnia świętokradztwo ten , kto niegodnie przystępuje do sakramentów świętych. To świętokradztwo jest najcięższe, bo dotyczy łaski Boże, a bardzo często samej osoby Jezusa Chrystusa (w Najświętszym Sakramencie). W odniesieniu do Najświętszego Sakramentu świętokradztwem jest nie tylko formalna zniewaga, jak np. rozsypanie Hostii św., ale również rażące zaniedbanie należnej czystości świętych naczyń, szat, obrusów i wszystkiego, co z Najświętszym Sakramentem ma bliski związek. Świętokradztwem jest używanie naczyń konsekrowanych, np. kielicha do użytku świeckiego.

W Starym Testamencie istniał surowy zakaz dotykania rzeczy świętych: „Nie dotkną się sprzętów świątyni, aby nie pomarli” (LB4,15; 18,3). Natychmiastowa kara śmierci spotkała Oza, który dotknął się Arki Przymierza (2 Krl 6,7). Za grabież naczyń ze świątyni jerozolimskiej i urządzoną z nich ucztę, król babiloński Baltazar został ukarany utratą królestwa i śmiercią (Dn 5).

Od kar za przestępstwa świętokradcze przewidziane prawem kościelnym należy odróżnić cały szereg innych świętokradztw, które są grzechem ciężkim. One również sprowadzają kary Boże i to często już tu na ziemi. Jaskrawymi przykładami są: zapowiedź kary śmierci  dla Baltazara za to, ze zagrabił naczynia święte ze świątyni i przeznaczył je do uczty (Dn 5); kara nagłej śmierci Antiocha Epifanesa za grabież naczyń świętych i złota ze świątyni jerozolimskiej (1 Mach 6,11 – 17), natychmiastowa kara chłosty na Heliodora (2 Mach 3,7 – 40), itd.

Sam Jezus uniósł się gniewem tak wielkim w obronie świętości świątyni, że „uczyniwszy jakby bicz z powrozów, wypędził wszystkich ze świątyni” i wołał: „nie czyńcie domu Ojca mego domem targowiska” (J 2,12 – 17; Mt 21,12 – 17).

W przypadku publicznego zbezczeszczenia miejsca świętego lub naczyń świętych (chodzi o kościoły i naczynia konsekrowane lub uroczyście poświęcone), to należy je na nowo konsekrować lub uroczyście poświęcić.

6.      Symonia

Sama nazwa symonia pochodzi od Szymona Czarnoksiężnik (Maga), który chciał od św. Piotra „kupić” jego moc cudotwórczą: „Gdy zatem Szymon ujrzał, że Apostołowie przez wkładanie rąk udzielali Ducha Świętego, przyniósł im pieniądze mówiąc: - Dajcie i mnie taką władzę, aby każdy na kogo włożę ręce, otrzymywał Ducha Świętego. – Ale Piotr rzekł do niego: - Pieniądze twoje niech idą z tobą na zatracenie, bo sądziłeś, że dar Boży za pieniądze możne być nabyty” (Dz 8,18 – 20). utratą królestwa

Opisane wydarzenie obrazuje istotę grzechu symonii, która jest po prostu handlem rzeczami religijnymi lub poświęconymi. Przez handel rozumiemy wszelkiego rodzaju kupno i sprzedaż.

 Św. Tomasz daje takie określenie: „Symonia jest to świadoma wola kupna lub sprzedaży rzeczy duchowej lub do duchowej rzeczy przynależnej „ (Summa: I – II, q. 100).

Symonia jest właściwie świętokradztwem rzeczowym. Jednakże z tego powodu, że ma ona soją długą i bolesną historię, tego rodzaju grzechowi nadano odrębną nazwę.

Źródłem symonii jest zwykle chciwość, która chętnie zwracała zawsze oczy na majątki społeczności religijnych i czyniła je swoim łupem.

Przez rzeczy święte rozumiemy wszystko to, ca samo przez się lub z przeznaczenia Kościoła prowadzi do zbawienia: a więc sakramenty i sakramentalia, łaskę uświęcającą i łaski uczynkowe, charyzmaty, władzę święceń i jurysdykcji kościelnej, dyspensy, rozgrzeszenia, odpusty, prawo patronatu, zarządu, itp. W pewnym znaczeniu rzeczami świętymi są również dobra kościelne, przeznaczone do podtrzymywania kultu i oddane dla sprawowania służby Bożej.

Ze swojej natury symonia jest zawsze grzechem śmiertelnym, bo symoniści deprecjonują wartość rzeczy świętych; szacują je i oceniają według wartości materialnej, przeliczają wartości duchowe i nadprzyrodzone na wartości przyrodzone, nawet pieniężne. W rzeczywistości symoniści jak gdyby nie uznawali wartości duchowej rzeczy poświęconych, która jest przede wszystkim nieprzeliczalna na wagę dóbr naturalnych.

Według św. Grzegorza Wielkiego symonia ma różne postacie:

Symonia „daru ręki” zachodzi wtedy, gdy za dobra duchowe płaci się lub wynagradza innym dobrem materialnym.

Symonia „poręki” ma miejsce w przypadku, kiedy pochwałą, obietnicą, zachętą, poręką wymusza się na kimś oddanie dóbr duchowych.

Symonia „usługi”, gdy się prowadzi jakby handel rzeczami Bożymi obiecując za nie: przyjaźń, poparcie, urząd, godność, władzę, itp.

Z całą pewnością handel sprawami i dobrami duchowymi jest tak dawny, jak dawne są same te dobra. Zawsze obok osób świętych znajdą się osoby wyrodne, które bez żadnych ceremonii najświętsze nawet czynności traktują pod kątem materialnej korzyści. Podobnie również, gdy chodzi o dobra przeznaczone na cele kultu, obok hojnych ofiarodawców zawsze znajdą się ludzi chciwi, którzy chętnie wyciągną po nie swoją rękę albo posłużą się nimi dla kupowania sobie powolnych i uległych narzędzi wśród duchownych. Taką wzmiankę o symonii, chociaż wtedy jeszcze nie nosiła ona tej nazwy, znajdziemy w 2 Księdze Machabejskiej. Po śmierci Seleuka, gdy królestwo objął Antioch, którego zwano Zacnym, Jazon, brat Oniasza, dążył do najwyższego kapłaństwa. Przyjechawszy do króla obiecywał mu 360 talentów srebra, a z innych dochodów 80 talentów (2 Mach 4,7 – 10). Po trzech latach posłał Jazon Menelausa, aby odniósł królowi obiecane pieniądze… Ale on przypodobawszy się królowi wynoszeniem blasku jego potęgi, na siebie przeniósł najwyższe kapłaństwo przepłaciwszy Jazona 300 talentami srebra (2 Mach 4,23 – 24). „A Menelaus uważając, że nadszedł czas po temu, ukradłszy niektóre złote naczynia ze świątyni darował Andronikowi, a inne w Tyrze i w okolicznych miastach posprzedawał” (2 Mach 4,32).

Najbardziej rozpowszechnioną w średniowieczu formą symonii i najwięcej przynoszącej Kościołowi szkody była tzw. inwestytura. Panujący przywłaszczyli sobie w ciągu wieków prawo mianowania i obsadzania stanowisk duchownych. To prawo wyrobili sobie: przywilejem za niezwykłe zasługi dla Kościoła; jako protektorzy i opiekunowie Kościoła w danych krajach albo też siłą i walką z Kościołem (przemocą).

To wszystko miało swoje najzgubniejsze skutki, bo na stanowiska dostawali się często ludzie niegodni, którym nie zależało na osobistym i ogólnym dobru duchowym, a jedynie żądni panowania, honorów, zysków i wygodnego życia. Cesarz, król albo książę nie mianował i nie obsadza biskupstw ludźmi świętymi, a zatem najlepszymi, ale ludzi sobie najbardziej oddanych, służalców, karierowiczów. Dobra duchownych były w tamtych czasach łakomym kąskiem dzięki hojnym darowiznom różnych pobożnych osób. Wielu szło na stanowiska kościelne dla tych właśnie dóbr. Licytowano się wprost o to, kto da więcej, aby zasilić kasę panującego, a za to otrzymać upragniony urząd. Z tych względów ten, kto więcej zapłacił za stanowisko duchowne, tym „prędzej” starał powetować sobie stratę na majątku czy urzędzie kościelnym.

Opisywany pokrótce i bardzo pobieżnie stan nie mógł trwać długo. Papieże wypowiedzieli inwestyturze i symonii nieubłagalną walkę, zwłaszcza z cesarzami niemieckimi: Ottonem I, Henrykiem I; III; IV; V, Fryderykiem Barbarossą. Dochodziło do zbrojnych najazdów na papieża. Całe Włochy były podzielone pomiędzy gwelfów, zwolenników papieża , i gibelinów – zwolenników cesarza. Największe zasługi na tym polu odniósł św. Grzegorz VII w walce z cesarzem Henrykiem IV. Początkowe jego zwycięstw (Canossa Henryka IV), skończyło się pozorną klęską (papież umiera na wygnaniu w Salerno 1085); jednak ostateczne zwycięstwo odniósł Kościół.

Opisana sytuacja została wzięta z czasów średniowiecza, a więc z czasów bardzo już odległych, aby nikogo nie drażnić i nie ranić, ale ona zawsze miała i ma miejsce w życiu Kościoła. Zmieniają się uwarunkowania, czyli formy i postacie omawianych grzechów, ale nie zmienia się ich istota. Zawsze musimy czuwać w życiu społecznym, rodzinnym i osobistym, aby nie wchodzić w spiralę grzechów noszących nazwę symonia.

 

Katecheza 8: Św. Jan Paweł II przewodnikiem i autorytetem duchowym młodzieży.

 

            Od pierwszych dni swego pontyfikatu św. Jan Paweł II zadziwił cały świat twórczym rozmachem i oryginalnością działań. Na głównej scenie światowych wydarzeń zajął wyjątkowe, a zarazem odrębne miejsce, wprowadzając nowy styl zachowań. Inność papieża z „dalekiego kraju” szczególnie mocno uderzała nie – Polaków.

            Przeprowadzane różnorakie badania i plebiscyty jednoznacznie wskazywały, iż stał się on najpopularniejszą postacią końca lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Piszę o tym, gdyż w tamtym czasie wpływ papieża był niewątpliwy, ale trudny do określenia.

            Pod koniec pierwszej dekady okazało się, że Ojciec św., mimo konkurencji tak wybitnych przywódców, jak Ronald Reagan lub Margaret Thatcher, czy też tak potężnych jak Leonid Breżniew, okazał się najskuteczniejszym duchowym przywódcą świata. Wykazał to rozwój wydarzeń politycznych i cywilizacyjnych, jaki nastąpił w Europie środkowej i wschodniej.

            W latach dziewięćdziesiątych św. Jan Paweł II był niekwestionowanym autorytetem duchowym i moralnym świata. Nikogo nie można było z nim zrównać. Wszyscy szukali u niego poparcia i wsparcia.

            Wbrew trendom panującym w świecie, popularność i autorytet papieża rosły wraz z pogłębiającą się jego chorobą, cierpieniem i starością, aż osiągnęły swój szczyt w momencie jego śmierci. Dziesiątki milionów ludzi, w każdej wolnej od obowiązkowych zajęć chwili, włączało telewizory i ze łzami w oczach śledziło to, co działo się w Watykanie. Miliony zbierały się w kościołach na modlitwę i miliony przybyło do Rzymu.

            Do 2 kwietnia 2005 roku świat nie widział i nie przeżył czegoś podobnego. Z tego powodu wielu myślących ludzi pyta się o fenomen św. Jana Pawła II.

            Te pytania są i były szczególnie bliskie młodzieży, która szuka u autorytetów wskazówek dotyczących sposobu na życie, aby ono było udane, sensowne i szczęśliwe. Nic dziwnego w tym, że na spotkanie z papieżem podążało zawsze setki tysięcy ludzi młodych. Francuzi zostali kompletnie zaskoczeni liczbą przybyłej do Paryża młodzieży. Świat się tego nie spodziewał i w zdumieniu pytał o granice ludzkiego oddziaływania na innych.

            Ojciec św. jasno wytyczał i wskazywał młodzieży drogę do szczęścia. Liczył na młodych i wzruszył się przed śmiercią, czemu dał wyraz w słowach: „Zawsze was szukałem, a wyście dzisiaj przyszli do mnie”.

            W tej krótkiej i uproszczonej z konieczności katechezie pragnę ograniczyć się do wskazówek, jakie papież dał młodzieży polskiej, a tym samym z całą pewnością pośrednio młodzieży całego świata.

            Na Jasnej Górze w dniu 6 czerwca 1983 roku w przemówieniu do młodzieży w czasie Apelu Jasnogórskie podczas rozważania słów: „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam” św. Jan Paweł II powiedział: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

Te mocne i bardzo konkretnie brzmiące słowa zostały wypowiedziane w momencie, gdy władze przestały w końcu męczyć młode pokolenie bzdurami o „naukowym socjalizmie”, a zaczęły lansować bezideowość i hedonizm jako sposób na życie. Demoralizacja całej generacji była w tamtym czasie wielkim i szczególnie realnym problemem. W sytuacji braku perspektyw, kryzysu ekonomicznego i policyjnej przemocy, życia w kraju, w którym młodzież nie widziała dla siebie przyszłości, istniała realna groźba społecznej katastrofy. Z tych powodów rządcy PRL zaczęli młodą generację nęcić konsumpcyjnymi ideałami, byleby tylko ona nie sprawiała władzy ludowej kłopotu, a pozostawała bierna, bezideowa i pasywna. Natomiast tym, którzy takiej sytuacji nie potrafili zaakceptować, dawano bez żadnych przeszkód rzecz bardzo cenną w PRL i kapryśnie wydzielaną, jaką był paszport. Wtedy właśnie setki tysięcy ludzi młodych, którzy nie mogli pogodzić się z beznadziejnością i szarzyzną życia, zaczęło wyjeżdżać z Polski. Była to tym większa strata dla kraju, iż emigrowali ludzie najbardziej utalentowani W latach osiemdziesiątych wyjechało z Polski około miliona osób, zazwyczaj dobrze wyedukowanych i przedsiębiorczych. To była gigantyczna strata dla Polski, a papież o tym doskonale wiedział. Dlatego mocno podkreślił, że wolność zawsze kosztuje.

Św. Jan Paweł II nawiązując do słów zacytowanych powyżej powiedział do młodzieży na Westerplatte w dniu 12 czerwca 1997 roku o godz. 9.00: „Każdy z Was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować”.

Wskazania na wewnętrzne powiązania przytoczonych powyżej zdań Ojca św. nie dokonałem na podstawie własnych, osobistych dywagacji. Uczynił to sam papież na Westerplatte w słowach: „Powiedziałem przed czterema lat na Jasnej Górze: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Wbrew wszystkim mirażom ułatwionego życia, musicie od siebie wymagać”.

W tej katechezie chcę nawiązać do Kongresu Eucharystycznego przeżywanego przez Kościół w Polsce w 1987 roku. Wtedy św. Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Ojczyzny wskazał młodzieży na Eucharystię, jako na źródło mocy i duchowej siły człowieka, mocy sumień i serc, mocy łaski i charakteru tak bardzo im potrzebnej w tym pokoleniu.

Ojciec św. niezwykle mocno podkreślał, że młodzież nie może ulegać pokusie rezygnacji, obojętności czy wewnętrznej emigracji; pokusie wielorakiej ucieczki od świata, od społeczności, od życia, także ucieczki w znaczeniu dosłownym – opuszczenia Ojczyzny; pokusie beznadziejności, która prowadzi do samozniszczenia własnej osobowości, własnego człowieczeństwa przez alkoholizm, narkomanię, nadużycia seksualne, szukanie doznań i wyżywania się w sektach czy innych związkach, które są obce kulturze, tradycji i duchowi naszego Narodu.

Wskazówki i rady dawane młodzieży przez św. Jana Pawła II nie straciły niczego ze swojej aktualności w chwili obecnej, a wręcz przeciwnie stają się dzisiaj jeszcze bardziej naglącym wołaniem i koniecznością, którą należy wprowadzić w życie, jeśli ona ma być udane i szczęśliwe w wymiarze osobistym i społecznym.

 Kształtowanie siebie w duchu Ewangelii i przy pomocy łaski Bożej, której miłujący Ojciec Niebieski nikomu nie szczędzi, jest jedyną i pewną drogą do wielkości i pełni człowieczeństwa. Nie jest to modne w świecie, który broniąc siebie i swoich propozycji oraz ofert na życie, atakuje, ośmiesza i próbuje zniszczyć ludzi żywej wiary. Wierzących spycha się na margines życia społecznego i politycznego, co widać w działaniach nawet Parlamentu Europejskiego. Zabrania się im głośno artykułować swoje zasady i żądać ich poszanowania. Chrześcijanie są przedstawiani jako ludzie zacofani, staroświeccy, niedouczeni. Ukazuje ich się jako fanatyków, fundamentalistów, ksenofobów i nacjonalistów niezdolnych do współistnienia z innymi grupami etnicznymi. W tzw. „sztuce” i „kulturze” najłatwiej jest zaistnieć przez ośmieszanie symboli chrześcijańskich, co nie jest możliwe w odniesieniu do innych religii, np.: islamu czy judaizmu.

 To wszystko niezwykle mocno uderza w ludzi młodych, którzy pragną współistnieć w centrum życia, być w danych wspólnotach, a nie na ich marginesie. Obawa przed ośmieszeniem, przed zepchnięciem na obrzeża życia przerażała i przeraża młodzież.

 W słowach Ojca świętego młodzi znajdowali wyjaśnienie, radę i pokrzepienie. Czuli, że papież ich kocha; że mu na nich zależy; że na nich liczy i w nich pokłada wielkie nadzieje; że traktuje ich niezwykle poważni i nimi nie manipuluje, nie szuka uznania dla siebie i sławy, a wręcz przeciwnie stawia jasne, choć trudne wymagania. Młodzież to czuła i dlatego tak niezwykle entuzjastycznie odpowiadała na apele papieskie i podążała śladami św. Jana Pawła II, jak ten ewangeliczny młodzieniec, który przyszedł do Jezusa z zapytaniem, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne.

 Dzisiejsze liberalne czasy wręcz ubóstwiają i absolutyzują ludzką wolność, na którą tak wrażliwi są ludzie młodzi, ale równocześnie nasza kultura opisuje osobę jako indywiduum zdeterminowane przez kod genetyczny, doświadczenia psychiczne z dzieciństwa (nawet z okresu prenatalnego) i wpływ otoczenia, opisuje ludzką osobę jako człowieka całkowicie zaplątanego w ekonomiczną, polityczną czy informacyjną pajęczynę współczesnego świata, która uzależnia go od siebie, czyni zeń niewolnika bezosobowych struktur i mechanizmów.

 Tymczasem św. Jan Paweł II przy najróżniejszych okazjach ukazuje ludziom młodym (i nie tylko) triumfy ludzkiego ducha, osiągnięte w najbardziej nieludzkich warunkach, przypominając postaci, które nawet w obozach koncentracyjnych i więziennych kazamatach odnosiły prawdziwe zwycięstwa. Co więcej, pokazuje owe zwycięstwa wyznawców nie tylko Kościoła katolickiego, lecz i wyznawców innych religii, a także niewierzących, odniesione nawet w najczarniejszych miejscach i chwilach w historii świata, jako umocnienie ludzkiej nadziei i dowód nieskończonego wymiaru ludzkiej wolności.

 Współczesnego człowieka, a szczególne młodego, z wolności ograbiają nie tylko nauki o człowieku, które zbyt często posuwają się za daleko i wychodzą poza uprawnione wnioski, jakie można wyciągnąć z naukowej obserwacji, lecz także niezmiernie popularne dziś paranauki oraz astrologie i magie głoszące, iż człowiek jest zależny od najprzeróżniejszych dobrych i złych energii, układów planetarnych, itp.

 Papież przypominał wszystkim, że Chrystus wyzwolił nas od wszelkich psychologicznych, socjologicznych, historycznych, materialistycznych, czy jakiekolwiek by to jeszcze były, determinizmów. Owszem, jesteśmy uwarunkowani przez wiele czynników, ale przez żaden nie jesteśmy zniewoleni.

 W swoim nauczaniu Ojciec św. często nawiązywał do nauczania Soboru Watykańskiego, który stwierdził, że „człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, które Bóg chciał dla niego samego”. W Redemptor hominis św. Jan Paweł II napisał: „Bóg stworzenia objawia się jako Bóg odkupienia, jako Bóg, który jest wierny Sobie Samemu, wierny swej miłości do człowieka i do świata, wyrażonej w dniu stworzenia”

 Te fundamentalne prawdy o człowieku, którego „nie można zrozumieć do końca bez Chrystusa” były przez młodzież głęboko przeżywane i szybko przyjmowane. Ich serca stanowiły dobrą glebę dla posiewu słowa Bożego. Młodzi widzieli w papieżu kapłana, następcę św. Piotra i Wikariusza Chrystusa, a nie jak wielu współczesnych komentatorów, publicystów czy pisarzy: polityka, społecznika, obrońcy praw człowieka, filozofa, poetę, kajakarza, podróżnika, konserwatystę, progresistę, itd. Oni doskonale rozumieli Ojca św. i wyczuwali jego intencje.

 Wbrew światu, który hołduje młodości, zdrowiu, doskonałym proporcjom ciała i takie postawy promuje, a ucieka od problemu choroby, niedołęstwa i śmierci, Ojciec święty nic nie tracił w oczach ludzi, w tym i młodych, przez to, że się starzał, chorował i coraz gorzej wyglądał. Wręcz przeciwnie zyskiwał większą wiarygodność. Ludzie młodzi widzieli, jak cierpi, a nie czyni z siebie cierpiętnika, lecz żartuje ze wzrastającej niedołężności; przyjmuje ją bardzo spokojnie, jako coś normalnego, wpisanego w ludzką egzystencję.

 Nauczanie papieskie poparte przykładem życia wpisało się na stałe w historię świata. Do niego będzie potrzeba ciągle powracać i je zgłębiać, gdyż po śmierci św. Jana Pawła II świat już nigdy nie będzie takim, jakim był.

 Trzeba będzie młodym ludziom przez dziesiątki lat powracać do tych chwil, które spędzili z papieżem na osobistych spotkaniach lub na spotkaniach z nim poprzez ekrany telewizorów, taśm magnetowidowych z zapisanymi pielgrzymkami papieskimi, jego homiliami. Trzeba będzie im powracać do zdjęć w albumach i komentarzach, jakimi je opatrzono oraz jak przeżywano wydarzenia w świecie związane z osobą św. Jana Pawła II, aby nie zmarnować tego wielkiego dobra, jakie wniósł w ich życie św. Jan Paweł II.

 

 

Katecheza 7: I przykazanie Boże: Grzechy przeciwko czci Bożej

 

Grzechy wypaczonej czci Bożej:

a.      Formalizm religijny

Formalizm religijny sprawia, że wierni przestają być żywymi czcicielami Boga, a zamieniają się w jakieś bezduszne manekiny. Czyni on z religii coś, co jest obdarte z największego uroku, a staje się nieznośnym ciężarem. Człowiek bardzo łatwo może skontrolować swoje czynności zewnętrzne. Dlatego często na podstawie doskonałości praktykowania zewnętrznych nakazów kultu wyrabia sobie przekonanie o swojej dojrzałości i świętości. Z tego powodu łatwo wpada w pychę. Typowym przykładem jest przypowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku (Łk18,12). Każdy, kto chce oprzeć kult Boga na praktykach zewnętrznych, ten niezmiernie go spłyca. Taka pobożność (dewocja) została wiele razy wyśmiana (np. „Świętoszek” – Moliera) dlatego właśnie, że ona nawet ludziom się nie podoba i budzi w nich odrazę. Chyba można zaryzykować twierdzenie, że więcej ludzi od religii odstręczyli dewoci niż krwawi prześladowcy. Francuski pisarz Debout nazywa dewotów „żabami w kropielnicy” i plagą każdej parafii. Przesiadują oni po kościołach po to, aby innych podpatrywać. Obciążają się nadmiernymi pobożnymi praktykami, są zadufani w własnej doskonałości, bezwzględnymi w sądach i postępowaniu wobec bliźnich. Piszę w tym przypadku o dewotach, czyli formalistach religijnych. Przez to nie twierdzę, że ludzie pobożni są dewotami. Przeciwnie ludzie prawdziwie pobożni (żyjący według woli Bożej, po Bożemu) są skarbem każdej społeczności wiernych.

b.      Komercjalizm religijny

Wiara i religia mają przede wszystkim polegać na uwielbieniu Boga i na służeniu Mu. Życie ziemskie chrześcijanina we wszystkich swoich aspektach powinno być kształtowane przez dążenie do życia z Bogiem już na ziemi, a w konsekwencji w wieczności. Przez komercjalizm religijny człowiek cześć Boga czyni równoznaczną z pożytkiem i korzyścią. Religią posługuje się jedynie dla pozyskania przychylności Boga dla potrzeb ziemskich, prawie targuje się z Bogiem i wyrównuje z Nim rachunki. Taki wierny gniewa się na Boga, gdy Ten nie realizuje jego planów i nie spełnia życzeń. Gdyby religia przynosiła doraźne zyski, gdyby kult Boga był jakimś totemem chroniącym os d zła, talizmanem dającym szczęście, to religia miałaby powodzenie.

Osobliwy to typ „czcicieli” Boga, typ kupców i handlarzy, którzy chcieliby wkalkulować pomoc Bożą w swoje ziemskie powodzenie. W takim ujęciu to nie człowiek służy Bogu, ale to Bóg ma być na zawołanie do usług człowiekowi. W takim subiektywnym ujęciu religii to nie Pan Bóg jest celem i ośrodkiem kultu, ale właściwie człowiek i jego ziemski interes.

c.      Powierzchowność religijna

Rodzi się ona z braku zainteresowania się ludzi sprawami religijnymi., gdy tymczasem ambicją współczesnego człowieka jest posiadanie jak największego zasobu wiadomości o wszystkich sprawach i zdobycie jak największej liczby umiejętności przydatnych w praktyce życiowej. Znamy erudytów, którzy zadziwiają kolosalną wiedzą poszczególnych zagadnień czy ogólnych wiadomości, z tytułami naukowymi, ale wykształcenie religijne zostało u nich na poziomie dziecka. Poza wiadomościami zdobytymi kiedyś w dzieciństwie czy młodości, przesianymi przez sito czasu, na tej niwie nic im nie przybyło i nastąpiła zupełna stagnacja oraz skarlenie, bo wiara u nich nigdy nie stała się osobistym wyborem prawidłowo budowanej przez całe życie dorosłe  relacji z Bogiem Ojcem przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym.

Ponadto, szczególnie w Polsce, powierzchowność religijna może wypływać również z tradycjonalizmu religijnego. Miał on zawsze silne oparcie na gruncie patriotycznym, bo obrona wiary katolickiej była często równoznaczna z obroną przed wynarodowieniem.

d.      Fanatyzm religijny

Od fanatyzmu należy odróżnić umiłowanie. Umiłowanie jakiejś idei jest apostolskie i zawsze sięga po środki godziwe oraz daje pierwszeństwo środkom nadprzyrodzonym. Natomiast fanatyzm jest nietolerancyjny oraz zaborczy i woli się posługiwać brutalną siłą.

Przez fanatyzm rozumiemy brak zrozumienia dla ludzi innych przekonań i poglądów oraz chęć narzucania im swoich własnych przekonań. Zwykle w  przypadku mowy o fanatyzmie religijnym wskazuje się palcem na poszczególne społeczności religijne. Tymczasem należy też wskazać na straszliwą propagandę połączoną z bardzo wyrafinowanymi środkami tępienia wszelkich objawów religijności, czego jesteśmy świadkami w świecie współczesnym.

Rzeczą znamienną jest fakt, że najwięksi święci, a więc ludzie, którzy najbardziej umiłowali prawdę i z całego serca chcieli nią obdzielić wszystkich ludzi, mieli najwięcej zrozumienia dla ludzkich błędów, a nawet złej woli. Z kolei fanatyzm, jakiegokolwiek byłby pokroju i z jakiejkolwiek strony, należał do ludzi gwałtownych i ograniczonych. Bóg ma nieskończenie wiele możliwości, by ludzi zmusić do uległości, a jednak zawsze szanuje ich wolną wolę, chociaż nierzadko jest ona złą wolą, i nigdy im nie zadaje gwałtu. Fanatyzm zaś ma zawsze w sobie zacietrzewienie i sekciarstwo. Jest ślepy i bezwzględny.

e.      Bałwochwalstwo

W znaczeniu etymologicznym bałwochwalstwo oznacza  najbardziej prymitywną i radykalną formę kultu, czyli oddawanie czci bałwanom. Jednakże znaczenie tego słowa jest dużo szersze, gdyż przez bałwochwalstwo rozumiemy także oddawanie wszelkim stworzeniom czci należnej tylko Bogu. Przez wyraz „stworzenie” należy rozumieć nie tylko bałwany, ale również zwierzęta, ludzi, a nawet aniołów i świętych.

Wielu teologów zalicza bałwochwalstwo do zabobonów z tej racji, że kult stworzeń wywodzi się z przypisywania im mocy niezwykłej, jaką ma tylko Bóg. Jednak z tej racji, że bałwochwalstwo ma swój odrębny charakter i bardzo bogatą historię, my traktujemy je jako osobne zagadnienie.

Z zagadnieniem bałwochwalstwa w historii ludzkości spotykamy się od bardzo dawna i to pod najrozmaitszymi formami. W swoim czasie kult istot nieżyjących  u wielu ludów był kultem naczelnym: np. kult słońca w Egipcie i u Indian obydwu Ameryk, kult księżyca w Babilonii, kult gwiazd w religii mazdejskiej. Oddawanie czci bałwanom znane było u dawnych Słowian: np. kłaniano się Perkunowi, Światowidowi, Swarożycowi, w Egipcie czczono posągi Apisa i jego cielce, u Babilończyków i Persów oddawano cześć bałwanom odlanym ze złota, itd. Kult świętych gajów, drzew, kwiatów i roślin był rozpowszechniony w Egipcie (kwiat lotosu), w Chinach (mandragora), u dawnych Prusów, Litwinów (święte dęby). Kult zwierząt spotykamy u pierwotnych ludów Afryki, Polinezji, w dawnym Egipcie i jeszcze dzisiaj w Indiach (hinduizm i buddyzm). Od starożytnego Egiptu, Babilonii i Asyrii poprzez Grecję i Rzym, a także Chiny i Japonię, ubóstwianie władcy było zjawiskiem powszechnym. Cesarzy chińskich nazywano „synami nieba” Kult duchów oraz przypisywanie im niezwykłej mocy i wpływu na ludzkie życie kwitnie w Chinach i u wielu ludów afrykańskich. W dawnej Babilonii znany był kult demonów dobrych i złych. Przy tej okazji należy zaznaczyć, że bałwochwalstwem byłby przesadny kult oddawany Najświętszej Maryi Pannie, gdyby przypisywał Jej godność Boską i nakazywał oddawać Jej taką cześć.

Powyższe przykłady pokazują, że bałwochwalstwo występowało jako zjawisko masowe i powszechne. Miało ono swoje źródło w: najpierw w nieznajomości natury Boga, a później w nieznajomości praw natury, którym często przypisywano siłę wyższą, a na końcu w braku rozróżnienia między tym, co dziś nazywamy kultem świętych  oraz czcią wizerunków świętych, a kultem samego Boga.

Dzisiaj nie ma wątpliwości, że u podstaw politeizmu (wielobóstwo) był monoteizm, czyli wiara w jednego Boga.

Bałwochwalstwo samo w sobie jest grzechem ciężkim wobec Pana Boga. Oddaje ono bowiem stworzeniom cześć należną tylko Panu Bogu.

Pewnym rodzajem bałwochwalstwa jest zbytnie uwielbienie jakiejś osoby lub rzeczy i podnoszenie jej wartości do najwyższych granic. Z tego powodu często mówimy o bałwochwalczej, ślepej miłości do dziecka, chłopca czy dziewczyny, do panującego, itd. Bardzo często słyszy się o czcicielach złotego cielca, o ludziach wprost opętanych żądzą panowania, wiedzy, sławy. Jeżeli człowiek zatraca poczucie granic rzeczywistej wartości danej osoby, rzeczy, dozwolonej przyjemności, zachowań i staje się ich niewolnikiem, to słusznie nazywamy go bałwochwalcą. Dziś człowiek zdetronizował Boga, a w Jego miejsce postawił nowe bożyszcza, którym się kłania i dla których żąda często o wiele więcej ofiar i wyrzeczeń niż dla osobowego Boga. I tak rodzi się kult dla władzy, sławy, pieniądza, itd.

f.        Zabobony

W ludzkim świecie nie ma grzechu bardziej rozpowszechnionego niż zabobon. Na niwie religii rozpanoszył się on niczym chwast. Spotykamy go wszędzie, u wszystkich ludów, we wszystkich czasach i pod niezliczoną ilością postaci. Polskie słowo „zabobon” pochodzi z języka węgierskiego i oznacza ono przesąd. Jednakże wyraz łaciński „superstitio” lepiej oddaje naturę zabobonu, bo pochodzi ono od dwóch innych słów „super statuere”, które mówią o stawianiu stworzenia ponad jego godność oraz przypisywaniu mu mocy, której ono nie ma. Powszechnie określa się zabobon jako przypisywanie stworzeniom siły, której one od Boga nie otrzymały. Inni jeszcze prościej definiują zabobon jako przypisywanie mocy Bożej stworzeniom.

Religioznawcy często genezę zabobonów upatrują w zjawiskach czysto naturalnych. Ich zdaniem człowiek często napotyka wiele niewytłumaczalnych sił w przyrodzie. Nie potrafi sobie wytłumaczyć ich tajemnicy, więc tworzy jakieś iluzyjne siły wyższe., którym przypisuje te zjawiska.. W ten sposób człowiek dochodzi do pojęcia istot ponadludzkich i zaczyna je otaczać czcią. Zatem kult religijny miałby swoje źródło w kulcie tajemniczych sił przyrody, które personifikuje jako bóstwa. Zatem wystarczy człowiekowi wyjaśnić owe zjawiska, wykazać mu, że nie one mają nad nim władzę, ale iż on sam może je poznać i zaprząc w swoją służbę, a wtedy zniknie wszelki zabobon i religia, która z niego wyrasta.

Tymczasem głębsza analiza natury ludzkiej wykazuje, że droga, którą człowiek dochodzi do pojęcia bóstwa, jest wręcz przeciwna. Człowiek w całym stworzonym świecie widzi ślady Boga, a we wszystkich stworzeniach dopatruje się Jego ręki. Wniosek, który mu narzuca jego własny rozum oraz rozsądek, mówi mu, iż jeżeli coś istnieje, to musi mieć swoją przyczynę. We wszechświecie panuje wspaniały ład, celowość i rządzą nim cudowne prawa. To narzuca człowiekowi jako prostą konsekwencję istnienie Pana Boga. Zatem źródłem zabobonu jest nie tyle niewiedza, co źle pojęta cześć Boża. Człowiek religijny odróżnia zwyczajną moc Bożą, w której Bóg działa przez swoje zaprogramowane prawa natury, od mocy nadzwyczajnej, gdy Bóg działa przez cuda. Człowiek zabobonny wszędzie widzi bezpośrednią, odgórną i niezwykłą interwencję Boga. Jeżeli zatem chcemy mówić, że niewiedza jest przyczyną zabobonów, to jedynie w tym znaczeniu, że chodzi o niewiedzę religijną, o niedostateczne uświadomienie religijne, o prymitywizm religijny, który we wszystkich niezrozumiałych zjawiskach natury widzi nadprzyrodzoną interwencję Boga.

Bardzo ciekawym zjawiskiem jest fakt, że nie ma zabobonów w odniesieniu do życia wiecznego i do nadprzyrodzonych darów Bożych. Człowiek zabobonny chce być szczęśliwy na ziemi, a to upatruje w doznawanej radości życia oraz unikaniu zła i cierpienia za wszelką cenę. Człowiek przesądny jest przekonany, iż pewną moc (Bożą) posiadają niektóre osoby albo rzeczy, więc stara się wejść w kontakt z nimi, pozyskać ich przychylność w celu otrzymania doczesnego dobra albo uniknięcia nieszczęścia. Taki człowiek szuka Boga dla siebie i własnej korzyści. Z Boga czyni nie przedmiot czci i swojego celu życiowego, ale narzędzie. Powtarza się zatem to, co zostało zapisane przy okazji komercjalizmu religijnego.

Nie sposób wyliczyć wszystkich form zabobonów, ale jednak podzielimy je na pewne grupy, aby dać pewną całość.

Fetysze, talizmany, totemy

Wyraz „fetysz” pochodzi z języka francuskiego  „fetiche” i oznacza przedmiot obdarzony jakoby siłą magiczną, która może pomóc właścicielowi. Ten termin spotykamy prawie we wszystkich językach europejskich, np. feitico w portugalskim, fetishism w angielskim, fetischismus w niemieckim, fietiszizm w rosyjskim. Już samo nazewnictwo jest dowodem na to, że fetyszyzm jest zjawiskiem powszechnym.

Słowo „talizman” jest jeszcze powszechniej używane. Spotykamy go w językach: niemieckim, francuskim, hiszpańskim, angielskim, rosyjskim, w perskim Tilimsan, arabskim tilasm. Prawdopodobnie pochodzi on z języka greckiego od słowa Telesia, czyli przedmiot poświęcony.  Dzisiaj przez talizman rozumiemy przedmiot przynoszący według przesądu szczęście i powodzenie.

Z kolei wyraz „totem” ma pochodzić z języka Indian. W obecnym brzmieniu jest przyjęty w większości języków europejskich. Totem to zwierzę, roślina albo grupa przedmiotów martwej przyrody, którym wspólnoty rodowe, klany albo szczepy oddawały cześć społeczno – religijną. Początkowo totemy były herbami poszczególnych plemion – klanów (w Polsce orzeł, pogoń na Litwie, lew w Czechach, trzy lilie we Francji, itd.). Potem totemy stały się przedmiotami czci (my także je czcimy, ale nie przypisujemy im żadnej mocy nadprzyrodzonej). U ludów pierwotnych z czcią totemiczną łączy się często zwyczaj tatuowania. Miało to znaczenie praktyczne, bo służyło do rozpoznania członków danych klanów, ale też bardzo często tatuaże służyły do celów magicznych.

Z tej racji, że zabobonność ludzka przypisywała pewnym przedmiotom niezwykłą moc, więc jest rzeczą oczywistą, że w konsekwencji tym przedmiotom oddawano cześć. Przykładów na to nie da się wyliczyć. Spotykamy różnego rodzaju fetysze, talizmany, totemy u większości ludów pierwotnych, u Arabów, Żydów, u ludów starożytnych, ale i współczesnych Azji, Afryki, Australii, Polinezji i obydwu Ameryk. Nawet współczesne kraje Europy mają swoje przedmioty, liczby, dni „szczęśliwe” i „nieszczęśliwe”. Oto przykłady;

Nieszczęście mają sprowadzać: trzynastka, kracząca wrona, pohukująca sowa, wyjący pies, podanie ręki w progu, wstanie lewą nogą, kot lub zając, gdy przebiegnie drogę, piątek, itd.

Natomiast szczęście mają przynosić: kukułka, sroka, podkowa, słoniątko, kominiarz, sznur wisielca, pukanie w nie malowane drewno, itd.

Znachorstwo

W tym przypadku nie chodzi o ludzi, którzy rzeczywiście posiadają pewne tajemnice dotyczące sposobów leczenia środkami naturalnymi. Mówimy o znachorstwie zabobonnym, które usiłuje leczyć chorych środkami magicznymi. Przypisują oni siłę leczenia nie tyle naturalnej mocy roślin, ile zaklęciom, zażegnywaniem, magii. Najczęściej, kiedy ich działania nie przynoszą skutku, to jako przyczynę nieszczęścia podają zemstę szatana czy te złych duchów. Nawet w dobie obecnej spotykamy jeszcze wiele zakorzenionych przesądów i zabobonnych praktyk.

Zabobony „religijne”

Wszystkie zabobony mają podkład religijny, bo rodzą się ze źle pojętej czci Bożej oraz z chęci zdobycia tajemnymi sposobami mocy Bożej dla uchronienia od nieszczęścia oraz zapewnienia sobie w życiu doczesnym jak największego szczęścia. Występują jednak zabobony, które niczym bakterie, czerpią bezpośrednio z religii dla siebie pożywkę, urągając przy tym świętości samego Boga. Oto kilka przykładów z życia naszego ludu polskiego:

Na Wigilię należy opasać stół łańcuchem, aby się chleb trzymał stołu; kto w Wigilię wytarza się w śniegu, ten będzie miał szczęście i powodzenie w następnym roku; to wszystko, co kto robi w Wigilię, to będzie robił w ciągu następnego roku; kto w Wigilię przyniesie kamień do kościoła, tego nieszczęście ominie; jeśli w Wigilię domownicy zasiądą do stołu nie do pary, to w ciągu roku ktoś umrze; kto wymoczy nogi w Wielki Piątek, to nie będą go boleć więcej; w którym domu na Wielkanoc dym najpierw się z komina pokaże, tam najpierw będzie zebrane zboże; ofiarować zapaloną świecę przy ołtarzu, aby nieprzyjaciel „skapał jak ta świeca”; przyjmować Komunię św. po to, aby Bóg wskazał jego wroga.

Wróżby

Przez wróżby rozumiemy poznawanie z różnych znaków tajemnych (zakrytych) rzeczy przyszłych lub teraźniejszych. Wróżby zawsze i wszędzie miały ogromny popyt, bo człowiek zawsze był i jest niezmiernie zainteresowany oraz ciekawy swojej przyszłości i swoich losów. Człowiek wróżąc grzeszy przez to, że wchodzi w prawa Boże. Właściwie podkreśla to łacińska nazwa wróżb „divinatio”, czyli czynność Boża. Tylko Bóg jako najwyższy władca wszechrzeczy zna przyszłość i losy wszystkich stworzeń trzyma w swym ręku. Tajniki przyszłości odsłania tylko tym, którym zechce. Przez wróżenie człowiek chce wydrzeć Bogu nieznaną sobie, a tak bardzo upragnioną, tajemnicę. To jest próba obrabowania Boga, która z góry musi być skazana na niepowodzenie, a jest zawsze wielką obelgą wyrządzoną Bogu.

Rozumienie wróżbiarstwa w ostatnich czasach staje się coraz bardziej skomplikowane. Badania nad zjawiskami mediumicznymi, hipnozą, telekinezą, itd., dostarczają coraz więcej materiału do tego, by to, co kiedyś przypisywano siłom nadprzyrodzonym, tajemnym, dzisiaj w wielu wypadkach przypisać siłom naturalnym. Z kolei kto by chciał wykluczyć zupełnie ingerencję Boga i zjawisko profetyzmu wciągnąć również w orbitę zjawisk czysto naturalnych, wpadłby w przeciwną krańcowość. Tak jak nie można wszystkich zjawisk wróżebnych tłumaczyć nadprzyrodzoną ingerencją Bożą, tak też nie można naturalizować wszystkich zjawisk tego typu i wykluczać możliwość ingerencji Boga.

Kościół od początku ze stanowczością zwalczał wszelkiego rodzaju wróżbiarstwo i ustanawiał za nie surowe kary jako za wynaturzenie czci Boga. Już synody: w Ancyrze (rok 314), w Laodycei (rok 343 – 381), W Ilirykum (rok 314 i 324) groziły karami kościelnym wszelkim wróżbitom, a synod rzymski (rok 721) okładał ich klątwą. Dzięki bezwzględnej walce z wróżbiarstwem Kościół w swoim łonie zdołał wytępić ten zabobon. Jeżeli jednak nadal spotyka się takie przypadki, to są one sporadyczne i piętnowane jako występek przeciw religii.

Najważniejsze formy wróżbiarstwa:

Astrologia

Dzisiaj astronomia to nauka o ciałach niebieskich. Natomiast astrologia to pseudonauka o wpływie ciał niebieskich na zjawiska ziemskie. Powszechnie rozumie się przez nią sztukę wróżenia z gwiazd.

Człowieka od zarania interesowały gwiazdy i wywierały na niego tajemniczy wpływ. Ich istnienie było nie tylko przedmiotem podziwu, ale też i kultu. W Babilonie bogiem było słońce (Szemesz), księżyć (Sin) oraz wiele gwiazd. Nic w tym dziwnego, że gwiazdom, które były bogami, przypisywano wpływ na ludzkie życie, bo jakim byłby bóg bez takiego wpływu? To właśnie Babilon uważa się za kolebkę kultu gwiazd i astrologii. Od najdawniejszych czasów na wszystkie kraje z Babilonii rozchodzili się astrolodzy, którzy propagowali nie tylko prawdziwą  wiedzę o gwiazdach, ale również zajmowali się wróżeniem z gwiazd.

Astrolodzy chaldejscy byli poszukiwani na dworach panujących i książąt. Wierzono bowiem, że każdy człowiek ma swoją gwiazdę i z jej układu, położenia na niebie, można odkryć przyszłe losy człowieka. U Hindusów gwizdy to byli święci, którzy opuścili ziemię albo nawet same bóstwa opiekuńcze. Do Grecji jako pierwszy przeniósł naukę astrologii Tales z Miletu (+ 546). Zajmował się nią również Anaksymenes z Miletu (+ 550). Jednakże dopiero w starożytnym Rzymie astrologia święciła największe tryumfy. Rzymianie nie rozpoczynali żadnej ważnej sprawy nie poradziwszy się uprzednio woli bogów.

Nawrót astrologii w Europie rozpoczął się od inwazji politycznej i kulturowej Arabów. W dziele pt. „Obraz świata” z 1245 roku znajdujemy cały rozdział pt. „O mocy gwiazd”. Ludwik XII, król Francji w XIII wieku, miał na swoim dworze astrologów (Angelo Cattho, a następnie Galeotti). Podobnie Fryderyk II (XIII wiek) woził ze sobą astrologa Teodorusa, a Ezzelino de Romano opłacał na swym dworze cały ich sztab ze słynnym długobrodym Saraceńczykiem, Pawłem z Bagdadu. W XIV i XV wieku uniwersytety powołują astrologów na profesorów katedr. W dobie Odrodzenia modne było mieć astrologa albo się go radzić. Możni panowie stale też badali gwiazdy, gdy chodziło o chwilę wprowadzenia w czyn jakichś ważnych postanowień. Od wyroczni gwiazd uzależniano wyjazdy książąt, przyjęcia posłów zagranicznych, położenie kamienia węgielnego pod wielkie gmachy. Zwyczaj trzymania astrologów istniał jeszcze w XVII wieku. Katarzyna Medycejska i Karol IX mieli za swojego astrologa słynnego Michel de Notre Dame (Nostradamus), którego „centurie” ogłoszone drukiem w Lyonie w 1555 roku cieszą się powodzeniem do dziś. Astronom Tycho de Brache, przeciwnik Mikołaja Koernika, stawiał horoskopy cesarzowi niemieckiemu Rudolfowi II. Przy narodzeniu Ludwika XIII, król Henryk IV zażądał horoskopu od nadwornego lekarza Larviviere.

Sny

Przyczyną rozwoju wiary w sny było przede wszystkim to, że nie potrafiono sobie naukowo wytłumaczyć ich przyczyny. Z tego powodu często brano je za zwiastuny woli Bożej, ostrzeżenie dobrych i życzliwych duchów, itd.  Przez wiarę w sny rozumiemy przypisywanie ludzkim snom znaczenia wróżebnego. Jest to oczywisty zabobon, aby z przypadkowych skojarzeń, jakie powstają w czasie snu, wprowadzać w życie wnioski dotyczące przyszłych losów człowieka i najbliższych wydarzeń w jego życiu. Jednakże do dzisiaj sny intrygują wielu ludzi, a jest to przede wszystkim dziedzictwo, które jest bardzo mocno zakorzenione w kulturze starożytności.

Już w staro babilońskim eposie „Gilgamesz” znajdują się objaśnienia znaków sennych. W Egipcie panowało powszechne przekonanie, że sny mają znaczenie w życiu człowieka. Znane były i są „Senniki egipskie” zalewające Europę. Nawet Arystoteles uznawał sny za oddziaływanie sił nadprzyrodzonych na Człowieka. Platon uważał je za środki jednoczące człowieka z niebem. Hipokrates podawał specjalne przepisy odnośnie snów, którym przypisywał również wielką rolę. Nawet Galen przyznaje, że poświęcił się studiom medycyny pod wpływem snu swego ojca. Z kolei radni Sparty chodzili spać do świątyni Pasifae, aby w czasie snu dowiedzieć się o tym, co będzie korzystne dla królestwa.

Podobnie, jak wiedzą astrologiczną posłużył się Bóg po to, aby Magów sprowadzić do Betlejem z pokłonem Dzieciątku Jezus, tak też czasami objawiał On swoją wolę również przez sny. Takie sny nazywamy nadprzyrodzonymi. Biblia dostarcza nam na to wielu przykładów. W Starym i w Nowym Testamencie cały mamy szereg objawień woli Boga podanej we śnie. Wyliczanie ich w tym momencie zajęłoby zbyt dużo miejsca, a nie jest to potrzebne do niczego.  Rzecz charakterystyczna, że chociaż Pismo św. na tylu miejscach mówi o snach nadprzyrodzonych, to równocześnie bardzo wyraźnie od snów nadprzyrodzonych oddziela sny przyrodzone i surowo karci tych, którzy chcieliby widzieć w nich głos Boży. Snom naturalnym, czyli zrodzonym na naturalnym podłożu nie można dawać wiary i nimi tłumaczyć sobie przyszłe losy.

Wyrocznie

Wyroczniami nazywamy zorganizowane instytucje wróżbiarskie. Zajmowali się nii głównie kapłani pogańscy jako tłumacze planów i myśli Bożej. Do wróżbiarstwa najlepiej nadawały się głośne miejsca pielgrzymkowe  sanktuariach. Zapewne w czasach zamierzchłych istniały wyrocznie, ale wiadomości o nich zachowały się tylko w zasadzie o wyroczniach greckich. Do najsłynniejszych należały: wyrocznia Zeusa w Dodonie, Apollina w Delfach, Asklepiosa w Epidurze. We wróżeniu posługiwano się osobami, które spełniały zadanie dzisiejszych „mediów” w seansach spirytystycznych. Tzw. „pytie” odurzano narkotykami albo dymem ofiarnym i ze słów wypowiedzianych przez nie w bezładzie układano wróżebne zdania. Zawsze miały one znacznie dwuznaczne albo wieloznaczne, aby ich autorzy mogli znaleźć dla siebie wybieg i obronę, a złość zrzucić na tego, który „źle” rozumiał wypowiedź Boga.

W Izraelu praktyki wróżbiarskie były zakazane pod karą śmierci przez ukamienowanie. Pomimo tak surowego zakazu, świadectwa Biblii zdają się potwierdzać, że w narodzie istniały nie tylko wróżby, ale nawet całe szkoły wróżbiarskie skupione w pewnych ośrodkach, spełniających rolę wyroczni, np. Bersabee (Rdz 46,1nn); w Betel (1Krl 10, 5); w Silo (1 Krl 3, 1nn), itp.

Inne sposoby wróżenia

Wróżbiarstwo to są stałe albo doraźne porady dotyczące rzeczywistości zakrytej przed ludźmi, udzielane przez wróżbitów oraz wieszczków prywatnych lub przez związki urzędowo zatwierdzone. Wróżono ze wszystkiego, bo wszędzie doszukiwano się znaków wieszczych. Łatwiej powiedzieć z czego nie wróżono, niż wymieniać liczne przykłady, np. chmury, ogień, obłoki, gwiazdy, fazy księżyca, słońce, loty ptaków, ich śpiew, zachowanie zwierząt, barwy i kształty roślin, wnętrzności zwierząt, jelita, kości, dłoń, karty, itp.

Szczególną formą wróżby, którą kiedyś stosowano powszechnie, były pobożne znaki. Polegały one na otwieraniu przypadkowym miejsc w Piśmie Świętym i wyciąganiu z nich przepowiedni. Stosowali to najpierw Grecy i Rzymianie, używając do tego tekstów poetyckich lub filozoficznych (Iliada, Odysea, Eneida). Zwyczaj ten zakorzenił się także u chrześcijan, ale oni posługiwali się tekstami Biblii. Liczne synody to zwalczały. Karol Wielki w roku 790 w swych kapitularzach wydał dekret: „Niech nikt z naszych poddanych nie ośmiela się przepowiadać przyszłości ani przy pomocy Psałterza ani Ewangelii”.

Chiromancja, czyli wróżenie z rąk jest i dzisiaj powszechnym sposobem wróżenia. U Rzymian wszystko, co zaobserwowano na lewj ręce miało być niepomyślnym, co zaś było na prawej ręce, uważano za pomyślne. Stąd wziął się łaciński termin „sinistre”, który oznaczał tyle, co złowrogo, nieszczęśliwie, zgubnie, szkodliwie.

Jak powszechną plagą jest zabobon wróżbiarstwa nich świadczy fakt, że w I połowie XX wieku we Francji w urzędach cywilnych było zarejestrowanych aż 40.000 wróżbiarzy, a w drugiej połowie XX wieku tylu ich miał sam tylko Paryż. Tylko w Chicago funkcjonuje ich parę Tysięcy.

Sądy Boże, czyli Ordalia

Termin ten wywodzi się z języka łacińskiego i oznacza metody przekonywania się o winie albo niewinności podejrzanego o przestępstwo przez zastosowanie różnych prób, np. wody, żelaza, ognia, krzyża, poświęconego chleba, Eucharystii, itp. Sądy Boże stanowią jeden z najsmutniejszych zabobonów i ciemną kartę w historii ludzkości, a także w dziejach chrześcijaństwa jako jego wynaturzenie. Ordalia powstały przez źle rozumianą część Bożą. Jeżeli ktoś był podejrzewany o jakieś przestępstwo (np. uroki, czary, itd.), a nie chciał się do tego przyznać, to wtedy szukano znaków od Boga, które by wskazywały winę lub niewinność oskarżonego. Było to zatem nieustanne kuszenie Boga o cud. Sądy Boże miały za podstawę naiwną wiarę, że tam, gdzie sprawiedliwość ludzka nie może sięgnąć, tam z całą pewnością sięgnie zaraz na wezwanie człowieka sprawiedliwość Boga i przez zaproponowane przez człowieka Bogu znaki wskaże winowajcę.

Sądom Bożym nadawano uroczystą formę. Obwiniony przygotowywał się na próbę przez całonocną modlitwę i post. Chodziło bowiem o uproszenie u Boga łaski celem wykazania niewinności. Rano była Msza św. i Komunia św. Kapłan oskarżonego kropił wodą święconą i dawał mu do ucałowania krzyż lub Ewangelię.

Najczęściej, gdy mówi się o sądach Bożych, to wskazuje się na Kościół i na chrześcijaństwo, jako na główne źródło tego zabobonu, który pochłonął tyle ludzkich ofiar. Tymczasem jest faktem, że ordalia istniały i nadal istnieją jeszcze i wielu ludów pogańskich. Pierwotne chrześcijaństwo nie znało zupełnie sądów Bożych. Wprowadziło je dopiero średniowiecze pod silnym naporem ludów germańskich skłonnych zawsze do okrucieństwa. Po raz pierwszy o sądach Bożych pisze papież Grzegorz I Wielki (540 – 604), zakazując próby ognia i wody. Zakaz ten dla Franków powtarza Stefan VI w liście do Luitberta, biskupa Moguncji, nazywając je wynalazkami zabobonnymi (rok 888).  Były one jednak tak mocno zakorzenione w tym kraju, że jeszcze w 1225 roku zakaz ten musiał ponowić Honoriusz III, a potem Aleksander IV. Biskup Lyonu wyjednał u Ludwika Pobożnego zakaz wszelkich ordaliów (+840). Niewielki tego był skutek, skoro długo jeszcze potem Kościół musiał walczyć z tym zabobonem.

Spirytyzm

Nazwa spirytyzm pochodzi od łacińskiego słowa „spiritus” – duch. Zatem spirytyzm to nauka o duchach, rozmowa z duchami, wywoływanie duchów, wchodzenie w kontakt z duchami.

Termin okultyzm pochodzi od łacińskiego słowa „occultus”, które znaczy tle, co ukryty, tajemny. W okultyzmie chodzi o kontakt z siłami tajemnymi dla zdobycia od nich siły lub wiedzy tajemnej.

Z kolei nazwa Mediumizm pochodzi od łacińskiego słowa „medium” – środek, pośredniczenie, bo w seansach spirytystycznych konieczni są pośrednicy pomiędzy ludźmi , a „duchami”.

Natomiast nekromancja (z języka greckiego – „nekros” – trup) zajmuje się zaklinaniem umarłych, kontaktem z nimi.

W wymienionych przypadkach nie chodzi o kontakt z duchami, który jest przedmiotem dogmatu „Świętych Obcowania”. Chodzi w nich o praktyki zabobonne, najczęściej nie mające nic wspólnego z duchami, a opierające się na prawach natury i na oszustwie.

Wiara w istnienie życia pozagrobowego nie dawał ludziom nigdy spokoju. Byli ciekawi, jak to życie wygląda? Co robią dusze zmarłych? Czy interesują się naszymi kłopotami? Nieutulony żal po zmarłych pchał ludzi do różnego rodzaju praktyk, które pozwoliłyby im chociaż raz zobaczyć ukochaną osobę. Pewne zjawiska psychiczne, które dawniej były prawdziwymi zagadkami, utwierdzały jeszcze bardziej możliwość obcowania ze zmarłymi. Wiara w istniejące duchy wyższe (aniołowie, demony, itd.) podsycała kult zmarłych i duchów. Te wszystkie przyczyny sprawiły, że spirytyzm ma swoje korzenie już w zamierzchłych czasach. Wzmianki o jego praktykach znajdziemy także w Biblii.

Seansom spirytystycznym towarzyszą różne zjawiska: wirujące stoliki, grające instrumenty, unoszące się medium, zjawiające się wywołane postacie zmarłych, przedmioty zmieniające swoje miejsce, itp. Wiele tego rodzaju zjawisk wywołuje również zbiorową halucynację. Uczestnicy takich spotkań ulegają hipnozie, a wtedy widzą i słyszą wszystko, co sprytne medium im podpowie.

Bóg na ludzkie żądanie i to w formie sensacji nie będzie zsyłał ducha na ziemię. Boga do niczego nie można przymusić. Istnieje tajemnica „Świętych Obcowania”,  lecz na zupełnie innych zasadach. Tego rodzaju zjawiska trzeba tłumaczyć przyczynami naturalnymi tak długo, jak na to pozwalają fakty. Zjawiska spotykane u świętych, jak lewitacja, bilokacja, telepatia, stygmaty, obywanie się bez pokarmu, itp., mają swoją przyczynę w darach nadprzyrodzonych, ale nie bez uwzględnienia przez Boga właściwości przyrodzonych danych osób. Spirytyzm to nowoczesna forma magii. W nim człowiek chce mocą pewnych praktyk  rządzić w świecie duchów, a więc tej władzy pozbawić Boga.  W takiej sytuacji żaden dobry duch bez woli i zgody Boga nie spełni ludzkich życzeń. Za to bardzo łatwo wtedy angażuje się zły duch, czyli szatan, który przez te praktyki został przez człowieka pośrednio zaproszony. Z tych podwodów Kościół potępił tego rodzaju praktyki zabobonne.

Teozofia

Termin teozofia pochodzi z języka greckiego i oznacza tyle, co mądrość Boża. Dla współczesnych słowo to oznacza wiedzę tajemną, jaką człowiek nabywa przez przynależność do zwolenników określonej grupy. Teozofia jest zlepkiem wszelkich pojęć do tego stopnia, że sami teozofowie nie mają jeszcze ustalonego swego „credo” i łączą się wzajemnie jedynie w nienawiści do Kościoła.

Hinduska księga „Wedanta” i nauka braminów twierdzi, że tylko bezpośrednie oglądanie bóstwa i zjednoczenie się z nim da człowiekowi prawdziwe szczęście. Asceza buddyjska daje mnóstwo wskazówek praktycznych, jak najłatwiej jest oderwać się od świata, a zjednoczyć się z bóstwem. Neoplatończyk Plotyn i jego uczeń Porfiliusz twierdzą, iż poznanie bóstwa i jego odczucie otrzymujemy nie przez rozum, ale przez intuicję. Także filozof żydowski Filon zna ekstatyczne zjednoczenie z bóstwem. Gnostycy przechwalali się tym, że tylko oni posiedli prawdziwe zjednoczenie z bóstwem. Średniowieczna kabała żydowska zna tajemną wiedzę o Bogu ze źródeł istniejących poza Pismem św. Wpływy pseudomistyczne znać w systemie Jan Skota Eriugeny (IX wiek), u Mistrza Eckharta (wiek XIV) i u protestanckich marzycieli: Jakuba Boehma, Emanuela Swedenborga, Martineza Paskwalisa, Saint – Martina, itd. Nasz Towiański może również uchodzić za prekursora teozofii. Bezpośredni początek teozofii współczesnej jest związany z osobą Heleny Bławackiej, która w 1851 roku, po odbyciu podróży po Azji, Grecji, Egipcie z pewnym mnichem chaldejskim, osiadła w Londynie. Jednakże i tam nie zatrzymała się na stałe. Odbyła jeszcze podróże po tajemną wiedzę do Indii, Włoch, Francji, Rosji. W Paryżu od 1871 roku była medium spirytystycznym i założycielką „Cudownego Klubu”. Jednakże schwytano ją na oszustwie. Wtedy wyjechała do USA i w Nowym Jorku założyła „Towarzystwo Teozoficzne”. Zdemaskowana na seansie, przeniosła się znowu do Indii, gdzie w Madrasie w 1878 roku zakłada główną siedzibę Towarzystwa. Kiedy kolejny raz zdemaskowano jej „cuda”, przeniosła się z powrotem do Londynu, gdzie zmarła w 1891 roku. Jej życie to typowa włóczęga szarlatana. Główne dzieła „Nauka Tajemna” w trzech tomach i „Klucz do teozofii” to mieszanina wiedzy kabalistycznej i spirytystycznej. W tych dziełach jej wiedza o Bogu, która ma być mądrością Bożą, jest tak mętnie przedstawiona, że trudno jest z niej cokolwiek wyciągnąć. Sama zresztą niejednokrotnie stwierdziła, że nie wierzy w Boga osobowego ani w Jezusa Chrystusa. Po śmierci Bławackiej dzieło przejęła jej uczennica Anna Besant. W I połowie XX wieku Związek Teozoficzny liczył około 100.000 członków.

Odmianą teozofii jest antropozofia. Jej twórcą był dugi mąż Anna Besant, Steiner. Jako pastor anglikański przyjął „chrzest” buddyjski na Cejlonie. Antropozofia przyjmuje wiarę w boga panteistycznego, nieosobowego, nieokreślonego. W człowieku jako szczyt dążności widzi nirwanę. Reinkarnacja jest jedną z prawd wiary. Jednak i tu nie ma zasad. Każdy ma swobodę poglądów, byle się tylko przyznawał do sekty. Nauki teozoficzne zostały odrzucone przez Kościół.

Magia

Magia, czyli czarnoksięstwo jest największym wypaczeniem czci Bożej, gdzie przedmiotem szczególnej czci czyni się szatana. W niej szatan zajmuje miejsce Boga. Ze wszystkich form zabobonu ten jest najcięższym grzechem, gdyż śmiertelnego wroga człowieka i Boga wynosi do czci ołtarzy. Podobnie, jak wszystkie inne zabobony, tak i magia stawia sobie za cel główny szczęście doczesne człowieka, choćby miało ono być osiągnięte przy pomocy nieczystej siły szatańskiej. Szatan posiada pewną władzę w ludzkim świecie, ale dopiero wtedy, gdy człowiek uparcie odrzuca łaskę Bożą i oddaje się w usługi zła oraz mniej czy bardziej świadomie wchodzi w służbę szatana. Należy jednak zachować bardzo wielką ostrożność, aby wszystkiego nie tłumaczyć satanizmem. Wiemy, że prosty lud kiedyś łatwo przyjmował bajki o czarach i czarnoksiężnikach i wymierzał sądy Boże posądzonym o uroki i czary. Nieraz też brano pewne choroby za opętania. Również wielu wydrwigroszów i cyrkowców popisywało się tajemną wiedzą, podając się za magów i czarnoksiężników, aby przydać sobie większej powagi wśród prostego tłumu.

Niemniej jednak takie zjawiska występowały i będą występować. Pierwszą wzmiankę o czarnoksięstwie podaje Księga Wyjścia. Na dworze faraona byli czarnoksiężnicy, którzy przeszkadzali Mojżeszowi (Wj 7, 8 – 13; 7, 22 – 25). Za czary Mojżesz nałożył karę śmierci (Wj 22,18, Kpł 19,31; 20,6). O czarnoksiężnikach mówi prorok Izajasz (Iż 47,12). Autor drugiej Księgi Kronik mówi o królu Manassesie, że „czarnoksięskim naukom służył” (2 Krn 33,6). W Dziejach Apostolskich występują magowie: Szymon Czarnoksiężnik (Dz 8,11), Elymas Mag (Dz 13,6 – 11) oraz dziewczyna mająca złego ducha (Dz 16,16).  Na skutek nauki św. Pawła mieszkańcy Efezu spalili wiele ksiąg magicznych i zabobonnych, o łącznej wartości 50.000 denarów (Dz 19,19).

W rzeczywistość istnienia magii wierzył Platon, Arystoteles i inni uczeni tych czasów. Jeszcze Euzebiusz, a także św. Augustyn i w. Hieronim wspominają o czarnoksiężnikach.

Wyżej wymienione grzechy płyną ze źle rozumianej czci Bożej, gdzie cześć należną Bogu człowiek przenosi na stworzenia. Są one objawem zdegenerowanej i wypaczonej religijności oraz poniżają godność człowieka. Ich źródłem jest ograniczenie umysłowe, osłabienie woli, ignorancja i płycizna religijna.

 

 

Katecheza 6 : Obrzędy chrztu

Posoborowe obrzędy chrzcielno – inicjacyjne

 

     Przekonanie o konieczności chrztu do zbawienia oraz wysoka śmiertelność niemowląt wpływały na upowszechnienie się praktyki udzielania chrztu jak najszybciej po przyjściu dziecka na świat ( quam primum ). Skracano więc czas między narodzinami a chrztem od 30, poprzez 15, 8, 3 dni, aż do samego dnia narodzin. Tak zrodziło się zagadnienie „chrztu nowonarodzonych” ( baptismus neonatorum ) ze wszystkimi konsekwencjami w płaszczyźnie obrzędowej i duszpasterskiej. Cały ten proces nie sprzyjał rozwijaniu etapów wtajemniczenia choćby w formie szczątkowych skrutiniów, a chrzest w dniu narodzin wykluczał taką możliwość. Dlatego decyzja Soboru Watykańskiego II wobec faktu powszechnej praktyki chrztu niemowląt oraz rażąco sztucznego w swej formie obrzędu chrztu małych dzieci ( np. traktowanie ich jak dorosłych i prowadzenie z nimi fikcyjnego dialogu w którym ktoś inny za nie odpowiadał ), była oczekiwana i całkowicie zrozumiała. Sobór podtrzymał prastarą tradycję udzielania chrztu małym dzieciom, ale zażądał rewizji dotychczasowego rytu w perspektywie dostosowania go do rzeczywistej sytuacji niemowląt (KL 67), przywrócenia wielostopniowego katechumenatu dla przygotowania dorosłych do chrztu (KL 64) oraz rewizji obrzędów chrzcielnych dla dorosłych kandydatów (KL 66).

   W tej perspektywie rysuje się podwójna droga, na której urzeczywistnią się soborowe postulaty: jednoaktowy obrzęd chrztu małych dzieci, dostosowany do prawdziwej sytuacji niemowląt oraz ich miejsca w Kościele i wielostopniowy obrzęd wtajemniczenia chrześcijańskiego, przeznaczony dla ludzi dorosłych ( z przywróceniem znów prawdziwego katechumenatu).

   W dniu 15 maja 1969 r. Kongregacja Kultu Bożego ogłosiła nową księgę liturgiczną, zawierającą „Obrzędy chrztu dzieci” przygotowane zgodnie z poleceniem soboru. Nowe obrzędy nie są jakimś przystosowaniem potrydenckiego rytu, ale stanowią w zbiorach ksiąg liturgicznych wydarzenie w pewnym sensie bez precedensu! Jest to kreacja zupełnie nowa i właściwie pierwszy w dziejach „obrzęd chrztu dzieci” w całym i pełnym słowa znaczeniu, ryt rzeczywiście dostosowany do prawdziwej sytuacji niemowląt.

   Księga Ordo Baptismi parvulorum Pawła VI ukazała się najpierw w serii editio typica, natomiast w 1973 r. ponownie – w drugim wydaniu typicznym (editio typica altera), uwzględniającym kilka zasadniczych zmian czy poprawek we wprowadzeniu ogólnym oraz pomniejsze zmiany w tytułach czy rubrykach.

   Polskie wydanie Obrzędów chrztu dzieci według Rytuału Rzymskiego zasadniczo nie różni się od typicznego wydania rzymskiego, z małymi wyjątkami. Opuszczono bowiem dwa rozdziały, uznane za nieprzydatne w naszej sytuacji (obrzędy chrztu bardzo wielkiej liczby dzieci oraz obrzędy chrztu dzieci dla katechisty w braku kapłana czy diakona), oraz przeniesiono wiele „tekstów do wyboru” z oddzielnego rozdziału do odpowiednich miejsc w trakcie samego rytu.

   Na 93 stronach nowej księgi w typicznym wydaniu zamieszczono: Dekret Kongregacji Kultu Bożego (krótki), wstęp ogólny, omawiający problem „chrześcijańskiego wtajemniczenia” od strony teologicznej i duszpastersko – prawnej (34 numery), ogólne wprowadzenie do chrztu dzieci o podobnym charakterze (31 numerów), a wreszcie siedem rozdziałów zasadniczej księgi. Są to:

I – obrzędy chrztu wielu dzieci

II – obrzędy chrztu jednego dziecka

III – obrzędy chrztu dla bardzo wielkiej liczby dzieci, opuszczone w wydaniu polskim

IV – obrzędy chrztu dziecka dla katechisty – w braku kapana, również pominięte w wydaniu polskim

V – obrzędy chrztu dzieci w niebezpieczeństwie lub w obliczu śmierci

VI – obrzędy przyniesienia do kościoła dziecka już ochrzczonego

VII – różne teksty, przydatne w czasie sprawowania liturgii chrzcielnej w odniesieniu do małych dzieci

   Nowe obrzędy chrztu dzieci mieszczą się w klasycznej strukturze obrzędowej, właściwej liturgii czasów; posiadają więc cztery wyraźne etapy lub części:

I – Obrzęd przyjęcia dzieci (obrzędy wstępne)

II – Święta celebracja słowa Bożego (liturgia słowa)

III – Celebracja chrztu (obrzędy sakramentu)

IV – Zamknięcie rytu (obrzędy zakończenia)

   Częściom tym odpowiadają też różne „miejsca” ich sprawowania, co ułatwia wiernym dostrzeżenie zarówno struktury obrzędów, jak i specyficznej dynamiki rozwijającego się dialogu: od „przyjęcia” u drzwi świątyni, poprzez stół słowa i zasadnicze „wydarzenie” przy chrzcielnicy, aż po otwarcie perspektywy na dalsze etapy wtajemniczenia chrześcijańskiego - - „przed ołtarzem” eucharystycznym.

Kiedy chrzcić?

   Nowe obrzędy chrztu dzieci już w całokształcie swej treści nie tylko nawiązują do paschalnego misterium Chrystusa, w które wszczepiają dziecko, ale też wyraźnie zalecają stary zwyczaj Kościoła wiązania chrztu z Wielkanocą – doroczną Paschą, z niedzielą jako „cotygodniową Paschą”, a także ze Mszą św. , która jest przecież w swej istocie ciągłym sprawowaniem paschalnej tajemnicy przez Kościół. Zasadniczym celem w tym akcencie, położonym na uprzywilejowanych czasach celebrowania chrztu jest urzeczywistnienie i uwypuklenie paschalnego charakteru tego sakramentu (Ad illustrandam Baptismi indolem paschalem, commendatur...).

   Winno się dbać, by w każdą Wigilię Paschalną, przynajmniej w parafiach, sprawowano kilka lub chociaż jeden chrzest w ramach tej „uroczystości nad uroczystościami”; a już bardzo należałoby dbać o udzielanie tego sakramentu z zasady w niedzielę ( np. jedną w miesiącu, z góry ustaloną), podczas Mszy św. z udziałem wiernych miejscowej wspólnoty. Nie należałoby jednak zbyt często stosować tej formy celebracji, gdyż zakłócałoby to normalny bieg uczestnictwa wiernych w niedzielnej Mszy św. (ne nimis frequenter fiat).

   Każdy zatem dzień może być dniem udzielania chrztu, ale uprzywilejowanym czasem był niegdyś i jest nadal w Kościele „ten dzień, który nam Pan uczynił” (Ps 118, Wlg 117,24), a którym jest Wielkanoc 9trwająca przez pięćdziesiąt dni) oraz każda niedziela.

Podstawowa struktura obrzędów chrzcielnych

   Wspólnotowe, „kościelne” spojrzenie na wydarzenie chrztu w miejscowej gminie każe postawić na pierwszym miejscu „zbiorową” celebrację tego sakramentu, a za „typowe” uważać „obrzędy chrztu wielu dzieci”. Uwidacznia się wtedy lepiej i wyraża prawda, że wszyscy napojeni zostaliśmy jednym Duchem i zespoleni z Panem w jednym chrzcie (por. Ef 4,4n).

1. Obrzęd przyjęcia dzieci (Ordo recipiendi parvulos)

a)     Procesja z radosnym śpiewem

   Pierwsza część obrzędów nawiązuje do starej tradycji pierwszego oficjalnego spotkania dorosłego kandydata do chrztu z Kościołem, który włączał go w szeregi katechumenów. Sytuacja małego dziecka nadaje inny charakter temu obrzędowi, ale coś z niego i tu znajduje swój wyraz.

   Przy drzwiach kościoła lub w specjalnym pomieszczeniu gromadzą się rodzice z dziećmi na ręku, chrzestni oraz inni członkowie rodzin. W zakrystii przygotowuje się celebrans z asystą. Kapłan (lub diakon) ubiera się w albę czy też komżę, stułę białego koloru i ewentualnie kapę. W przypadku większej ilości kandydatów do chrztu, liturgię tę mogą „koncelebrować” z głównym celebransem również inni kapłani lub diakoni, ubrani w sobie właściwy strój (bez kapy!).

   Pierwszym aktem liturgicznym jest „procesja” celebransa i całej asysty do drzwi kościoła. Inni uczestnicy liturgii zajmują miejsca w nawie świątyni. Procesji winien towarzyszyć śpiew odpowiedniego psalmu lub dostosowanej pieśni, która wyrażałaby radość, wspólnotę ludu Bożego i odświętny, paschalny nastrój całego zgromadzenia.

b)     Przywitanie

   Celebrans przewodniczący liturgii wita czekających z dziećmi rodziców oraz chrzestnych i krewnych. Krótkie nawiązanie kontaktu z głównymi uczestnikami obrzędów chrzcielnych powinno wyrażać trzy wątki:

-         radość, z jaką rodzice i inni przyjęli nowonarodzone dziecko (lub winni przyjąć. Problem dzieci „niechcianych” może i tu znajduje swoje „naprostowanie”?);

-         odniesienie do ostatecznego źródła wszelkiego życia, do Boga, który dał to dziecko w darze chrześcijańskim rodzicom;

-         przypomnienie zbawczej woli Boga, który dając fizyczne życie, pragnie przede wszystkim obdarzyć człowieka pełnią życia, swą łaską jako udziałem w życiu samego Boga, co właściwie teraz ma nastąpić i ujawnić się w sposób uchwytny poprzez sakrament chrztu.

c)     Pytania wstępne

   Pierwsze pytanie dotyczy imienia, co wskazuje na realny dialog, symbolizujący zarazem ów wielki „dialog zbawienia”, w którym Bóg woła „po imieniu” każdego i oczekuje na osobistą odpowiedź. Nowością jest „realizm” obrzędów, polegający na tym, że celebrans nie stawia pytań dziecku – niemowlęciu ( jak w potrydenckim Ordo!), lecz jego rodzicom, którzy decydują o wyborze imienia dla swego dziecka i faktycznie mogą w tym „małym dialogu” odpowiadać.

   Pytanie stawia celebrans rodzicom każdego dziecka osobno; w wypadku zbyt wielkiej liczby dzieci do chrztu pytanie stawia jeden raz pod adresem wszystkich rodziców równocześnie, natomiast odpowiedzi z ust rodziców padają pojedynczo, kolejno. Pytanie brzmi: „Jakie imię wybraliście dla swojego dziecka?”.

   Drugie pytanie dotyczy już zasadniczej treści nie tylko „małego dialogu” obrzędowego, ale samej istoty „wielkiego dialogu zbawienia”, który w sposób uchwytny, sakramentalny, rozpoczyna się właśnie wydarzeniem chrztu świętego. Tu padają zarówno wielkie „zawołania” oraz „obdarowania”, jak i dalekosiężne „zobowiązania”. Ów wielki dialog musi być podjęty przez człowieka świadomie i w prawdziwej wolności. Ciężar odpowiedzialności spoczywa na rodzicach. Pytanie brzmi: „O co prosicie Kościół Boże dla N? lub : „O co prosicie Kościół Boży dla swoich dzieci?” w przypadku wielkiej liczby kandydatów.

   Celebrans występuje tu w imieniu Kościoła Chrystusowego, który otrzymał rozkaz swojego Mistrza: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu....”(Mt 28,19). Kościół ma prawo i obowiązek udzielania chrztu, gdyż wiąże się to z najgłębiej rozumianą jego misją oraz naturą. Chrzest stanowi „bramę” królestwa Bożego i życia wiecznego; zaczątek wszystkiego, co później rozwinie się w sercu chrześcijanina na jego drodze do Boga. Dlatego odpowiedzi mogą brzmieć: „O chrzest”, „O wiarę”, „O łaskę Chrystusa” , „O przyjęcie do Kościoła”, „O życie wieczne”.

d)     Uświadomienie rodzicom ich odpowiedzialności

   Celebrans przypomina rodzicom, że ich prośba nie jest czystą formalnością, lecz bardzo odpowiedzialną decyzją. Pociąga za sobą ścisły obowiązek wychowania dziecka w klimacie wiary, doprowadzenia do wiary osobistej oraz do życia zgodnego z powołaniem chrześcijańskim. To najpierw rodzice mają nauczyć dziecko „moralności faktu”, życia chrześcijańskiego jako konsekwencji wiary oraz chrztu.

e)     Pytanie pod adresem chrzestnych

   Rytuał potrydencki wysuwał rolę chrzestnych na plan pierwszy, pomijając samych rodziców. Obecne obrzędy chrztu dzieci wyeksponowały z poczuciem realizmu życiowego samych rodziców. Oni przecież nieomal bez przerwy będą mieć do czynienia z dzieckiem na każdy dzień i będą w stanie przyczyniać się skutecznie do rozwoju jego wiary. Rola chrzestnych zeszła więc na drugi plan i jest nadal ważną funkcją kościelną, ale tylko pomocniczą. W całej ostrości i odpowiedzialnym zaangażowaniu funkcja chrzestnych występować powinna nade wszystko w dwóch wypadkach: gdy rodziców zabraknie lub gdy zaniedbują swój obowiązek chrześcijańskiego wychowywania. W tym sensie należy chrzestnych uświadomić oraz przygotować. Wtedy pytanie postawione przez celebransa w ramach obrzędów wstępnych, nie będzie formalnością obrzędową, lecz uzewnętrznieniem postawy zaangażowania współpracowników w wielkim i godnym dziele kształtowania wiary rosnącego chrześcijanina. Pytanie postawione chrzestnym brzmi: „Drodzy rodzice chrzestni, czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tych dzieci w wypełnianiu ich obowiązku?”. Wspólna ( to nie znaczy anonimowa!) odpowiedź chrzestnych brzmi: „Jesteśmy gotowi”.

f)       Znak krzyża na czole jako wyraz przyjęcia do Kościoła

   Po raz pierwszy celebrans zwraca się do dzieci wprost po imieniu. Nie jest to wszakże pytanie, lecz oznajmienie, wypowiedziane wobec rodziców, chrzestnych i zebranych. Wyraża ono fakt radosnego przyjęcia dziecka do wspólnoty chrześcijańskiej (parafii, a tym samym diecezji i Kościoła Powszechnego, por. KL 42; KK 26). Celebrans wyraża ten radosny gest Kościoła, przygarniającego dziecko jako swego „katechumena”, tradycyjnym i pełnym treści biblijnej znakiem krzyża, który po raz pierwszy nakreślony zostanie teraz na czole dziecka, wkraczającego w życie.

   Gest ten poprzedza zwięzła formuła oznajmująca zebranym jego sens. Przedstawiciel Kościoła mówi: „N.N. (albo: Drogie dzieci), wspólnota chrześcijańska przyjmuje was z wielką radością. Ja zaś w imieniu tej wspólnoty znaczę was znakiem krzyża, a po mnie naznaczą was tym samym znakiem Chrystusa Zbawiciela wasi rodzice (i chrzestni)”.

   Celebrans kreśli w milczeniu znak krzyża na czole każdego dziecka, następnie zaprasza rodziców, by uczynili to samo. Może zaprosić także chrzestnych, jeśli uzna to za stosowne.

   Przypomnieć tu należy, że jest to jedyny obrzęd z dawnego „przyjęcia do katechumenatu”, który pozostał do dziś we wstępnych obrzędach chrztu dzieci. W pierwszych wiekach znak krzyża otwierał właściwy katechumenat. Później (VI – VII w.) znaczony był przez celebransa, rodziców chrzestnych i bliskich na czole dzieci podczas pierwszego skrutinum w środę po III niedzieli Wielkiego Postu.

g)     zaproszenie na liturgię słowa i procesja ze śpiewem

   Na zakończenie obrzędów wstępnych, wyrażających „przyjęcie” dzieci do wspólnoty kościoła, celebrans zaprasza wszystkich zebranych, a przede wszystkim rodziców, by wzięli udział w słuchaniu słowa Bożego. Rozważanie to budząc i ożywiając wiarę przede wszystkim rodziców przygotowuje do tak ważnego aktu, jakim będzie chrzest ich dzieci.

   Przejście do miejsca słuchania słowa Bożego w miarę możliwości winno przybrać formę (drugiej już!) procesji; jak zawsze powinien jej towarzyszyć śpiew wyrażający wspólnotę, radość, miłość, świąteczny nastrój. Zaproponowane wersety Psalmu 85 (Wlg 84) wyrażają zbiorowe wyznanie ufności i nadziei na ocalenie Izraela w oparciu o Boże obietnice. Odnoszą się one również do nas wszystkich, uzewnętrzniając postawę chrześcijańskiej ufności, radosnej nadziei pokładanej w bożym działaniu sakramentalnym.

   Na czas całej liturgii słowa można przenieść małe dzieci do innego odpowiedniego miejsca i pozostawić je pod odpowiednią opieką. Chodzi o to, aby nie przeszkadzały starszym w spokojnym wysłuchaniu słowa bożego oraz głębszym wniknięciu w jego treść.

2.Liturgi słowa Bożego (Sacra verbi dei celebratio)

   Ta część obrzędu jest elementem zupełnie nowym, wspólnym zresztą wszystkim akcjom liturgicznym w posoborowym kształcie.

a)     Czytania biblijne ( lectiones biblicae )

   Zaproponowany przez Ordo „skarbiec biblijny” zawiera 21 perykop, wziętych zarówno ze Starego jak i z Nowego Testamentu. W obrębie samego obrzędu podano 4 perykopy (J 3,1 –6; Mt 28,18 – 20; Mk 1,9 – 11; Mk 10,13 – 16), podkreślając chyba tym samym ich specjalną przydatność w obrębie chrztu dzieci. Natomiast pozostałych 17 perykop zamieszczono w r. VII Textu diversi.

   Polskie OCD znacznie ułatwiły duszpasterzom przygotowanie odpowiedniego zestawu czytań oraz przeprowadzenie liturgii słowa podając w specjalnym rozdziale nie tylko odsyłacze do odpowiednich miejsc Pisma św, ale publikując odnośne teksty in extenso oraz zaopatrując każde z nich w zwięzłe, a treściwe wprowadzenie. Szkoda, że nie zwrócono specjalnej uwagi duszpasterzy na 4 perykopy ewangeliczne, preferowane przez rzymskie Ordo.

   Zestaw 21 czytań biblijnych jest tylko propozycją ułatwiającą. Można oczywiście wybrać inne teksty biblijne, o ile bardziej odpowiadają konkretnym potrzebom wspólnotowym lub rodzice życzą sobie tego.

  Ilość czytań nie jest określona z góry. Mogą być dwa lub jedno ( w niedzielę trzy); pomiędzy czytaniami można też wykonywać śpiewy psalmów lub innych wersetów. Ordo proponuje 3 Psalmy responsoryjne (Ps 23; Ps 27; Ps 34;) oraz sześć wersetów przed Ewangelią (J 3,16;     J 8,12; J 14,5; Ef 4, 5 – 6; 2 Tm 1, 10b; 1 P 2,9).

b)     Homilia

   Celebrans wygłasza krótką homilię do uczestników liturgii, mając na uwadze głównie rodziców i najbliższych. Dobrze, gdy inni przy tej okazji odnowią swą świadomość chrztu, ogromu obdarowania oraz powagi płynących zeń zobowiązań. Trzy zadania stoją przed kaznodzieją:

-         wyjaśnienie przeczytanych tekstów biblijnych, by stały się dla aktualnych uczestników zrozumiałe w sensie teologicznym i biblijnym (illustrantur ea quae lecta sunt)

-         wprowadzenie zebranych w głębsze rozumienie misterium, dokonujące się podczas chrzcielnego zanurzenia – obmycia (teologicznie rzecz najważniejsza w homilii!)

-         przypomnienie poważnych obowiązków, wynikających z faktu chrztu dzieci, zwłaszcza rodziców i chrzestnych, w oparciu o autorytet Bożego słowa i sakramentalną rzeczywistość misterium oraz skuteczne zachęcenie do rzeczywistego wypełniania w przyszłości podjętych zobowiązań (punkt istotny duszpastersko)

c)     Modlitwa w ciszy i śpiew

   Celebrans zachęca wszystkich do modlitwy osobistej w zaciszu własnego serca. Winna to być prawdziwa refleksja w milczeniu, a nie tylko symboliczna chwila na oddech. Na słowo Boże odpowiadamy otwarciem się wewnętrznym, modlitwą, ciszą serca gotowego na pełnienie Bożych decyzji.

   Po odpowiednim czasie milczenia można zaśpiewać w tym miejscu dostosowaną aklamację biblijną lub inny tekst, wyrażający postawę ludu Bożego jako wspólnoty utworzonej i kształtowanej Bożym słowem. Nowe obrzędy zamieszczają dość bogaty wybór takich aklamacji, hymnów biblijnych czy starożytnych tekstów liturgicznych, podanych w piątej części rozdziału VII Textus diversi. Polskie OCD zamieszcza je w swoim ostatnim V rozdziale, zaraz po tekstach czytań i psalmów.

d)     Modlitwa powszechna z litanią

   W obrębie odpowiedzi na słowo Boże kapłańska wspólnota wybranego ludu modli się do Ojca przez Chrystusa Najwyższego Kapłana i Pośrednika. Specyficzny kształt chrzcielnej Modlitwy wiernych przejawia się w jej zakończeniu. Nie jest to jednak forma Kolekty, zanoszonej przez celebransa do Boga, lecz krótka litania wezwań, skierowanych do świętych, z prośbą o ich wstawiennictwo u Boga. Po wprowadzeniu do modlitwy i kilku wezwaniach następują inwokacje litanijne ( do Matki bożej, św. Józefa, św. Jana Chrzciciela, św. apostołów Piotra i Pawła), do których należy dodać imiona świętych patronów dzieci, które właśnie mają przyjąć chrzest, a także patronów miejscowego Kościoła,  a na koniec wezwanie: „Wszyscy święci i święte boże, módlcie się za nami”, co zamyka Modlitwę Powszechną.

   Ordo proponuje pięć różnych schematów takiej Modlitwy Powszechnej, z których pierwsza zamieszczona jest w trakcie rytu, inne zaś w drugim dziale Textus diversi. Polskie OCD podaje wszystkie wzory Modlitwy Powszechnej w obrębie rytu chrzcielnego, co wydaje się bardziej praktyczne z punktu widzenia duszpasterskiego.

e)     Modlitwa z egzorcyzmem (i przedchrzcielne namaszczenie olejem katechumenów )

   Pozostałością dawnych, licznych egzorcyzmów jest „modlitwa z egzorcyzmem”, a właściwie, to „modlitwa egzorcyzmu” (Oratio exorcismi). O ile klasyczne egzorcyzmy zwrócone były wprost do szatana, co nieraz zaskakiwało, dziwiło, a nawet gorszyło, o tyle w zaproponowanej formie egzorcyzm przybiera kształt modlitwy zwróconej do Boga, aby oddalił od nas moc szatana i wyrwał dzieci z jarzma grzechu pierworodnego. Teologicznie jaśniej wychodzi w takim ujęciu absolutna władza boga nad wszystkim, nawet nad mocą Złego. Nam zaś bardziej przystoi wchodzić w dialog z Panem niż „rozmawiać” z kusicielem, nawet wypędzając go i złorzecząc mu. Tylko Bóg nas może ustrzec skutecznie i wyrwać spod mocy szatana. Stąd modlitewna forma egzorcyzmu lepiej pełni swą funkcję w obrębie chrzcielnego rytu. Dwie formuły (ad libitum) pozwalają też bardziej dostosować treść egzorcyzmu do konkretnego środowiska. Polskie OCD podaje obydwa teksty obok siebie w trakcie obrzędu.

   W starej tradycji Kościoła egzorcyzm chrzcielny wiązał się z namaszczeniem olejem katechumenów (czyli olejem egzorcyzmu). Ordo rzymskie zachowuje ten obrzęd „przedchrzcielnego namaszczenia”, ale uwzględniając różne typy kultury oraz miejscowe trudności dozwala z ważnych racji (propter graves rationes!) opuścić obrzęd namaszczenia katechumenów i zastąpić go krótką formułą zastępczą: „Niech was broni moc Chrystusa Zbawiciela, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen”. Na mocy decyzji Konferencji Episkopatu Polski zatwierdzonej przez Rzym, w naszym OCD „opuszcza się namaszczenie katechumenów”.

f)       Włożenie ręki

   Po egzorcyzmie ma miejsce wymowny gest biblijny nałożenia ręki na głowę każdego z kandydatów do chrztu. Gest ten ma całą gamę znaczeń. W tym wypadku formuła poprzedzająca zabarwia znaczeniowo obrzęd nałożenia ręki w sensie przyjęcia dziecka przez Kościół pod swoją opiekę oraz błagania o tę moc ochraniającą od zła, o której była mowa w formule słownej. Kościół posiada Ducha Świętego jako Moc Bożą zbawczą i wciąż ją wyprasza dla swych dzieci oraz dla całego świata. Epiklektyczny gest nałożenia ręki uzewnętrznia obrzędowo wołanie o Bożą moc, o Ducha Świętego dla tych małych dzieci, które w sposób specjalny weszły już w zasięg wpływu Kościoła.

g)     Procesja do chrzcielnicy

   Właściwa liturgia słowa już się zakończyła wcześniej, a obrzędy związane z egzorcyzmem, nawiązując do starej tradycji chrzcielnej, stanowiły jakby pomost między „dydaktyczną” częścią obrzędów i „sakramentalnym” rytem. Formę takiego „pomostu”, łącznika, czy przejścia pełni także ewentualna procesja do chrzcielnicy, oczywiście z odpowiednim śpiewem. Ma to miejsce przede wszystkim wtedy, gdy chrzcielnica znajduje się poza kościołem (specjalne baptysterium) lub jest niewidoczna dla wiernych pozostających w głównej nawie (kaplica chrzcielna kościoła).

   Jeżeli ogół wiernych widzi chrzcielnicę ze swych miejsc w kościele, wtedy do chrzcielnicy udaje się tylko celebrans, rodzice z dziećmi i chrzestni. Tej „małej procesji” może również towarzyszyć śpiew wiernych.

  W każdym z tych przypadków można (i zaleca się) śpiew odpowiedniego psalmu lub pieśni czy aklamacji. Zaproponowano w obrzędach Psalm 23.

3. Liturgia sakramentu (celebratio Baptismi)

   Dwie serie obrzędów otaczają ryt samego chrztu; jedne poprzedzając, inne następując po sakramentalnym obmyciu.

     Obrzędy poprzedzające od czasów starożytności chrześcijańskiej miały wydźwięk bezpośredniego przygotowania czy  uzewnętrznienia postawy wymaganej do chrztu (nawrócenie i wiara!) oraz nadania żywiołowi wody w konkretnym zastosowaniu właściwej wymowy typu „znaku sakramentalnego” (poświęcenie wody).

     Obrzędy następujące po chrzcielnym obmyciu mają charakter wyjaśniający; uzewnętrzniają w symbolach niewidzialną rzeczywistość samego misterium chrztu.

A.     Obrzędy poprzedzające

a)     Przypomnienie znaku wody

   Po przyjściu do chrzcielnicy lub miejsca celebracji samego chrztu celebrans kieruje uwagę uczestników na zasadniczy znak chrzcielnicy, którym z woli Boga i ustanowienia Chrystusa jest woda. Wychodząc od uchwytnego znaku materialnego celebrans „w krótkich słowach” (breviter) przypomina zebranym Boży zamysł zbawczy objawiony w Chrystusie na mocy którego właśnie woda służyć będzie za widzialny znak uświęcenia całego człowieka (duszy i ciała). Przypomnienie to ma mieć charakter zachęty do modlitwy o duchowe skutki materialnego „zanurzenia – obmycia” tych oto dzieci podczas chrztu. Dwa wzory podają obrzędy jako ewentualną możliwość takiego wprowadzenia – zachęty, co zresztą w niczym nie krępuje twórczej inicjatywy celebransa. Oto propozycje z Ordo: „Módlmy się, aby Bóg wszechmogący obdarzył te dzieci nowym życiem z wody i Ducha Świętego”; albo: „Wiecie, że Bóg obdarzył wierzących swoim życiem przez święty znak wody. Skierujmy więc do Niego nasze myśli i módlmy się jednym sercem, aby zechciał ze źródła chrzcielnego wylać swoją łaskę na tych wybranych”.

b)     Poświęcenie wody albo modlitwa dziękczynna nad wodą (Benedictio et invocatio Dei super aquam)

   Zgodnie ze starym zwyczajem Kościoła, wywodzącym się gdzieś od II – III wieku (Tertulian), przed chrztem święci się wodę służącą do sakramentalnego „zanurzenia – obmycia”. Jest to raczej „wzywanie” czy „przyzywanie Boga nad wodą” (invocatio Dei super aquam), by nadał jej moc sprawiania tak niesłychanych skutków duchowych.

   Najbogatszy obrzęd „poświęcenia wody chrzcielnej” ma miejsce w ramach obrzędów Wigilii Paschalnej i tą wodą należy chrzcić przez cały okres Paschy, aż do Zesłania Ducha Świętego czyli Pięćdziesiątnicy Paschalnej.

   Poza okresem wielkanocnym każdorazowo „święci się” wodę chrzcielną w obrębie samego rytu sakramentalnego. Nowe obrzędy proponują do wyboru aż trzy formuły. Pierwsza wzięta jest z Wigilii Paschalnej i może być stosowana poza okresem paschalnym. Rzymskie Ordo zamieszcza w obrębie samego rytu chrzcielnego tylko pierwszą formułę. Polskie OCD konsekwentnie zamieszczają wszystkie trzy.

c)     Wyrzeczenie się zła (abrenuntiatio)

   W klasycznym obrzędzie inicjacji chrześcijańskiej z III i IV wieku, wyrzeczenie się szatana i wszelkich jego spraw należało do obrzędów bezpośrednich związanych z obmyciem chrzcielnym.

   W nowych obrzędach chrztu dzieci, zgodnie z postulatem autentyzmu, nie można wymagać od dzieci – niemowląt, by manifestowały swe odwrócenie się od zła oraz jego źródła. Natomiast można publicznie wyrazić odnowienie takiej postawy u osób dorosłych, związanych z dziećmi i za nie odpowiedzialnych. Idzie głównie o rodziców i chrzestnych.

   Najpierw ma więc miejsce zachęta do „anamnezy” własnego chrztu u rodziców i chrzestnych. Ma to być „anamneza” działająca skutecznie, „uobecniająca” ich własny chrzest w decyzji odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych jako aktualnej postawy wewnętrznej. Jest to nieodzowne w obliczu wciąż przypominanych i tak poważnych zobowiązań. Mają oni doprowadzić do wiary dojrzałej swe dzieci i strzec w nich daru Bożego życia.

   „Wyrzeczenie” to jest „negatywna” strona procesu nawrócenia. Drugim biegunem tego zwrotu dogłębnie poruszającego całą istotę człowieka wraz z jej korzeniami , jest przylgnięcie do Chrystusa i powierzenie mu całego swojego losu.

   Wprowadzenie, które celebrans kieruje do rodziców i chrzestnych, zawiera wzmiankę o całym procesie „nawrócenia – wiary” i do obydwu faz chrzcielnej decyzji się odwołuje:

   „Drodzy rodzice i chrzestni, przyniesione przez was dzieci otrzymają z miłości Bożej przez sakrament chrztu nowe życie z wody i z Ducha Świętego. Starajcie się je w wierze wychowywać tak, aby zachować w nich to boże życie od skażenia grzechem i umożliwić jego ustawiczny rozwój. Jeśli więc, kierując się wiarą, jesteście gotowi podjąć się tego zadania, to wspominając swój własny chrzest (Baptismi vestri memores) wyrzeknijcie się grzechu i wyznajcie wiarę w Jezusa Chrystusa. Jest to wiara Kościoła, w której wasze dzieci otrzymują chrzest”.

   Przygotowanie to winno nadać poważny i odpowiedzialny charakter odnawianym przyrzeczeniom; tu bowiem zawsze grozi niebezpieczeństwo taniego, rytualnego deklamowania czegoś niezrozumiałego, „potrzebnego” obrzędowo, ale traktowanego z przymrużeniem oka i z pewnym zażenowaniem. A przecież odnowienie to ma być powrotem do prawdy własnego chrztu, ponownym zwrotem do pierwszej miłości i świeżości życia chrześcijańskiego, radykalnego odwrócenia od zła. Wprowadzenie to i zachętę należałoby mówić powoli, dobitnie i z wielką powagą. Wtedy dialog „wyrzeczenia się zła” nabierze właściwego sobie (admonet) ciężaru gatunkowego.

   Trzy pytania celebransa kreślą przed uczestnikami prawdę o grzechu, który jest niewolą, wieloma sposobami „opanowuje” człowieka powoli niby mackami wykorzystując nadarzające się okazje, a całym tym mechanizmem porusza wielka inteligencja i „główny sprawca grzechu”, szatan. Aklamacja wypowiadana trzykrotnie przez rodziców i chrzestnych publicznie jest zobowiązującym odnowieniem odpowiedzialnej postawy wewnętrznej : „Wyrzekamy się!”

   Pytania celebransa zwięźle prowadzą od „owocu”, poprzez „gałęzie i konary” aż do „korzeni” i źródeł zła:

-         Czy wyrzekacie się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych?

-         Czy wyrzekacie się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby was grzech nie opanował?

-         Czy wyrzekacie się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu?

d)     Wyznanie wiary (professio fidei)

   Cały Kościół reprezentują w czasie obrzędów chrzcielnych wszyscy zebrani. Na nich też, choć w różnym stopniu, spoczywa odpowiedzialność za rozwój wiary w nowoochrzczonych. Celebrans każe wyznać publicznie „wiarę Kościoła” rodzicom i chrzestnym i od nich przyjmuje ów uroczysty akt odnawianej professio fidei. W trzech pytaniach celebransa: „Czy wierzycie w... zawiera się właściwie cały Skład Apostolski, podzielony „trynitarnie”. Odpowiedź rodziców i chrzestnych po każdym pytaniu o wiarę brzmi niby echo pierwszych soborów powszechnych: „Wierzymy!”. W wyznawaniu tym rodzice i chrzestni nie są osamotnieni. Do nich dołączają wszyscy zebrani. Po wyznaniu wiary celebrans mówi: „Taka jest nasza wiara. Taka jest wiara Kościoła, której wyznawanie jest naszą chlubą, w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Amen.”

e)     Chrzest (Baptismus)

   Po obrzędach przygotowawczych celebrans zaprasza pierwszą rodzinę, by podeszła do chrzcielnicy. Pyta jeszcze raz o imię dziecka i przypominając powagę chwili oraz zobowiązań, pyta: Czy chcecie, aby N. otrzymał chrzest w wierze Kościoła, którą przed chwilą wspólnie wyznaliśmy?”  Gdy rodzice i chrzestni odpowiedzą: „Chcemy”, celebrans jako przedstawiciel Kościoła, dokonuje samego sakramentalnego aktu chrztu.

   Możliwa jest podwójna forma udzielania chrztu: przez zanurzenie albo przez polanie. W drugim przypadku  dziecko do chrztu powinna trzymać matka albo ojciec. Można zachować zwyczaj powierzania tej funkcji chrzestnym.

   Przy samym chrzcie celebrans trzykrotnie polewa głowę dziecka i wymawia równocześnie słowa: „N. , ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”.

   Po chrzcie każdego dziecka wszyscy zebrani śpiewają lub powtarzają jakąś krótką aklamację. Polskie OCD zamieszcza w tym miejscu jeden tylko tekst: „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu”.

   Aklamacja taka jest nowością w obrzędach chrzcielnych. Drugą nowością jest powrót do możliwości udzielenia chrztu dzieciom przez zanurzenie. Trzecią zaś możliwość koncelebrowania chrztu przez wielu kapłanów lub diakonów.

B.    Obrzędy Wyjaśniające

a)     Namaszczenie Krzyżmem świętym (Unctio sacri chrismatis)

   W serii trzech obrzędów „wyjaśniających”, pierwsze miejsce zajmuje tradycyjne „namaszczenie Krzyżmem”. Dokonuje tego obrzędu chrzczący namaszczając w milczeniu szczyt głowy dziecka. Symbolika „wyjaśniających” obrzędów mówi o tym, co się dokonało poprzez chrzcielne obmycie. „Krzyżmo zbawienia” przypomina, że neofita złączony został z Chrystusem (= Mesjaszem), pełniącym na ziemi potrójną funkcję mesjańską: Proroka, Kapłana i Króla, a także włączony został w mesjańską wspólnotę kościoła, której Głową jest Chrystus Pan. Dla zrozumienia symboliki konieczny jest tekst przygotowujący świadomość wiernych: „Bóg wszechmogący, Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który was uwolnił od grzechu i odrodził z wody i Ducha Świętego, On sam namaszcza was Krzyżmem zbawienia, abyście włączeni w lud boży, wytrwali w jedności z Chrystusem Kapłanem, Prorokiem i Królem na życie wieczne. Wszyscy: Amen”.

b)     Włożenie białej szty (Imositio vestis candidae)

   Zachowany obrzęd „białej szaty” jest drugim symbolem „wyjaśniającym” chrzcielne misterium w sposób uchwytny. Poprzedzający tę czynność tekst przypomina następne aspekty tego, co się dokonało w chrzcie: „N.N., staliście się nowym stworzeniem i przyoblekliście się w Chrystusa, dlatego otrzymujecie białą szatę. Niech wasi bliscy słowem i przykładem pomagają wam zachować godność dzieci Bożych nieskalaną aż po życie wieczne. Wszyscy: Amen”.

   Jedyni biały kolor jest tu dopuszczalny. Jako pamiątka chrztu powinna pozostać ta symboliczna biała szata w rodzinie, stanowiąc okazję do cennej „anamnezy” chrztu jako „przyobleczenia się” w Chrystusa.

c)     Wręczenie zapalonej świecy (Traditio cerei accensi)

   Trzecim symbolem „wyjaśniającym” teologię chrztu w bardzo przystępnym języku materialnych znaków jest zapalenie świecy każdego dziecka od płonącego paschału. Celebrans bierze świecę paschału i mówi: „Przyjmijcie światło Chrystusa”. Po jego słowach podchodzą przedstawiciele każdej rodziny, by zapalić od paschału świecę swego dziecka. Gdy to uczynią, celebrans wyjaśnia głębszy sens tego obrzędu w słowach: „Podtrzymywanie tego światła powierza się wam rodzice i chrzestni, aby wasze dzieci, oświecone przez Chrystusa, postępowały zawsze jak dzieci światłości, a trwając w wierze, mogły wyjść na spotkanie przychodzącego Pana razem z wszystkimi świętymi w niebie”.

d)     „Effeta”! (Ephephetha)

W polskim OCD opuszczono ten starożytny obrzęd ze skrutinium in apertione aurium

wywodzący się z Ewangelii (por. Mk 7, 31 – 37).

4. Zakończenie obrzędu (Conclusio ritus)

a)     Procesja do ołtarza (processio ad altare)

   Procesja kieruje się ku ołtarzowi, gdzie w końcowych obrzędach podkreślona zostanie zasadnicza jedność całego procesu chrześcijańskiego wtajemniczenia. Sama procesja uprzytamnia fakt, że inicjacja chrześcijańska jest drogą. Chrzest ją zapoczątkował i domaga się kontynuacji, dalszego rozwoju. Następne etapy wtajemniczenia to bierzmowanie i Eucharystia.

   Podczas procesji winno się śpiewać jakąś pieśń chrzcielną, utrwalającą w świadomości oraz przeżyciu uczestników prawdę, że oto stało się coś wielkiego w naszej wspólnocie parafialnej, ale się nie skończyło.

b)     Modlitwa Pańska (Recitatio orationis dominicae)

   Perspektywę dalszej drogi sakramentalnego wtajemniczenia ukazuje celebrans w przemówieniu wygłaszanym do rodziców, chrzestnych i wszystkich zebranych.  Stojąc przed ołtarzem, do którego zmierzała procesja, mówi: „Najmilsi, te dzieci odrodzone przez chrzest święty, nazywają się dziećmi Bożymi i są nimi rzeczywiście. W sakramencie bierzmowania otrzymają pełnię Ducha Świętego, a przystępując do ołtarza Pańskiego, staną się uczestnikami Jego Uczty Ofiarnej i razem ze zgromadzonym Kościołem będą Boga nazywać Ojcem. Módlmy się zatem w ich imieniu i w duchu przybranych dzieci, którego otrzymaliśmy wszyscy, tak jak nas nauczył Pan Jezus”.

c)     Błogosławieństwo (benedictio)

   Ostatnim elementem ściśle obrzędowym jest uroczyste, rozbudowane błogosławieństwo. Skierowane ono jest do rodziców, najbliższych oraz wszystkich uczestników liturgii. Błogosławieństwo przybiera formę „potrójną”, obejmującą trzy grupy ludzi zebranych w świątyni. Najpierw dotyczy matek trzymających na ręku dzieci; później ojców; wreszcie wszystkich zebranych.

   Z czterech formuł uroczystego błogosławieństwa trzy są rozbudowane w trójczłonowe i bardzo treściwe zwroty, zamknięte w potrójnym „Amen”.

   Całość kończy się zwrotem rozesłania: „Idźcie w pokoju Chrystusa”.

d)     Magnificat – śpiew paschalnej radości i dziękczynienia

   W normalnych warunkach wszyscy zebrani śpiewają końcową pieśń wyrażającą paschalną radość i dziękczynienie za tak wielkie dary oraz łaski, jakich udzielił Bóg Kościołowi podczas chrztu tych dzieci.

   Zarówno rzymskie Ordo, jak i polski OCD dodają: „albo pieśń Najświętszej Maryi Panny: Wielbi dusza moja, Pana”.

e)     Zaniesienie dzieci przed ołtarz Najśw. Maryi Panny

   Nowe obrzędy w rzymskiej i polskiej wersji zachowały cenną tradycję zanoszenia dzieci przed ołtarz Matki Bożej. „Tam, gdzie jest taki zwyczaj..., wypada go utrzymać”. W świetle pogłębionej nauki Kościoła (sobór) o miejscu i roli Maryi w ekonomii zbawienia (por. np. KL 103; KK 52 – 69) oraz wobec sprecyzowania Jej tytułu „Matka Kościoła”, gest taki wydaje się bardzo uzasadniony i teologicznie nie tylko poprawny, ale bardzo głęboki. Wskazuje też na Kościół jako Rodzinę Bożą, w której z Jego woli i wyboru Maryja pełni rolę Matki.

 

 

 

 

Katecheza 5: Rachunek sumienia z przykazań Bożych od IV - X

 

Czwarte przykazanie Boże

( Wj 20,12; Łk 2,51; Mk 7,8-13; Ef 6,1-3; KKK 2197- 2257 )

 

a.      Myśli przewodnie:

            Czwarte przykazanie Boże ukazuje porządek miłości. Bóg chce, abyśmy po Nim czcili naszych rodziców, którym zawdzięczamy życie i którzy przekazali nam wiedzę o Bogu. Wzywa nas, byśmy czcili i szanowali tych wszystkich, którym Bóg – dla naszego dobra – udzielił swej władzy. Przykazanie to w sposób pozytywny określa obowiązki, jakie trzeba wypełnić. Wprowadza do następnych przykazań, które dotyczą szczególnego poszanowania życia, małżeństwa, dóbr ziemskich i słowa. Przykazanie to ujęte w szerszej perspektywie mówi również o tych, z którymi łączą nas więzy pokrewieństwa, o przełożonych i ustawia właściwą relację między podwładnymi a tymi, co mają władzę. Poszanowanie tego przykazania zapewnia wraz z owocami duchowymi, doczesne owoce pokoju i pomyślności ( por. KKK 2197-2200 ).

b.      Grzechy przeciw czwartemu przykazaniu Bożemu:

-         odrzucanie nauki Bożej o małżeństwie i rodzinie, uważanie małżeństwa za rzecz prywatną i nie 

przyjmowanie zasad etyki małżeńskiej,    

-         burzenie wspólnoty rodzinnej i nie podejmowanie obowiązków płynących z miłości i sprawiedliwości,

-         pogarda lub wyrządzanie krzywdy osobom starszym, chorym lub upośledzonym w rodzinie,

-         krzywdzenie pracowników, nie dotrzymywanie umów i brak życzliwości,

-          wprowadzanie zamieszania i poróżnienie członków rodziny lub burzenie wspólnoty w pracy,

-         brak czci okazywanej rodzicom i niewdzięczność wobec nich za dar życia i ciągłej miłości,

-         brak posłuszeństwa i uległości w tym, co służy dobru dziecka i rodziny,

-         nieposłuszeństwo wobec wychowawców i prawowitych opiekunów,

-         gardzenie dobrymi radami rodziców ( również po opuszczeniu domu ) i nie przyjmowanie uzasadnionych upomnień,

-         odmawianie pomocy rodzicom starym, chorym lub osobom potrzebującym pozostającym w pokrewieństwie,

-         brak dbałości o to, by chorzy członkowie rodziny mogli korzystać z sakramentów św. i opieki religijnej,

-         brak szacunku wobec rodzeństwa, gardzenie nim lub wykorzystywanie dla dogadzania sobie,

-         gorszenie członków rodziny i namawianie do porzucenia wiary lub życia wbrew przykazaniom Bożym,

-         brak dbałości ze strony rodziców o prawidłowy rozwój fizyczny swoich dzieci,

-         brak dbałości rodziców o odpowiednie wykształcenie i przygotowanie ich do odpowiedzialności za drugich,

-         zaniedbywanie wychowania religijnego przez lekceważenie nauki religii i praktyk religijnych,

-         zaniedbywanie wychowania moralnego przez obojętność wobec przykazań Bożych i brak właściwych pouczeń,

-         wprowadzanie atmosfery nienawiści i pogardy przez kłótnie, zniewagi i brak sprawiedliwości,

-         nienawiść i pogarda wobec rodziców niegodnych, a także brak pomocy tym członkom rodziny, którzy pobłądzili albo przeżywają kryzysy,

-         brak życzliwości na co dzień i chodzenie w gniewie, ubliżanie domownikom lub wychowawcom,

-         brak pomocy ze strony rodziców w odkrywaniu powołania życiowego dziecka lub przeszkadzanie w pójściu za głosem powołania,

-         wykorzystywanie swojej władzy do znęcania się fizycznego lub psychicznego nad drugą osobą,

-         nakazywanie swoim podwładnym takiego działania, które jest niezgodne z prawem Bożym,

-         brak współpracy dla dobra rodziny lub jakiejś wspólnoty, w której się żyje lub pracuje,

-         brak miłości wobec Kościoła lub Ojczyzny, nie podejmowanie obowiązków płynących z przynależności do nich,

-         posłuszeństwo takim prawom cywilnym, które są sprzeczne z prawem naturalnym i objawionym,

-         brak miłości wobec rodziców, krewnych i zmarłych dobroczyńców przez zaniedbywanie modlitwy za nich i troski o ich mogiły,

-         zaniedbywanie własnego rozwoju i twierdzenie, że moje życie jest „ moją prywatną sprawą”,

-         okłamywanie rodziców lub przełożonych, okradanie ich lub dogadzanie sobie kosztem drugich osób, robienie z nich własnych niewolników.

 

c.      Moje postanowienia:

           Dołożę starań, by dobrze poznać swoje życiowe powołanie. Będę „ poddany” swoim rodzicom, „wzrastać w łasce u Boga i u ludzi”. Włączę się w życie wspólnotowe w rodzinie i w parafii, a w klasie i w szkole będę świadomie budował cywilizację miłości.

 

Piąte przykazanie Boże

( Wj 20,13; Mt 5,21-22; KKK 2258-2330 )

 

a.      Myśli przewodnie:

              „ Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się stwórczego działania Boga i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest panem życia, od jego początku aż do końca. Nikt w żadnym przypadku nie może sobie rościć prawa do bezpośredniego niszczenia niewinnej istoty ludzkiej” ( KKK 2258 ). „ Zamierzone zabójstwo niewinnego człowieka pozostaje w poważnej sprzeczności z godnością osoby ludzkiej, ze „ złotą zasadą” i ze świętością Stwórcy. Prawo, które tego zakazuje jest prawem powszechnie obowiązującym: obowiązuje wszystkich i każdego, zawsze i wszędzie”         ( KKK 2261 ).

 

b.       Grzechy przeciw piątemu przykazaniu:

-         używanie większej siły niż potrzeba do obrony własnego życia,

-         zmierzanie do zabójstwa w myślach lub uczynkach,

-         uchylanie się od obrony życia drugiej osoby, dobra rodziny lub państwa,

-         stosowanie kar jedynie po to, by niszczyć napastnika, a nie stwarzać winowajcy możliwości do poprawy,

-         stosowanie środków krwawych w obronie życia i do ochrony porządku publicznego, gdy możliwe są i dostępne środki bezkrwawe,

-         bezpośrednie i zamierzone zabójstwo ( szczególnie ciężkimi grzechami są: dzieciobójstwo, bratobójstwo, zabójstwo rodziców i zabójstwo współmałżonka – z powodu naruszenia więzi naturalnych ),

-         zabójstwo pośrednie ( np. narażanie kogoś bez ważnego  powodu na śmiertelne ryzyko lub odmówienie pomocy osobie będącej w niebezpieczeństwie ),

-         brak szacunku do poczętego życia, gardzenie nim lub zabicie przed narodzeniem ( przerwanie ciąży ),

-         bezpośrednie przerwanie ciąży, tzn. zamierzone jako cel lub jako środek, jest głęboko sprzeczne z prawem moralnym,

-         formalne współdziałanie w przerwaniu ciąży ( KKK 2272 ),

-         nie podejmowanie obrony i leczenia ludzkiego embrionu, gdy są takie możliwości,

-         badania prenatalne są niemoralne, gdy w swym założeniu  mają prowadzić do przerwania ciąży,

-         wytwarzanie embrionów ludzkich po to, aby były używane jako materiał biologiczny,

-         manipulacje prowadzące do interwencji w dziedzictwo chromosomowe lub genetyczne,

-         popieranie słowami lub wewnętrznie ( w myślach ) praktyk zmierzających do zabijania nienarodzonych lub do manipulowania ludzkim życiem,

-         popieranie takich ludzi lub instytucji, które programowo głoszą nauki niezgodne z prawem do życia od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci,

-         gardzenie chorymi, kalekami lub starymi, odmawianie im należytych warunków do życia lub skazywanie ich na marną wegetację,

-         eutanazja bezpośrednia, niezależnie od motywów i środków, polegająca na położeniu kresu życia osób upośledzonych, chorych lub umierających ( por. KKK 2276-2279 ),

-         przerywanie lub zaniechanie zwykłych zabiegów należących się osobie chorej, opuszczenie jej w jej bólach i cierpieniach,

-         samobójstwo, czyli odebranie sobie życia, podejmowanie prób lub trwanie w zamiarach samobójczych,

-         zgorszenie, czyli słowa, postawa lub uczynki, które prowadzą innych do zła lub zniechęcają do czynienia dobra,

-         pobudzanie drugich do czynienia zła przez wydawanie przepisów i poleceń zachęcających do złego postępowania,

-         prowokowanie do zła powodowane przez różne instytucje, modę lub urabianie opinii publicznej,

-         wykorzystywanie władzy do tego, by prowokować lub narzucać zło, a przez to być przyczyną niszczenia zdrowia i życia,

-         zaniedbywanie przez mających władzę dbałości o należne pożywienie, ubranie, mieszkanie, świadczenia zdrowotne, elementarne wykształcenie, zatrudnienie, pomoc społeczną,

-         popieranie kultu ciała i popędów cielesnych, a gardzenie wartościami duchowymi i wrażliwością sumienia,

-         nadużywanie pożywienia, alkoholu, tytoniu, leków,

-         używanie narkotyków, nielegalna produkcja, przemyt i namawianie do ich używania,

-         prowadzenie pojazdów po spożyciu alkoholu lub jazda wbrew przepisom i stwarzanie sytuacji niebezpiecznych dla życia własnego lub drugich,

-         prowadzenie doświadczeń na istocie ludzkiej, jeżeli narusza się jej życie lub narusza się integralność fizyczną i psychiczną,

-         bezpośrednie powodowanie trwałego kalectwa lub śmierci jednej osoby ludzkiej, choćby miało to przedłużyć życie innych osób,

-         uprowadzanie i branie zakładników, a przez to wywieranie presji na ofiary lub narażanie ich życia,

-         terroryzm, który grozi, rani i zabija wszystkich bez różnicy jest sprzeczny ze sprawiedliwością i miłością,

-         stosowanie tortur, polegające na przemocy fizycznej lub moralnej w celu uzyskania zeznań, ukarania winnych, zastraszenia przeciwnika, zaspokojenia nienawiści,

-         bezpośrednio zamierzone amputacje, okaleczenie ciała lub sterylizacja osób niewinnych lub znęcanie się nad własnym ciałem i pogardzanie nim,

-         załatwianie porachunków osobistych lub rodzinnych przez bijatykę, groźby i szantaże, a porzucenie drogi dialogu i pokoju,

-         brak towarzyszenia osobom umierającym lub zaniechanie troski o to, by mogli przyjmować sakramenty

-         profanowanie ciał zmarłych ludzi lub miejsc ich pogrzebania,

-         gniew, czyli pragnienie odwetu, pragnienie zabójstwa lub ciężkiego zranienia, gniew wykluczający bliźniego z okazywania mu miłości i oznak szacunku powszechnie przyjętych,

-         nienawiść zamierzona, czyli dobrowolne pragnienie zła bliźniego lub życzenie bliźniemu poważnej szkody,

-         zasiewanie niepokoju i namawianie do nienawiści, zaniechanie życzliwości i miłosierdzia,

-         unikanie obowiązków koniecznej obrony narodowej lub dopuszczenie się zdrady i narażanie życia i wolności drugich,

-         trwanie w zazdrości, podejrzliwości i pysze, a przez to przyczynianie się do wzrostu napięć i niepokojów,

-         karmienie swej wyobraźni filmami i treściami barbarzyńskimi i wrogimi życiu,

-         namawianie do załatwiania porachunków na drodze bójek, nienawiści i zemsty,

-         planowe wywoływanie zamieszania i doprowadzenie do „ nerwowych sytuacji”, by w ten sposób dokuczyć drugim i wyprowadzić ich z równowagi,

-         przesadne troszczenie się o własne potrzeby i życie, wykorzystując równocześnie drugich i narzucając im ograniczenia,

-         brak odpowiedniej troski o swoje ciało i jego potrzeby (np. potrzebny sen, regularny tryb życia, odpowiednie pożywienie, leczenie się, stosowne do pory roku ubieranie się, uprawianie odpowiednich dyscyplin sportowych, odpoczynek, itp.)

-         narażanie swojego życia lub zdrowia (np. kąpiel w nieodpowiednim miejscu, nieodpowiednia zabawa petardami, niewypałami, brawurowa jazda motocyklem, samochodem, itp.)

-         zaniedbanie leczenia, lekceważenie wskazań lekarskich, zaniechanie koniecznej diety.

c.      Moje postanowienia:

            Będę bronił i szanował życie ludzkie od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci. Wykorzystam osobiste życie tak, by bez nałogów i  pozostając wierny powołaniu, być w świecie znakiem pokoju i braterskiej miłości.

 

Szóste przykazanie Boże

( Wj 20,14; Mt 5,27-28; KKK 2331-2400 )

a.      Myśli przewodnie:

           Bóg, który jest miłością, wpisuje w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety powołanie, a więc zdolność do miłości oraz odpowiedzialność za nie ( por. KKK 2331). Płciowość ludzka wywiera wielki wpływ na wszystkie sfery osoby ludzkiej: dotyka ona uczuciowości, zdolności do miłości oraz prokreacji i umiejętności nawiązywania więzów wspólnoty z drugim człowiekiem. Płciowość, w której wyraża się przynależność człowieka do świata cielesnego i biologicznego, staje się osobowa i prawdziwie ludzka, gdy zostaje włączona w relację osoby do osoby, we wzajemnym dar mężczyzny i kobiety, który jest całkowity i nieograniczony w czasie. Czystość seksualna oznacza właśnie osiągniętą integrację płciowości w osobie i w konsekwencji wewnętrzną jedność człowieka w jego bycie cielesnym i duchowym. Czystość jest też podstawową zdolnością do tworzenia wspólnoty z drugą osobą i bycia dla niej darem ( por. KKK 2331-2337 ). Czystość prowadzi tego, kto ją praktykuje do stawania się wobec bliźniego świadkiem wierności i czułości Boga ( por. KKK 2346 ).

b.      Grzechy przeciw szóstemu przykazaniu:

-         rozwiązłość, czyli nie uporządkowane pożądania lub nieumiarkowane korzystanie z przyjemności cielesnych,

-         masturbacja, czyli dobrowolne pobudzanie narządów płciowych w celu uzyskania przyjemności cielesnej,

-         nierząd, czyli zjednoczenie cielesne między wolnym mężczyzną i wolną kobietą poza małżeństwem,

-         pornografia polega na wyrwaniu aktów płciowych, rzeczywistych lub symulowanych, z intymności partnerów, aby w sposób zamierzony pokazywać je innym,

-         wytwarzanie i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych, traktowanie ludzkiej płciowości jako przedmiotu prymitywnej przyjemności i zarobku,

-         prostytucja, czyli sprzedawanie siebie dla zaspokojenia cudzej przyjemności cielesnej lub namawianie do takich czynów,

-         organizowanie domów publicznych i zarobkowanie na cudzych słabościach,

-         organizowanie widowisk i zabaw powiązanych z obnażaniem się i wyżywaniem seksualnym, a także branie udziału w takich widowiskach,

-         homoseksualizm, czyli praktyki seksualne z osobami tej samej płci,

-         traktowanie współżycia w małżeństwie jako zaspokojenia popędu, a nie prawdziwego znaku miłości,

-         nie dotrzymywanie wierności w małżeństwie i dopuszczanie się flirtów, pieszczot lub współżycia z obcym partnerem,

-         kierowanie się egoizmem w planowaniu poczęcia dziecka i ograniczanie ilości dzieci z przyczyn egoistycznych,

-         stosowanie w małżeństwie środków antykoncepcyjnych ( także stosunków przerywanych ) i fałszowanie przez to wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej,

-         poddawanie się sztucznej inseminacji lub godzenie się na macierzyństwo zastępcze,

-         traktowanie dziecka jako przedmiotu własności zdobywanie go poza naturalnym współżyciem,

-         rozwód, zmierzanie do rozwodu, a nawet zawarcie ślubu cywilnego po uzyskaniu rozwodu,

-         poligamia, czyli posiadanie wielu kobiet, z którymi dzieli się życie małżeńskie,

-         kazirodztwo, czyli intymne relacje między krewnymi lub powinowatymi, z którymi zakazane jest małżeństwo,

-         nadużycia seksualne popełnione przez dorosłych na dzieciach i młodzieży ( pedofilia ),

-         wolny związek, gdy mężczyzna i kobieta odmawiają zawarcia ślubu, a żyją jak małżonkowie,

-         konkubinat, czyli prowadzenie życia intymnego z inną osobą, mimo istniejącego małżeństwa,

-         „ życie na próbę” i podejmowanie stosunków płciowych w okresie „ chodzenia ze sobą” lub w narzeczeństwie,

-         prowokowanie drugiej osoby i namawianie do zaspokojenia popędu poza małżeństwem,

-         popieranie fałszywej nauki o miłości i seksie, uleganie jej lub rozpowszechnianie,

-         wykorzystywanie drugiej osoby w myślach i marzeniach dla dogodzenia swoim zachciankom,

-         pocałunki zmysłowe i pieszczoty praktykowane w czasie „ chodzenia ze sobą” i w narzeczeństwie,

-         wulgarne żarty i rozmowy dotyczące spraw seksualnych i przekazywania życia,

-         traktowanie zwierzęcia jako partnera do zaspokojenia popędu płciowego ( zoofilia ),

-         stawianie przyjaźni ze zwierzęciem ponad wartością osoby ludzkiej.

 

c.      Moje postanowienia:

            Całkowicie zaufam Bogu, gdyż tylko On naprawdę wie, jaką mam podążać drogą. On, który nas do końca umiłował, daje przykazania, byśmy unikali złych wyborów. Powołanie do czystości będzie dla mnie wezwaniem do integralności osoby ludzkiej, którą osiąga się przez przyjęcie Bożego porządku i panowanie nad sobą. Będę szukał pomocy w codziennej modlitwie, przyjmowaniu sakramentu pokuty i Eucharystii.

 

Siódme przykazanie Boże

( Wj 20,15; Pwt 5,19; Mt 19,18; KKK 2401-2463 )

  Myśli przewodnie:

           Przykazanie to zakazuje zabierania i zatrzymywania niesłusznie dobra bliźniego i wyrządzania bliźniemu jakiejkolwiek krzywdy. Nakazuje zaś sprawiedliwość i miłość w zarządzaniu dobrami materialnymi i owocami ludzkiej pracy. Przykazanie siódme może zrozumieć dopiero ten, kto docenia wartości duchowe i w pełni rozumie przykazanie miłości. Chrystus uczy bowiem, że nie wystarczy tylko „nie kraść”, ale trzeba być nade wszystko miłosierny ( por. Mt 5,7 ). W nauce biblijnej o dobrach materialnych na pierwsze miejsce wysuwa się godność osoby ludzkiej i konieczność praktykowania cnoty umiarkowania, sprawiedliwości oraz solidarności.

   Grzechy przeciw siódmemu przykazaniu:

-         kradzież, czyli przywłaszczenie dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela,

-         umyślne zatrzymywanie rzeczy pożyczonych,

-         umyślne zatrzymywanie rzeczy znalezionych,

-         oszustwa w handlu ( por. Pwt 25,13-16 ),

-         wypłacanie niesprawiedliwych wynagrodzeń lub opóźnianie zapłaty,

-         podwyższanie cen wykorzystujące niewiedzę lub potrzebę drugiego człowieka,

-         spekulacja, czyli sztuczne podwyższanie cen towarów w celu osiągnięcia korzyści ze szkodą dla drugiego człowieka,

-         korupcja, przez którą wpływa się na zmianę postępowania tych, którzy powinni podejmować decyzję zgodnie z prawem,

-         przywłaszczenie i korzystanie w celach prywatnych z własności przedsiębiorstwa,

-         przestępstwa podatkowe,

-         fałszowanie czeków i rachunków,

-         nadmierne wydatki lub naciąganie innych na takie wydatki,

-         marnotrawstwo lub niszczenie rzeczy, które mogłyby jeszcze służyć potrzebującym,

-         nie wyrównywanie krzywd osobom prywatnym lub własności publicznej,

-         nie dotrzymywanie umów i obietnic ( umów handlowych o kupnie lub sprzedaży, umowy o wynajem lub o pracę ),

-         nie spłacanie długów i nie wypełnianie podjętych dobrowolnie zobowiązań,

-         nieuczciwe zakłady bądź oszukiwanie w grach,

-         gry hazardowe ( bądź zakłady ) prowadzące do zniewolenia umysłu i serca lub powodujące niszczenie własnych dóbr oraz dóbr drugich osób,

-         podejmowanie takich czynów lub przedsięwzięć, które prowadzić mają do zniewolenia ludzi, do poniżania ich godności osobistej, do kupowania ich poparcia dla swych poglądów,

-         korzystanie z bogactw naturalnych, roślinnych i zwierzęcych bez poszanowania wymagań moralnych,

-         niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich bezmyślne zabijanie,

-         wydawanie pieniędzy na zwierzęta, które w pierwszej kolejności mogłyby ulżyć ludzkiej biedzie,

-         obdarzanie zwierząt tak wielkimi uczuciami, jakimi winno darzyć się człowieka,

-         popieranie takiego prawa świeckiego i takich poglądów, które zmierzają do naruszenia wolności ludzkiej i ludzkiej własności,

-         odmawianie Kościołowi prawa wydawania osądu moralnego w kwestiach gospodarczych i społecznych,

-         zaniedbywanie obowiązku pracy, oddawanie się lenistwu i okradanie drugich z ich owoców pracy,

-         brakoróbstwo, byle tylko mieć zapłatę, nie licząc się z dobrem zakładu i nie kierując się miłością bliźniego,

-         stawianie na pierwszym miejscu zysków, a lekceważenie godności osoby ludzkiej lub zaniedbywanie życia religijnego czy obowiązków wobec rodziny,

-         dyskryminowanie ludzi w dostępie do pracy i zapłaty ( mężczyźni, kobiety, zdrowi, niepełnosprawni, tubylcy, emigranci ),

-         podejmowanie strajków połączonych z przemocą lub wyznaczanie im celów bezpośrednio nie związanych z warunkami pracy lub sprzecznych z dobrem wspólnym, poddawanie się apatii i zniechęceniu, gdy pojawia się bezrobocie i trudne warunki, zamiast pobudzanie się do aktywności,

-         nie interesowanie się drugimi będącymi w potrzebie, jeśli ma się możliwość pomocy i zaradzenia cudzej biedzie,

-         nieumiarkowane miłowanie bogactw lub ich egoistyczne używanie, i przy tym jeszcze pogardzanie ubogimi,

-         odmawianie jałmużny stosownej do swoich możliwości i zgodnie z miłością braterską,

-         milczenie, gdy bliźniemu wyrządzana jest krzywda,

-         namawianie do kradzieży,

-         niszczenie dobra wspólnego lub narażanie bliźniego na straty,

-         nienawiść połączona z życzeniem, by ktoś poniósł szkodę na majątku lub przestał awansować,

-         wykorzystywanie bliźnich i domaganie się służenia sobie.

 Moje postanowienia:

             Wdzięczny będę za to, co mi wystarcza do życia. Nie będę przesadnie i ze szkodą dla duszy zabiegał o dobra materialne. Będę naśladował ubogiego Chrystusa i pamiętał, że „więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu” ( Dz Ap 20,35 ). Będę wszystko odnosił do Boga, pamiętając o nauce św. Pawła:               

„ Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał?”       ( 1 Kor 4,7 ).

 

Ósme przykazanie Boże

( Wj 20,16; Mt 5,33; ( KKK2464- 2513 )

 

a.      Myśli przewodnie:

            Ósme przykazanie zabrania fałszowania prawdy w relacjach z drugim człowiekiem. Ten przepis moralny wypływa z godności człowieka, który powołany jest do tego, by być obrazem Boga, który jest prawdą, w którym nie ma równocześnie „tak i nie”. W Jezusie Chrystusie, Jego godności, stylu życia i całej nauce objawia się pełnia prawdy ( J 1,14 ). Uczeń zaś Chrystusa nie może postępować inną drogą: „Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą” ( 1 J 1,6 ). Uczeń Jezusa „ trwa w Jego nauce”, by poznać „ prawdę, która wyzwala” ( J 8,32 ) i uświęca ( por. J 17,17 ).

b.      Grzechy przeciw ósmemu przykazaniu:

-         fałszywe świadectwo, czyli wypowiedzi przed sądem sprzeczne z prawdą,

-         krzywoprzysięstwo, czyli fałszywe świadectwo potwierdzone przysięgą,

-         chodzenie w postawie „krzywoprzysięstwa” i nie wyrównywanie krzywd spowodowanych przez takie świadectwo,

-         pochopny sąd, gdy ktoś nawet milcząco uznaje za prawdziwą – bez dostatecznej podstawy – moralną wadę bliźniego

-         obmowy, gdy ktoś bez obiektywnie ważnej przyczyny ujawnia wady i błędy drugiego człowieka osobom, które o tym nie wiedzą,

-         oszczerstwa, gdy ktoś przez wypowiedzi sprzeczne z prawdą szkodzi dobremu imieniu innych i daje okazje do fałszywych sądów na ich temat,

-         komplementy, pochlebstwo lub służalczość, czyli słowa lub postawy zachęcające i utwierdzające drugiego człowieka w złośliwych czynach i w przewrotności jego postępowania,

-         próżność i samochwalstwo ( „ robienie sobie reklamy” ),

-         ironia, czyli wypowiedź lub postawa zmierzająca do poniżenia kogoś lub ośmieszenia jakiegoś aspektu jego postępowania,

-         kłamstwo, czyli mówienie nieprawdy z intencją oszukania ( wprowadzanie w błąd tego, kto ma prawo znać prawdę ),

-         nie naprawianie krzywd wyrządzonych przez fałszowanie prawdy i mówienie kłamstwa,

-         brak dyskrecji wobec życia prywatnego innych ludzi, bo może naruszać ich intymność i wolność,

-         nie zachowanie tajemnicy prywatnej, zawodowej lub państwowej,

-         podawanie informacji sprzecznych z miłością i sprawiedliwością,

-         zatajanie informacji opartych na prawdzie, wolności, sprawiedliwości i solidarności,

-         mówienie półprawdy lub manipulowanie informacją, zamazujące prawdę, wprowadzające podejrzenie i zamieszanie,

-         milczenie tam, gdzie miłość i sprawiedliwość domagają się mówienia przejrzystym głosem,

-         zamazywanie prawdy lub jej zupełne zniekształcanie w dziełach sztuki, filmu, teatru czy literatury,

-         brak dyscypliny w korzystaniu ze środków społecznego przekazu lub jednostronne nastawienie się na poznawanie zdarzeń i opinii,

-         obłuda i nieszczerość w prezentacji samego siebie lub w podejściu do ludzi czy ocenie zdarzeń,

-         rozpuszczanie tzw. „ kaczek”, byleby tylko podważyć cudzy autorytet lub doprowadzić do skłócenia,

-         popieranie lub kupowanie takich pism, które przodują we wulgaryzowaniu życia lub rozsiewaniu zamieszania,

-         chodzenie w „ kłamstwie wewnętrznym lub wewnętrznym złorzeczeniu” co do swojej osoby lub osób drugich,

-         takie postępowanie, które powoduje wieloznaczność w dziedzinie wiary i moralności, a przez to dawanie zgorszenia,

-         brak życzliwości w słowach lub brak kultury, a przez to wywoływanie przykrości lub zgorszenia,

-         lżenie bliźniego i urąganie mu w oczy lub poza jego plecami,

-         mówienie tylko po to, by mówić, bez brania odpowiedzialności za to, co to mówienie może spowodować.

c.      Moje postanowienia:

            Będę pamiętał, że wszystko, co opiera się na fałszu i obłudzie, jest tymczasowe i nigdy nie stworzy trwałych wartości ani nie da szczęścia. Każde też kłamstwo zdecydowanie przekreśla wolność i ubliża godności człowieka. Jezus Chrystus będzie moją drogą, moją prawdą i moim życiem. Jemu całkowicie zaufam i u Niego będę szukał mocy, by tak jak On dawać świadectwo prawdzie.

 

Dziewiąte przykazanie Boże

(  Wj 20,17; Mt 5,28; KKK 2514-2533 )

 

a.      Myśli przewodnie:

            W człowieku, istocie złożonej z duszy i ciała, istnieje ciągłe napięcie, toczy się pewna walka między dążeniami „ciała” i „ducha”. Walka ta jest konsekwencją grzechu pierworodnego i równocześnie jego potwierdzeniem: jest ona częścią codziennego doświadczenia człowieka. Dziewiąte przykazanie, zgodnie z tradycją katolicką, domaga się panowania nad pożądaniami cielesnymi. Pożądanie bowiem wywołuje pewien nieporządek we władzach moralnych człowieka i skłania do popełnienia grzechu. Walka z pożądliwością cielesną domaga się przed wszystkim oczyszczenia serca i praktykowania umiarkowania, a nawet ciągłej, osobistej dyscypliny. Pan Jezus mówi „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” ( Mt 5,28). „Czyste serca” oznaczają tych, którzy dostosowali swój umysł i swoją wolę do Bożych wymagań świętości, zwłaszcza w trzech dziedzinach: miłości, czystości ( czyli prawości płciowej ), umiłowania prawdy i prawowierności w wierze. Istnieje bowiem bardzo przejrzysty związek między czystością serca, ciała i wiary.

 

b.      Grzechy przeciw dziewiątemu przykazaniu:

-         lekceważenie i wyśmiewanie cnoty czystości i skromności,

-         nie podejmowanie walki o dar czystości,

-         pożądliwe i nieczyste spojrzenia,

-         upodobania w myślach nieczystych i rozkoszowanie się nimi,

-         nie szukanie pomocy w walce o czystość w modlitwie i częstej spowiedzi, a liczenie tylko na siebie,

-         brak wstydliwości, gdy ktoś dąży do odsłaniania tego, co powinno być zakryte,

-         dwuznaczne i prowokujące gesty lub sytuacje,

-         brak cierpliwości w chwilach pobudzenia płciowego i poddawanie się marzeniom seksualnym, planom lub samozaspokojeniu,

-         niezdrowa ciekawość, która rozbudza ciało i wyobraźnię,

-          korzystanie  z prowokujących ciało i wyobraźnię filmów, reklam, czasopism, piosenek itp.,

-         poszukiwanie informacji lub przekazywanie takich informacji, które nie wnoszą nic dobrego, ale sprzyjają niezdrowej ciekawości i iluzji,

-         głoszenie, że prawdziwa wolność polega na uleganiu zachciankom cielesnym i pobudzaniu pożądania,

-         prowadzenie rozmów i żartów, które rozbudzają pożądanie,

-         tłumaczenie sobie, że się ma mocną wolę i patrzenie na wszystko, co leci w telewizji lub przebywanie w złym towarzystwie,

-         zakochiwanie się w sobie samym i ciągłe życie w napięciu płciowym lub pragnieniach dogadzania zachciankom cielesnym,

-         brak higieny osobistej i noszenie takiej bielizny, która prowokuje zmysły lub rozbudza pożądanie,

-         przesada w odnoszeniu się do własnego ciała i robienie bóstwa z popędu płciowego,

-         takie myślenie o małżeństwie i współżyciu cielesnym, które jest niezgodne z miłością partnera i przykazaniami Bożymi,

-         usprawiedliwianie się przed sobą i Bogiem, że takim jestem i muszę „żyć w transie”, zamiast podejmować pracę nad sobą,

-         traktowanie seksualności jako wartości samej w sobie, w oderwaniu od osoby i miłości,

-         załamywanie się w chwilach natrętnych myśli i pragnień, zamiast podejmowanie potrzebnej drogi oczyszczenia i uzdrowienia.

 

c.      Moje postanowienia:

            Wiem, że jestem „rozbitkiem” i ciągle będę musiał dbać o to, by to, co duchowe, było na pierwszym miejscu. Wiem też, że ciało i zmysły z nim związane są darem Bożym i mają swoją misję do spełnienia. Pozytywnie więc zaakceptuję samego siebie, także własną płeć, i świadomie będę walczył o czystość, podejmując wezwanie Chrystusa: „Błogosławieni czystego serca...” . W tej pracy nad oczyszczeniem umysłu i serca będę szukał pomocy w modlitwie, częstej spowiedzi, lekturze Biblii i dobrej książki. Będę też unikał tego, co prowokuje, brudzi wyobraźnię i zasiewa niepokój. Będę prawdziwie kochał i szanował samego siebie, podejmując troskę o własny rozwój i harmonię duszy i ciała, aby nie poddawać się w niewoli grzechu.

 

 

Dziesiąte przykazanie Boże

( Wj 20,17; Pwt 5,2; Mt 6,21; KKK 2534-2557 )

 

  Myśli przewodnie:

             „ Pożądanie zmysłowe skłania nas do pragnienia rzeczy przyjemnych, których nie posiadamy. Pragnienia te same w sobie są dobre, często jednak nie zachowują rozumnej miary i skłaniają nas do niesłusznego pożądania czegoś, co jest własnością drugiej osoby lub jej się należy” ( KKK2535 ). Nie będzie jednak grzechem pragnienie otrzymania rzeczy, które należą do bliźniego, jeśli jest to możliwe w sposób uczciwy i sprawiedliwy. „Przykazanie dziesiąte zabrania pożądania dóbr drugiego człowieka, które jest źródłem kradzieży, grabieży i oszustwa zakazanych przez siódme przykazanie” ( KKK 2534 ). Przykazanie to żąda przede wszystkim usunięcia z serca zazdrości, gdyż ona może prowadzić do bardzo wielkich grzechów.

   Grzechy przeciw dziesiątemu przykazaniu:

-         poddawanie się chciwości, czyli pragnienie przywłaszczenia sobie bez umiaru dóbr ziemskich,

-         poddawanie się zachłanności zrodzonej z wielkiej żądzy bogactw i ich potęgi,

-         pragnienie popełnienia niesprawiedliwości i wyrządzenia krzywdy bliźniemu,

-         cieszenie się z niedostatku towarów i usług, bo można będzie brać więcej,

-         pragnienie, by byli biedni, których będzie można wykorzystywać i płacić im byle jak za pracę,

-         pragnienie, by ludzie ciągnęli się po sądach, gdyż będzie można zarobić,

-         pragnienie, by ktoś był chory i miał kłopoty, bo będzie okazja wykorzystania go,

-         poddawanie się zazdrości, czyli doznawanie smutku z tego powodu, że komuś się lepiej powodzi, a nawet podejmowanie działania, by niszczyć drugą osobę lub jej dobra,

-         stawianie wartości materialnych na pierwszym miejscu i zabieganie o nie ze stratą dla duszy,

-         uczuciowe przywiązywanie się do rzeczy materialnych, a gubienie w życiu wartości duchowych,

-         znajdowanie pociechy w obfitości dóbr ziemskich, a nie szukanie pociech duchowych,

-         przecenianie bogaczy, a lekceważenie biednych i gardzenie nimi,

-         prezentowanie siebie przez pryzmat posiadania i znaczenia, a lekceważenie ducha.

 Moje postanowienia:

             Wiem, że jestem pielgrzymem na tej ziemi i więcej znaczy u Boga „być”, a nie „mieć”. Zachętą do troski o ład wewnętrzny będą dla mnie słowa Chrystusa: „ Błogosławieni ubodzy w duchu...” ( Mt 5,3 ). Hasłem moim będą słowa: „ Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko inne jest na swoim miejscu”.

 

 

 

Katecheza 4: Rachunek sumienia z przykazań Bożych od I - III

 

Pierwsze przykazanie Boże

( Wj 20,2-5; Mt 4,10; KKK 2084-2141 )

 

a.      Myśli przewodnie:

  Pierwsze przykazanie obejmuje wiarę, nadzieję i miłość. Powinniśmy bezwzględnie przyjmować Boże objawienie, całkowicie Bogu wierzyć i ufać. W Piśmie św. czytamy: „ Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i będziesz Mu służył” (Mt 4, 10); „ Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” (Wj 20,3);          „ Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”   (Mt 22,37).

 

b.      Grzechy przeciw pierwszemu przykazaniu:

-         dobrowolne wątpienie dotyczące jakiejś prawdy wiary,

-         duchowe zaślepienie wywołane przez podtrzymywanie dobrowolnego wątpienia,

-         niewiara, czyli lekceważenie prawdy objawionej lub dobrowolne jej odrzucanie ( herezja, czyli uporczywe zaprzeczanie jakiejś prawdzie wiary; apostazja, czyli całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej; schizma, czyli odmowa uznania prymatu papieskiego lub wspólnoty z członkami Kościoła ),

-         rozpacz, czyli rezygnacja z szukania u Boga pomocy i miłosierdzia,

-         narzekanie na Boga w niepowodzeniach,

-         zuchwała ufność, czyli przecenianie swoich zdolności albo też zbytnie zaufanie Bogu i nie podejmowanie wysiłku ze swojej strony,

-         obojętność, czyli zaniedbywanie lub odrzucanie miłości bożej,

-         niewdzięczność, czyli nie uznawanie miłości Bożej i nie odwzajemnianie się miłością na miłość,

-         oziębłość, czyli zwlekanie z odwzajemnianiem miłości Bożej lub niedbałe odwzajemnianie na miłość Bożą,

-         znużenie lub lenistwo duchowe, czyli odrzucenie radości pochodzącej od Boga i gardzenie dobrami od Niego pochodzącymi,

-         nienawiść do Boga zrodzona z pychy, czyli sprzeciwianie się miłości i dobroci Boga lub złorzeczenie Bogu za to, że potępia grzech i wymierza kary,

-         brak adoracji Boga, czyli nie uznawanie Jego wielkości i mocy, a adorowanie siebie i ubóstwianie rzeczy stworzonych,

-         brak systematycznej i dobrej modlitwy, wypływającej z wiary, nadziei i miłości,

-         brak modlitwy w pokusach i przed ważnymi momentami życia czy decyzjami,

-         brak troski o postawę ciała na modlitwie, o wewnętrzne skupienie ( myśli, wola, uczucia ),

-         lekceważenie i pogarda modlitwy,

-         brak umartwienia i ofiary płynącej z miłości Boga i bliźniego,

-         nie dotrzymywanie przyrzeczeń składanych Bogu,

-         nie dotrzymywanie ślubów składanych Bogu dotyczących własnej osoby lub jakiegoś dobrego czynu,

-         nie poszukiwanie prawdy, zwłaszcza w sprawach dotyczących Boga, moralności i Kościoła,

-         ukrywanie się ze swoją wiarą i brak postawy apostolskiej, by pomóc bliźniemu odnaleźć prawdę o Bogu i życiu,

-         poddawanie się zabobonom, czyli przypisywanie magicznego znaczenia jakiejś praktyce religijnej lub jakiemuś zjawisku czy zdarzeniu,

-         uleganie bałwochwalstwu, czyli oddawanie czci temu, co stworzone, zamiast prawdziwemu Bogu ( demonom, władzy, państwu, bogactwu, rozrywkom, przyjemnościom, idolom ),

-          oddawanie się wróżbiarstwu lub korzystanie z niego ( odwoływanie się do szatana, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki zmierzające do odkrycia przyszłości, korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium ),

-         poddawanie się magii i czarom, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnimi,

-         spirytyzm, czyli wzywanie złych duchów, by poznać tajemne sprawy,

-         kuszenie Boga, czyli wystawianie na próbę – w słowach lub w uczynkach – dobroci i wszechmocy Bożej,

-         świętokradztwo, czyli profanowanie lub niegodne traktowanie sakramentów i innych czynności liturgicznych, jak również osób, rzeczy i miejsc poświęconych Bogu,

-         symonia, czyli nabywanie lub sprzedawanie rzeczywistości duchowych,

-         ateizm, czyli nie dostrzeganie więzi łączącej człowieka z Bogiem lub też wyraźne negowanie Jego istnienia,

-         materializm i hedonizm, czyli zacieśnianie swoich potrzeb do spraw materialnych i szukania przyjemności zmysłowych,

-         lekceważenie wiary i religii oraz rozgłaszanie, że religia przeszkadza w rozwoju człowieka i świata,

-         odrzucanie wszelkiej zależności od Boga i prawd religijnych, by świadomie i dobrowolnie pozostać ateistą,

-         agnostycyzm, czyli trwanie w obojętności i uciekanie przed prawdą i głosem sumienia,

-         odrzucanie czci obrazów i przekręcanie wypowiedzi Pisma św. lub takie cytowanie, które podpiera wymyślone przez ludzi opinie i poglądy,

-         odrzucanie tradycji Kościoła i oficjalnej interpretacji Pisma św.,

-         zaniedbywanie rozwoju swej wiary przez rozwój życia sakramentalnego,

-         zaniedbywanie pogłębiania wiedzy religijnej przez czytanie Pisma św., słuchanie kazań, czytanie książek i prasy katolickiej, zaangażowanie w katechezę, słuchanie i oglądanie audycji katolickich, itp.,

-         przeszkadzanie innym w spełnianiu praktyk religijnych, np. w domu, szkole, pracy, a nawet w kościele,

-         narażanie się na utratę wiary przez złe widowiska, filmy, programy telewizyjne, towarzystwo, zabawy, książki, itp.,

-         dawanie zgorszenia swoim złym zachowaniem lub mówieniem,

-         odwodzenie innych od Boga,

-         poniewieranie własnej godności, a przez to gardzenie Bogiem, który stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje.

 

c.      Moje postanowienia:

               Będę często odmawiał akty wiary, nadziei i miłości. Będę rozwiązywał swoje wątpliwości i nigdy nie będę dezerterem, gdy przyjdą na mnie godziny zniechęcenia i ciemności w dziedzinie wiary i moralności. Przed każdą czynnością zastanowię się, czy będzie ona miła Bogu, gdyż tylko On naprawdę wie, jaką mam iść drogą.

 

  

Drugie przykazanie Boże

( Wj 20,7; Pwt 5,11; Mt 5,33-34; KKK 2142- 2167 )

 

a.      Myśli przewodnie:                                               

   „Drugie przykazanie nakazuje szanować imię Pańskie. Podobnie jak pierwsze uwypukla cnotę religijności i  określa bardziej szczegółowo nasze posługiwanie się słowem w sprawach świętych” ( KKK 2142 ). Imię Pańskie jest święte. Mam je wzywać tylko po to, by je błogosławić, wychwalać i uwielbiać. Wrażliwość na imiona święte mówi o zdrowej cnocie religijności. Najlepiej świadczymy o imieniu Pańskim, gdy odważnie wyznajemy swoją wiarę.

 

b.      Grzechy przeciwko drugiemu przykazaniu:

-         nadużywanie imienia Bożego, czyli wszelkie nieodpowiednie używanie imienia Boga, Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i wszystkich świętych,

-         niewierność przyrzeczeniom, czyli angażowanie autorytetu Boga do swoich kłamliwych obietnic,

-         bluźnierstwo, czyli wypowiadanie przeciw Bogu ( wewnętrznie lub zewnętrznie) słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, mówienie źle o Bogu, brak szacunku względem Boga w słowach,

-         bluźnierstwa mogą być kierowane także przeciw Kościołowi Chrystusa, świętym lub rzeczom świętym,

-         bluźniercze jest także nadużywanie imienia Bożego w celu zatajenia zbrodniczych praktyk, zniewalania narodów, torturowania lub wydawania na śmierć,

-         bluźniercze jest również wzywanie imienia Bożego lub świętych podczas złorzeczeń kierowanych względem ludzi lub podczas przeżywania grzesznych praktyk i przyjemności,

-         przekleństwo, czyli wypowiedzi posługujące się imieniem Boga bez intencji bluźnierstwa,

-         krzywoprzysięstwo, czyli wzywanie Boga na świadka kłamstwa,

-         wiarołomstwo, czyli składanie pod przysięgą takiej obietnicy, której nie ma się zamiaru wypełnić lub złamanie złożonego pod przysięgą słowa,

-         wzywanie imienia Bożego do błahych spraw i składanie przysięgi w sytuacjach, w których może być ona interpretowana jako pragnienie zła, które się dzieje,

-         zaniedbywanie wzywania imienia Bożego z wiarą i miłością, opuszczanie modlitwy porannej i wieczornej, przez którą oddajemy cześć Bogu i uświęcamy nasze życie,

-         wstydzić się imienia chrześcijanina ( katolika ) lub przynoszenie wstydu i zgorszenie przez życie sprzeczne z wiarą.

 

c.      Moje postanowienia:

           Z wielką czcią i nabożnie będę wymawiał imię Boga, Najświętszej Maryi Panny i wszystkich świętych. Z wiarą będę wzywał wstawiennictwa swoich Patronów i Anioła Stróża. Odważnie bronił będę tego, co święte, i nie będę przynosił wstydu Kościołowi. W ciągu dnia często będę wypowiadał akty strzeliste i w modlitwie spontanicznej ofiarował Bogu wszystkie zajęcia, cierpienia i radości.

 

 

Trzecie przykazanie Boże

( Wj 20,8-10; Mk 2,27-28; KKK 2168-2195)

 

a.      Myśli przewodnie:

     Przykazanie to, przyjmując szerszą perspektywę biblijną, nie dotyczy jednego dnia w tygodniu, ale całego charakteru naszego życia, które powinno być drogą do świętości i zdążaniem na wieczystą ucztę w Królestwie Bożym. Bóg mówi do nas: „ Bądźcie świętymi, ponieważ Ja sam jestem święty” ( Kpł 11,44 ).

„ Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” oznacza także, by nie obdzierać ludzkiego życia ze świętości, nie gorszyć i nie przeszkadzać w oddawaniu czci Bogu. Świętowanie zaś w dniu święta ma być znakiem uznawania przymierza z Bogiem, uwielbieniem Boga i wysławianiem Jego zbawczych czynów. Dzień Pański ( niedziela ) przypomina zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią i przypomina, że nie można ubóstwiać pracy i pieniądza. Przez zachowywanie Dnia Pańskiego i innych świąt człowiek wezwany jest do uświęcania siebie i czasu.

 

b.      Grzechy przeciwko trzeciemu przykazaniu:

-         dobrowolne opuszczeni Mszy św. w niedzielę i święta obowiązkowe ( por. KKK 1246 ),

-         dobrowolne spóźnianie się na Mszę św. lub wychodzenie przed jej zakończeniem,

-         obecność tylko fizyczna na Mszy św., a wyłączenie się ze wspólnotowej modlitwy i duchowego przeżywania tajemnicy Eucharystii,

-         wykonywanie prac lub zajęć, które przeszkadzają oddawaniu czci należnej Bogu, pełnieniu uczynków miłosierdzia i koniecznemu odpoczynkowi duchowemu i fizycznemu,

-         przeżywanie Dnia Pańskiego i innych świąt w atmosferze grzechu i wulgarnych obyczajów,

-         brak czasu w dniu świętym na pełnienie dobrych uczynków względem ludzi chorych, kalekich i starszych,

-         unikanie spotkań rodzinnych i żałowanie czasu na rozmowę; burzenie wspólnoty rodzinnej i wyobcowywanie się pod wpływem ciągłego przebywania z ludźmi obcymi,

-         brak umiaru w korzystaniu z godziwych rozrywek lub odkładanie obowiązków zawodowych na dni święte,

-         w razie koniecznej pracy w niedziele lub święta, lekceważenie Mszy św. lub koniecznego wypoczynku,

-         przymuszanie do dodatkowej pracy w niedziele lub święta jedynie dla większego zysku,

-         narzucanie drugim takiego stylu życia, który przeszkadza w zachowaniu dnia świętego.

 

c.      Moje postanowienia:

             Na pierwszym miejscu w dni święte postawię Mszę św., wspólną modlitwę rodzinną, budowanie wspólnoty rodzinnej i sąsiedzkiej, pełnienie uczynków miłosierdzia, lekturę Biblii i prasy religijnej, a potem dopiero godziwą rozrywkę.

 

 

            Uwaga!   Każdy grzech popełniony przeciw pierwszym trzem przykazaniom Bożym, godzi bezpośrednio w „ przykazanie miłości Boga”, które brzmi: „ Będziesz miłował Pana Boga Twego z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich myśli i ze wszystkich sił swoich”.

            Każdy grzech popełniony przeciw przykazaniom Bożym od czwartego do dziesiątego godzi pośrednio w przykazanie „ przykazanie miłości Boga”, a bezpośrednio w „ przykazanie miłości bliźniego”, które brzmi: „ Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”.

 

 

Katecheza 1: Ogólne wiadomości o Dekalogu

1.      Dekalog wielkim darem Boga dla ludzkości

            Prawo rządzi całym wszechświatem stworzonym przez Boga. Bez niego nastąpiłby chaos, a w konsekwencji zagłada wszystkiego.

 W świecie materialnym funkcjonują prawa fizyczne, które działają z nieomylną koniecznością. Nigdzie i w żadnym przypadku nie ma od nich apelacji. Usunięcie chociażby jednego z tych praw prowadziłoby do łańcucha żywiołowych kataklizmów, gdyż prawa fizyczne działają ze zdumiewającą precyzją. Opisywane prawa są tak niezmienne, że całą przyrodę możemy nazywać wspaniałym mechanizmem.

Światem roślinnym oprócz praw fizycznych rządzą także prawa biologiczne, którym one ślepo podlegają. Dla świata zwierząt do nich dochodzą dodatkowe prawa, które normują wyższy stopień ich życia i rozwijają ich zmysły. Wśród nich wyjątkową rolę ogrywa instynkt.

Człowiek, który jest „królem stworzenia” na ziemi został obdarzony przez Boga duszą nieśmiertelną. Dla niego oprócz praw fizycznych, biologicznych i instynktu Bóg dał jeszcze specjalne prawa, które są zarezerwowane dla istot rozumnych: prawa moralne oraz głos sumienia jako stróża tych praw. Chociaż Bóg prawa moralne uzależnił w ich wykonywaniu od wolnej decyzji człowieka, to jednak cel tych praw jest zawsze jeden i ten sam, co cele praw wymienionych poprzednio: zachowanie rodzaju ludzkiego. Z tego powodu naturalnym dążeniem każdej osoby ludzkiej powinno być jak najwierniejsze zachowanie tychże praw, bo sprzeniewierzanie się im zawsze sprowadza na ludzi szkody i zgubę.

Dekalog to dziesięć najważniejszych nakazów opisywanego prawa moralnego. Ich wyjątkową wagę podkreśla fakt uroczystego ogłoszenia na górze Synaj. Istnieje on już ponad 3 tysiące lat, a jednak zawsze pozostaje taki sam, niezmienny i dobroczynny. W tym czasie świat widział wiele przeróżnych systemów moralnych, które stworzył człowiek, a po których pozostały jedynie tu i tam jakiś nikły ślad. Tylko prawa Synaju są zawsze świeże i życiodajne, gdyż są oparte na najgłębszych potrzebach i tęsknotach natury ludzkiej. Na kamieniu Bóg kazał je wypisać, bo są one jak skała wieczne. Śledząc z uwagą historię rodzaju ludzkiego z łatwością zauważamy, że jest ona szczęśliwa albo tragiczna w zależności podejścia do wskazań Dekalogu. Narody wzrastają w przeżywaniu swojego szczęścia i dobrostanu, gdy ich członkowie starają się zachowywać coraz wierniej wskazania Dekalogu, a chwieją się i przeżywają dramaty, gdy je odrzucają  podważając fundament swego istnienia. Dekalog to najświętszy kodeks, jaki kiedykolwiek oglądała ziemia. To wielka karta („magna charta”)  miłościwego Króla dla swoich poddanych oraz znak serdecznej troski o nich.

2.      Pismo Święte i Tradycja o Dekalogu

Dekalog to słowo pochodzenia z języka greckiego i oznacza ono „10 słów” albo „10 zdań” (deka logos). Z nim ściśle jest związane inne słowo: „Przymierze” (hebrajskie - berit) oddane przez Wulgatę jako „Foedus”. Wyraz ten najwierniej oddaje to, czym jest w myśli Bożej Dekalog – przymierzem, paktem, umową zawartą pomiędzy narodem wybranym, a jego Bogiem Jahwe. „Pan rzekł do Mojżesza: Zapisz sobie te słowa, gdyż na podstawie tych słów zawarłem przymierze z tobą i z Izraelem. I był tam (Mojżesz) u Pana czterdzieści dni i czterdzieści nocy, i nie jadł chleba, i nie pił wody. I napisał na tablicach słowa przymierza – Dziesięć Słów” (Wj 34, 27 – 28).

Bóg przez Mojżesza przekazał całe mnóstwo praw i nakazów obowiązujących w Izraelu. Do takiego stopnia są nimi wypełnione Księga Wyjścia, Kapłańska, Liczb i Powtórzonego Prawa, że cały Pięcioksiąg Mojżesza otrzymał w tradycji Izraela nazwę Prawa (Thora). Z tego powodu powstaje pytanie o to, które z miejsc Pisma św. zawiera autentyczny i najwierniejszy tekst Dekalogu. W historii pojawiali się uczeni, którzy dopatrywali się Dekalogu w różnych jego miejscach. Pierwszym, który podważył powagę przyjętych dotąd tekstów Dekalogu, był Goethe, który w artykule z 1773 roku  utrzymywał, iż  autentyczny Dekalog znajduje się w Wj 34,11 – 26, a nie w Wj 20,3 – 17. To twierdzenie poparł J. Wellhausen, a za nim poszli: B. Strade, R. Smend, K. Marti, H. Holzinger, itd. H. Gressmann proponuje uznać jako tekst Dekalogu fragment Wj 23,11 – 19. Z kolei Schulz Pwt27,15 – 26. Z łatwością zauważamy, że z proponowanych tekstów rzekomego Dekalogu powstałaby ciekawa mozaika.

Odwieczna i powszechna tradycja wskazuje na dwa jedynie miejsca w Piśmie Świętym, w których jest zawarty pełny i autentyczny tekst ogłoszonego przez Boga Dekalogu. Należą do nich: tekst zawarty w Wj 20,3 – 17 i tekst w  Pwt 5, 7 – 21.

Wszelkie dowody  na potwierdzenie tego opierają się w głównej mierze na Objawieniu i jego źródłach: Piśmie Świętym i Tradycji. W Piśmie Świętym wszędzie tam, gdzie jest mowa o prawie żydowskim, a zwłaszcza Dekalogu, Mojżesz jest wskazywany jako ten, którym Bóg posłużył się do jego ogłoszenia. Takich miejsc w Biblii są dziesiątki. Jednak najwyższym autorytetem, który przemówił i dał świadectwo autentyczności tekstu Dekalogu, jest sam Jezus Chrystus (Mt 19, 18 – 19).

Za autentycznością tych tekstów przemawia najdawniejsza i powszechna tradycja żydowska.  Nigdzie nie znajdziemy ani jednego słowa, które by poddawało w wątpliwość albo sugerowało teksty inne jako zawierające treść Dekalogu lub też przypisywałoby je nie Mojżeszowi, a komuś innemu. Opinia Ojców i Pisarzy Kościoła jest również w tym względzie jednogłośna, a wiemy, że głos Tradycji jest nieomylnym sprawdzianem prawd wiary.

3.      Pierwotna i współczesna forma Dekalogu

Nigdy chyba nie dojdziemy do tego, jak wyglądał pierwotny tekst Dekalogu, który wyszedł spod ręki Mojżesza i jaka była jego pierwotna forma. Zdaniem wielu uczonych musiała ona być znacznie krótsza, niż ją spotykamy dzisiaj. Dekalog bowiem był ryty na kamiennych, które pewnie nie były zbyt duże, skoro Mojżesz mógł je znieść z góry. Te tablice Bóg nakazał przechowywać w Arce Przymierza o wymiarach: długość 112 cm, szerokość 67 cm i wysokość 67 cm.  Można zatem przyjąć, że ich wysokość nie dochodził do jednego metra. Nadto litery pisma na nich musiały być na tyle duże, by je łatwo było odczytać. Dlatego zdaniem wielu wybitnych egzegetów (np. R. Kittel, W. Nowack, E. Sellin, A. Gampert) pierwotna forma Dekalogu była znacznie krótsza: dłużyzny przy pierwszym i trzecim przykazaniu musiały być wstawione później albo były jedynie ich objaśnieniem Mojżesza dla tych przykazań. Powołują się oni na następujące argumenty: formę bardzo zwięzłą mają inne przykazania; zdania objaśniające nie dodają nic nowego do przykazania;  nie byłoby proporcji między liczbą słów na tablicy pierwszej i drugiej. Tak wygląda proponowany przez wielu egzegetów pierwotny tekst Dekalogu:

1)     Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.

2)     Nie będziesz czynił żadnego obrazu Boga.

3)     Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, nadaremno.

4)     Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił.

5)     Czcij ojca twego i matkę twoją.

6)     Nie będziesz zabijał.

7)     Nie będziesz cudzołożył.

8)     Nie będziesz kradzieży czynił.

9)     Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

10) Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego.

Z kolei tekst Dekalogu, jaki został przyjęty w całym Kościele w katechizmach i modlitewnikach, a jego zmiany w poszczególnych krajach są minimalne, wygląda następująco:

1)     Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.

2)     Nie będziesz brał Imienia Pana Boga twego nadaremno.

3)     Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

4)     Czcij ojca swego i matkę swoją.

5)     Nie zabijaj.

6)     Nie cudzołóż.

7)     Nie kradnij.

8)     Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

9)     Nie pożądaj żony bliźniego swego.

10)Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Mając przed oczami powyższe teksty Dekalogu pytamy o to, skąd wzięła się w nim taka numeracja oraz czy różnice w formie Dekalogu, jaką przyjął Kościół, istotnie odbiegają od treści i formy Dekalogu Mojżeszowego.

Najstarszą dziś znaną próbę podziału Dekalogu podjęli dwaj helleniści żydowscy: Filon Aleksandryjski i Józef Flawiusz. Za pierwsze przykazanie wzięli oni wstęp i zakaz czci bogów cudzych, a za drugie zakaz czynienia podobizn bóstwa. Ten podział (po odrzuceniu wstępu do przykazań) jest powszechnie przyjęty jeszcze dziś u Żydów i przez wyznania protestanckie. Natomiast dziesiąte przykazanie zawiera zakaz wszelkiego pożądania: „Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego”. Przez dom, jak to wynika z wyliczeń Mojżesza, rozumieć należy całą własność bliźniego, do której zaliczano obok rzeczy materialnych, zwierząt, również żonę, sługi, itd.

Za tym podziałem opowiadają się z pierwszych pisarzy kościelnych: św. Teofil Antiocheński, Tertulian i Orygenes. Za Orygenesem poszli: św. Grzegorz z Nazjanzu, św. Cyryl Aleksandryjski, św. Atanazy, św. Ambroży i Kasjan, a prawdopodobnie też i św. Hieronim.

Nie jest rzeczą pewną, kto pierwszy ustalił formę, jaką dzisiaj uznaje cały Kościół. Pewnym jest jednak, że idzie już za nią Klemens Aleksandryjski., wykazując słuszność połączenia obydwu pierwszych przykazań w jedno, gdyż mają one jeden cel: obronę monoteizmu przed bałwochwalstwem. To jedno przykazanie brzmiało: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Nie uczynisz sobie posągu ani jakiegokolwiek obrazu Boga”. Św. Augustyn w osobnym traktacie na ten temat uważa ten podział za najsłuszniejszy. Jego powaga przyczyniła się do tego, że podział, który on zachwala, przyjął się powszechnie w Kościele. Dość wymienić, że opowiadają się za nim takie powagi, jak: Alkuin, Hugo od św. Wiktora, Piotr Lombard, Aleksander z Hales, św. Bonawentura, Duns Skot, św. Tomasz, itd.

Przyjęty przez Kościół współczesny tekst Dekalogu układem jest wzorowany na schemacie św. Augustyna. Nie można przyjąć zapowiedzi, umieszczonej na wstępie: „Jam jest Jahwe, Bóg twój, który wywiódł cię z Egiptu, domu niewoli”, jako pierwszego przykazania. Przykazanie bowiem musi zawierać jakiś nakaz lub zakaz.  Zakaz czynienia wizerunków i oddawania im czci jest ściśle treściowo związany z przykazaniem pierwszym, zakazującym bałwochwalstwa. Nakaz święcenia szabatu Kościół zmienił na ogólny nakaz święcenia dnia świętego. Istotą trzeciego przykazania jest święcenie jednego dnia w tygodniu, oddania go Panu Bogu. Natomiast wybór dnia należał do praw obrzędowych, ubocznych, które Apostołowie mogli zmienić i faktycznie zmienili z soboty na niedzielę.  Kościół wyodrębnił z ostatniego przykazania i ujął  go w osobne przykazanie postawione na pierwszym  miejscu „Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego”. Tym samym z rzeczy należących do własności wyłączył osobę żony.

Zatem współczesny tekst  Dekalogu przyjęty przez Kościół jest najbardziej logiczny, zwarty i zwięzły. I wydaje się być najlepszym oraz najbardziej zgodnym z myślą prawodawcy, Boga.

4.      Treść Dekalogu

Treścią Dekalogu są podstawowe, ogólne normy prawa przyrodzonego. W nich leży największa jego siła oraz wieczysta aktualność i niezmienność. Dekalog obejmuje nieomal wszystkie podstawowe obowiązki względem Boga i bliźnich, gdyż:

I; II, III przykazanie normuje stosunek człowieka do Boga. Zawierają one podstawowe obowiązki człowieka względem Stwórcy. Należą do nich: obowiązek czci, nie nadużywania Imienia Bożego oraz poświęcenia jednego dnia w tygodniu na służbę Bożą.

IV przykazanie normuje relacje rodzinne, a w szerszym zakresie również społeczne: obowiązki przełożonych i podwładnych.

V przykazanie stoi na straży ludzkiego życia już rozwiniętego .

VI przykazanie chroni życie ludzkie w jego zarodku i normuje popędy seksualne człowieka.

VII przykazanie otacza opieką prawo własności i tworzy podstawy do zasad sprawiedliwości wymiennej.

VIII przykazanie staje w obronie prawdy i dotyczy zaufania wśród ludzi, które jest podstawą ich wzajemnego funkcjonowania.

IX i X przykazanie sięga w głąb, dociera do korzenia wszelkich grzechów, którymi jest złe pożądanie oraz zła myśl człowieka. Przez te przykazania Dekalog wyróżnia się spomiędzy wszystkich praw, które piętnują i karzą tylko zewnętrzne uchybienia, a nie zajmują się wcale ich wewnętrzną przyczyną. Tymczasem to wnętrze człowieka stanowi o wartości jego czynów. Pan Jezus powiedział: „Nie rozumiecie, że… co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to plami człowieka: z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, nieczystości, kradzieże, fałszywe świadectwa, bluźnierstwa. To jest to, co plami człowieka (Mt 15, 17 – 20).

Widzimy, że Dekalog zawiera rzeczywiście streszczenie wszystkich najważniejszych nakazów prawa moralnego. Na niego składają się  zasady, z których możemy wyprowadzić w konkluzji wszystkie inne obowiązki moralne. Oryginalnym i jedynym w dziejach ustawodawstwa jest wstęp do Dekalogu: „Jam jest Pan, Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. W tym zdaniu Bóg stwierdza, że On sam jest autorem Dekalogu, podkreślając zarazem tytuł prawny do ogłoszenia przykazań. Jako Bóg i Pan ma prawo nakładać obowiązki. Przypomnieniem dobrodziejstwa wybawienia ludu z niewoli, wskazuje na cel Dekalogu, którym jest dobro samego człowieka.

Pan Bóg podał nakazy Dekalogu w znacznej większości (osiem na dwa) w formie negatywnej, która jest najsilniejszą formą rozkazu. Dekalog piętnuje tylko największe wykroczenia, ale jednak potępia przez to i pomniejsze wykroczenia. Kiedy np. zabrania zabójstwa, to piętnuje przez to również wszelkie sposoby godzenia w życie człowieka. W ten sposób Pan Bóg wycinając pień zatrutego drzewa za jednym zamachem niszczy i jego gałęzie.

Przy III przykazaniu Bóg dodał: „Pamiętaj!”. Jest to rzeczą bardzo naturalną, skoro uświadomimy sobie, że nakaz święcenia szabatu jest czymś zupełnie nowym w całym ówczesnym prawodawstwie. Tym też tłumaczy się długi komentarz do trzeciego przykazania, w którym Mojżesz stara się przekonać swoich rodaków o konieczności tego zarządzenia.

Do czwartego przykazania została dodana obietnica: „czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył i dobrze ci się powodziło na ziemi”. Najczęstszym życzeniem, jakie sobie składamy, to wiele lat szczęśliwego życia. Te zachęcające słowa jakże często spełniają się tam, gdzie w domu panuje cześć i wzajemna miłość.

5.      Cel nadania Dekalogu

a)     Czym był Dekalog dla narodu wybranego?

Na górze Synaj dokonało się uroczyste, obustronne zaprzysiężenie przymierza pomiędzy Bogiem Jahwe, a Jego narodem wybranym. Na podstawie tej umowy Jahwe zobowiązał się doprowadzić Izraelitów do Ziemi Obiecanej i mieć ich odtąd zawsze w szczególnej opiece. Natomiast lud izraelski zobowiązał się do całkowitej uległości dla Jahwe i Jego nakazów. Ogłoszony uroczyście Dekalog miał być widzialnym symbolem tej wieczystej przysięgi i tego przymierza. Bóg przez nadanie Dekalogu jakby ogłaszał swoją konstytucję. Odtąd Izrael stawał się państwem teokratycznym, narodem Jahwe, gdzie Bóg  miał sprawować rządy nawet polityczne. Mojżesz, Sędziowie, a później nawet królowie mieli pełnić funkcję władców w zastępstwie Boga, w zupełnej od Niego zależności. Na potwierdzenie tego możemy w Biblii znaleźć dziesiątki przykładów.

b)     Dekalog a Nowy Testament

Dekalog, który jest wykładnikiem prawa przyrodzonego, nie miał w Nowym Testamencie tak szeroko zakrojonego znaczenia, by sięgał aż po polityczne i wewnętrzne życie narodów, jak to było w ludzie wybranym. Jednakże jego znaczenie ze względu na zasady ogólnoludzkie i moralne jest wiecznie aktualne i obowiązujące.

Potwierdzają to teksty z Ewangelii i Listów apostolskich. Pan Jezus ogłaszając na Górze Błogosławieństw prawo Nowego Przymierza stanowczo podkreśla, że nie myśli znosić dawnego prawa: „Nie przyszedłem znieść prawa, ale je wypełnić” (Mt 5,17). W rozmowie z młodzieńcem Chrystus stawia zachowanie przykazań nie tylko jako pierwszy warunek doskonałości chrześcijańskiej, ale po prosty jako konieczny warunek zbawienia: „Jeżeli chcesz wejść do życia wiecznego, zachowuj przykazania!” (Mt 19, 17 - 19).  

Św. Jan Apostoł ochocze zachowywanie przykazań uważa za najlepszy znak miłości okazywanej Panu Bogu. Jezus wyraźnie o tym wspomina: „Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie – wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Kto wypełnia wolę Ojca mego, który jest w niebie, ten wejdzie do Królestwa Niebieskiego” (Mt 7,21). W Dekalogu wola Boga została objawiona w sposób bardzo stanowczy i uroczysty. Z tej racji św. Jan twierdzi: „Albowiem miłość Boga polega na tym, abyśmy zachowywali Jego przykazania” (1 j 5,3).

Św. Paweł ostrzega nas, abyśmy nie zadowolili się jedynie słuchaniem przykazań: „Nie ci, którzy słuchają Prawa, są sprawiedliwi przed Bogiem, ale ci, którzy zachowują Prawo, będą usprawiedliwieni” (Rzym 2,13).

Św. Jakub Apostoł upomina, że należy mieć wszystkie przykazania w jednakowej uwadze. Nie można zachowywać tych, które się chce, a inne pomijać: „Bo każdy, kto zachowuje całe Prawo, a w jednym wykracza, staje się winnym wszystkiego” (Jk 2,10). Z dalszych słów tego Apostoła wynika, iż przez słowo Prawo rozumie on przede wszystkim nakazy Dekalogu, bo pisze: „Ten bowiem, który powiedział – Nie cudzołóż! – powiedział też – Nie zabijaj! I jeże linie będziesz cudzołożył, a natomiast zabijesz, przekroczyłeś Prawo” (Jk 2, 11).

Mając na uwadze powyższe i dziesiątki innych tekstów biblijnych, jak również Tradycję, Sobór Trydencki wykluczał ze społeczności Kościoła tych, którzy by mieli odwagę twierdzić, że nakazy Dekalogu nie obowiązują chrześcijan. Tenże Sobór w rachunku sumienia przed każdą spowiedzią poleca dokładnie zastanawiać się nad zachowywanie przykazań Bożych.

c)     Znaczenie Dekalogu dla nauki

Jako dokument historyczny Dekalog ma ogromne znaczenie dla historii prawa moralnego. Inne pomniki historyczne przekazały nam mnóstwo przeróżnych praw narodów, a nawet całe kodeksy praw. Kiedy jednak wczytujemy się w najstarsze pomniki prawa pisanego, jaki są np.: „Księga umarłych” w Egipcie, dokument starobabiloński „Szurpu” („Tablic”),  „Prawo Hammurabiego” w Babilonie, „Prawo 12 Tablic” w Rzymie, to z łatwością stwierdzamy, że cechuje je pewien prymitywizm moralny. Ponadto są one skażone błędami (np. różna ocena twj samej zbrodni dla różnych warstw społecznych).

W Dekalogu widzimy wspaniałą zwięzłość, hierarchię nakazów (np. przykazania, które odnoszą się do Boga są na pierwszym miejscu), a przy tym jego nakazy obejmują całokształt ludzkiego życia. Nakaz monoteizmu, święcenia szabatu, zakaz zdrożnych pożądań, są bez precedensu e dziejach prawodawstwa. Jeżeli do tego dołączymy ogromny wpływ moralny, jaki wywarł Dekalog  w ciągu wieków na wiele narodów; gdy uświadomimy sobie, że i dzisiaj na nim ludzkość buduje swoje prawa, to musimy przyznać, że wywarł on decydujący wpływ na psychikę moralną ogromnej większości cywilizowanych narodów.

6.      Sankcja zobowiązująca

Żadne prawo nie ma znaczenia bez sankcji, które potrafiłaby zmusić do ich zachowania, gdy zajdzie taka potrzeba. Każdy bowiem nakaz jest uciążliwy dla tych, którym został wydany. Z tego powodu prawodawca musi mieć nie tylko możność wydawania praw, ale także sposoby, aby zmusić poddanych do ich przestrzegania.

Dekalog ma za sobą dwie najwyższe powagi, z którymi musi się liczyć każdy człowiek. Tymi najwyższymi autorytetami są: prawo natury, którego Dekalog jest wykładnikiem, i sam Bóg, który go ogłosił uroczystym aktem.

Stróżem prawa natury jest sumienie ludzkie. Każdy, kto łamie nakazy prawa natury, naraża się na wyrzuty sumienia, które dręcząc człowieka pozbawiają go wewnętrznego pokoju, radości, a w gruncie rzeczy szczęścia. Człowiek pozbawiony na dłuższy czas radości i szczęścia żyje w stałym napięciu, co prowadzi do różnego rodzaju nerwic. W takim stanie może swoim najbliższym  przekazywać tylko zatrute owoce swojego wnętrza niszcząc wszystko i wszystkich wokół siebie.

Nie potrzeba wielkiej fantazji, by wyobrazić sobie, co by się działo w świecie ludzkim, gdyby zostało zlekceważone albo odrzucone prawo przyrodzone i Boże wyrażone w nakazach Dekalogu. Ludzkość przekreślając swoje obowiązki względem Boga, musiałaby wyrzec się wiecznej szczęśliwości, a równocześnie zburzyłaby fundamenty wszelkiego prawa i autorytetu. Łatwo możemy wyobrazić sobie, co by się stało z ludzkością, gdyby przekreślono przykazanie czwarte, piąte, szóste, siódme, ósme. Historia ludzkości, jak i poszczególnych narodów, a także jednostek dostarcza tysiące przykładów na to, że poszanowanie zasad Dekalogu przynosi szczęście, a ich lekceważenie i brutalne deptanie wylewa potoki łez oraz krwi.

Dekalog jest także objawionym prawem Boga. Każdy, kto sprzeciwia się jego nakazom, ten świadomie buntuje się przeciw woli Bożej i wypowiada jej posłuszeństwo. Na niezliczonych miejscach Pisma Świętego Pan Bóg grozi straszliwymi karami tym, którzy odważą się łamać i deptać Jego nakazy. Kary te spotykają nieposłusznych już tu na ziemi, ale bez porównania najgorszą będzie kara po śmierci, którą stanowi piekło, jeśli człowiek w takim stanie odejdzie z tego świata. Bóg zawsze jest nieskończenie miłosierny i dla każdego przygotował miejsce w niebie, ale będąc Miłością nikogo nie zniewoli., gdyż tych rzeczy nie da się pogodzić ze sobą.

7.      Wnioski

a)     Dekalog jest głosem natury

Natura sama sobie nie może wyrządzić krzywdy. Kto postępuje zgodnie z nakazami Dekalogu, ten postępuje równocześnie zgodnie ze swoją rozumną naturą. Każdy, kto łamie przykazania Boże, ten postępuje wbrew naturze, nierozumnie, bo burzy ustanowiony porządek, a tym samym niesie szkodę sobie, innym i całej społeczności.

b)     Dekalog jest głosem Bożym

Każdy, kto łamie nakazy Dekalogu, ten sprzeciwia się wprost woli Boga. Przez ten czyn jako poddany buntuje się przeciw Królowi. Jednocześnie wtedy zrywa on  najserdeczniejszą więź, jak go łączy ze Stworzycielem i prowokuje Boga do tego, by go karał. Łamanie przykazania daje pewną chwilową korzyść, ale w konsekwencji pociąga za sobą całą masę niepowetowanych strat.

c)     Zachowanie przykazań Bożych daje szczęście doczesne

Polega ono na spokoju sumienia, który płynie z poczucia wypełnionego obowiązku wobec Boga, siebie i bliźnich. Zachowany jest ład w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym. Zyskuje się sympatię i szacunek otoczenia. Oko Boże spoczywa łaskawie na tych, którzy wiernie strzegą Jego przykazań. Bóg darzy sprawiedliwych szczególną opieką, jak świadczą o tym dzieje wielu sprawiedliwych: Józefa, Zuzanny, Hioba, Tobiasza, i innych.

d)     Zachowanie przykazań Bożych jest niezbędnym warunkiem do zbawienia

Potwierdzają to słowa naszego jedynego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa: „Jeśli chcesz wejść do Królestwa Niebieskiego, zachowuj przykazania” (Mt 19,17).

e)     Zachowanie nakazów Dekalogu jest dowodem miłości Pana Boga

„Albowiem miłość Boga polega na tym, abyśmy zachowywali Jego Przykazania” ( 1 J 5,3). Przez posłuszeństwo nakazom Dekalogu oddajemy Panu Bogu najwyższy hołd, bo w tych prawach uznajemy ich Dawcę i naszego Pana.

f)       W cieniu tablic Dekalogu rozwijają się najpiękniejsze kwiaty cnót

Pogłębia się nasza wiara, bo w nakazach Dekalogu uznajemy ich Prawodawcę - Boga. Poszerza się nasza nadzieja, bo wypełniamy prawo obiecujące nam za to nagrodę na ziemi i w niebie. Rozpala się nasza miłość, bo przez zachowanie przykazań dajemy dowód przywiązania do Pana Boga i posłuszeństwa względem Niego. Za tymi idą cnoty: pokory, oddania, męstwa, wytrwania, cierpliwości, ofiary, wyrzeczenia się, panowania nad sobą, umartwienia, itp.

 

 

 

 

 

 

 Katecheza 2 – Przykazanie 1- Obowiązek czci Boga

„Nie będziesz miał bogów cudzych przed mną”

W ludzkiej naturze istnieje podziw dla wielkości, a z tego podziwu wypływa odpowiednio okazywana  jej cześć. Na dworach panujących kiedyś władców obowiązywała specjalna etykieta, która określała każde nieomal poruszenie się otoczenia wobec władcy, aby w niczym nie uchybić w należnej mu czci. Obraza majestatu zawsze była traktowana jako najcięższe przestępstwo i często była karana śmiercią.

1.      Podstawowe pojęcia o kulcie, czyli o czci

Polskie słowo „kult” pochodzi z języka łacińskiego „cultus”, „celere” – szanować, czcić, poważać. Zatem przez kult pojmujemy okazywanie komuś podziwu z racji jego wyższości nad nami, godności, zasług, urzędu, itp. Z podziwu rodzi się potrzeba okazywania  szacunku, a czasem nawet i pewnego lęku. Dokładnie rzecz biorąc, przez kult rozumiemy wyrażanie na zewnątrz szacunku, jaki dla kogoś żywimy uznając jego wyższość. Z łatwością zauważamy, że w akt kultu wchodzą następujące składniki:

Wewnętrzne przekonanie  o czyjejś wyższości, czyli chęć okazania osobie godniejszej od siebie czci jej należnej. Czasem można nakazać ludziom okazywanie szacunku, czyli oddawanie czci komuś innemu. Taka jednak nakazana cześć musi mieć realne podstawy w rzeczywistej wyższości tej osoby, której jeszcze ktoś odpowiednio nie poznał albo też nie chce uznać. Narzucenie komuś czci dla osoby, która by na nią nie zasługiwała albo zasługiwałaby na cześć nie w takim stopniu, byłoby gwałtem zadanym naturze ludzkiej.

Z aktu poznania i woli rodzi się uczucie, któremu filozofia nadała nazwę „Timor reverentialis”, czyli „lęk czci” dla osoby dużo godniejszej od siebie, lęk dla czyjejś wyższości. Bardzo łatwo skontrolować to uczucie, kiedy np. przyjmujemy wybitnych gości albo też przychodzi nam stanąć przed dygnitarzem.

Każdy, kto czuje wewnątrz siebie cześć dla drugiej osoby, ten pragnie ją za wszelką cenę okazać na zewnątrz. Odnosi się to szczególnie do istot, które mogą przez zewnętrzne akty czci im okazanej przekonać się o naszych uczuciach  względem nich samych. Jest to bardzo znamienne, że uchodzi za nietakt, a niejednokrotnie za obrazę, nie okazywać komuś na zewnątrz należnej czci.

Przedmiot kultu

Dla człowieka przedmiotem kultu może być tylko istota, która go rzeczywiście przewyższa godnością, władzą, itd. W praktyce życiowej im niższy jest stopień rozwoju i kultury człowieka, tym szerszy jest krąg istot, którym on się kłania. Tym też tłumaczymy kult sił przyrody, który u ludów pierwotnych posunięty był aż do bałwochwalstwa.

Rodzaje kultu

Kult bezpośredni, czyli bezwzględny. Jak sama nazwa wskazuje, kult ten odnosi się wprost do danej osoby, bez czyjegoś pośrednictwa. Nazywamy go też bezwzględnym, bo czcimy daną osobę tylko ze względu na nią samą.

Kult pośredni, czyli względny. Odnosi się on do wszelkich pamiątek p bohaterach, które otaczamy wielkim pietyzmem właśnie ze względu na osoby, do których te pamiątki należały i których one używały. Zniszczenie godła państwa lub sztandaru uważano za obrazę narodu, gdyż godło i sztandar są symbolami państwa. Jednocześnie ten kult nazywamy względnym, gdyż oddajemy cześć tym pamiątkom ze względu na osobę fizyczną jednostkową albo też moralną (zbiorową), którą nam one przypominają albo przedstawiają. W pewnym sensie kult pośredni oddajemy np. posłom danego państwa. Są oni otoczeni szacunkiem ze względu na władcę lub państwo, którego są przedstawicielami. Tego właśnie rodzaju jest cześć, jaką w religii oddaje się wizerunkom i relikwiom świętych.

Kult prywatny, czyli jednostkowy. Tego rodzaju kult występuje wtedy, gdy sam człowiek zwraca się do danego przedmiotu czci i ujawnia to zewnętrznymi znakami. Do takiego kultu należy jest np. modlitwa zanoszona do Pana Boga.

Kult zbiorowy albo społeczny występuje wtedy, gdy kilka lub kilkanaście osób zbiera się razem, aby oddać szacunek i wyrazy wyższości danej jednostce czci. Tego rodzaju czcią będzie np. manifestacja, jaką dane miasto urządza na powitanie dygnitarza; przy odsłonięciu pomnika, z okazji religijnej pielgrzymki, procesji, itd. Pojawia się on wtedy, gdy pewna mniejsza lub większa społeczność zbiera się, aby oddać komuś należną mu cześć.

Kult publiczny to urzędowy kult danej społeczności czy państwa przewidziany prawem i ustawą. Takiemu kultowi towarzyszy specjalny ceremoniał, gdzie wszystko jest z góry przewidziane oraz gdzie wyklucza się wszelką spontaniczność. Tego rodzaju cześć ma miejsce na dyplomatycznych przyjęciach, zjazdach, itp. Podobnie każda religia ma swój kult przyjęty przez daną społeczność. Obejmuje on pewne prawdy wiary, nakazy, zakazy, obrzędy, święta, itd. Niektóre religie były tak mocno zrośnięte z organizacją państwa, że wszelkie czynności sprawowane przez duchownych były uważane za akty państwowe, a kapłani byli urzędnikami państwa lub narodu do spełniania funkcji kultu wobec Pana Boga.

Kult świecki odnosi się do spraw czysto świeckich. Jego fundamentem jest jedynie godność lub wyższość świecka danej jednostki bez żadnego aspektu religijnego. Do tego rodzaju kultu należy: cześć dla panujących, odkrywców, artystów, wszelkiego rodzaju bohaterów czy geniuszów.

Kult religijny występuje wtedy, gdy przedmiotem czci człowieka jest Pan Bóg i wszystko, co się do Niego odnosi. Skoro istnienie Boga jest dla nas faktem oczywistym, to naturalną konsekwencją i koniecznością jest oddawanie Bogu czci, czyli religijnego kultu.

Kult religijny może być kultem prywatnym. W nim zawiera się cała osobista relacja, jaka łączy każdą osobę ludzką z Bogiem, któremu ona oddaje cześć. Obejmuje ona bogaty świat uczuć, jakie człowiek żywi względem Boga oraz cały szereg form, którymi on wyraża Bogu swoją cześć jako jednostki czy społeczności.

Kult religijny może być i jest bardzo często kultem liturgicznym, czyli kultem oficjalnym, urzędowym, ustalonym przez prawo i ustawy, składanym Bogu przez daną społeczność.

Ponadto kult religijny może być kultem przyrodzonym, to znaczy kultem Boga opartym na religii naturalnej, przyrodzonej. Kult ten nakazany jest prawem rozumu, a dokładnie cnotą sprawiedliwości w odniesieniu do Pana Boga. Funkcją cnoty sprawiedliwości, normującą obowiązki człowieka wobec Boga, jest cnota religijności.

Kult religijny może też być kultem nadprzyrodzonym, gdy wypływa z i opiera się na religii nadprzyrodzonej. Tego rodzaju kult mógł zaistnieć w religii objawionej przez Boga, którą była religia Mojżeszowa, a obecnie jest religia chrześcijańska. W niej nie tyle ludzie, ile sam Bóg obiera sobie, narzuca z góry wybrane przez siebie formy kultu. Powaga tego rodzaju czci Bożej przewyższa wszelki inny kult, gdyż ma za sobą autorytet samego Boga. Cnotą, która w nim odgrywa zasadniczą rolę, to przede wszystkim cnota wiary i nadprzyrodzona cnota religii. Różni się ona od cnoty religijności naturalnej tak pochodzeniem ,jak i motywami oraz celem. Jest od niej doskonalsza i wyższa jako cnota wlana przez samego Boga.

Stopnie kultu

Różne stopnie kultu mają swoje źródło w różnorakich przedmiotach kultu. Im wyższy swoją godnością jest przedmiot kultu, tym większa cześć i szacunek mu się należy. Ponad wszelkie wielkości i godności Bóg jest Osobą nadrzędną, centralną, najwyższą, nieskończoną, dlatego Panu Bogu należy się cześć najwyższa i absolutna.

Formy kultu

Głębia ludzkiego rozumu, dążność woli, a przede wszystkim przebogata ludzka wyobraźnia stworzyła w ciągu tysiącleci i stuleci oraz nagromadziła tak wielkie mnóstwo form czci, że nie sposób ich wyliczyć w najobszerniejszych pracach. Obejmują one całą istotę człowieka, ciało i duszę, głos, ręce, oczy, głowę, mimikę twarzy, pieśni, twory pędzla, dłuta, itd.

2.      Nakaz czci Bożej

Cześć dla pana Boga nakazuje prawo natury

Bóg jest bytem najdoskonalszym, nieskończonym i najwyższym. Człowiek zaś w swojej naturze ma wpisany podziw dla wszelkiej wielkości. Poznanie naturalnym światłem rozumu nieskończonej wielkości i potęgi Boga budzi z konieczności obowiązek czci dla Niego, czci najwyższej, na jaką stać człowieka. Fundament czci stanowi uznanie wielkości i wyższości osoby, która tą godność posiada.

Bóg jest Stworzycielem, Praźródłem wszechstworzeń, a wśród nich człowieka. Wszystko, co istnieje, istnieje z woli Boga. Wszystko też, co człowiek posiada, otrzymał od Boga. To stanowi drugi tytuł, jaki ma Bóg do czci należnej Mu od człowieka.

Bóg jest nie tylko bytem Najwyższym, Stworzycielem wszystkiego, ale zarazem ciągle wszystko podtrzymuje w istnieniu i wszystkim się opiekuje. Człowiek na każdym kroku potrzebuje Boga. Do tego przekonania doszli już poganie, o czym świadczą słowa Ksenofonta, które wypowiada bohater jego dzieła: „Trzeba czcić bogów, nic się nie opuszczając, być dobrej myśli i spodziewać się największego dobra. Tak dyktuje sam rozum, bo od kogóż można się spodziewać więcej, jak od tych, co najwięcej mają mocy, by pomóc; i za co, jak za przypodobanie się im? A jakimże sposobem można im się przypodobać niż najbezwzględniejszym posłuszeństwem?” „Ze wspomnień Sokratesa”).

Cześć dla Pana Boga nakazuje Objawienie

Nakaz czci Boga zawarty jest w Starym Testamencie. W sposób szczególny nakazuje ją Dekalog. Już we wstępie do niego sam Bóg podaje najwyższy tytuł, który Go uprawnia do rozkazywania człowiekowi i żądania od niego czci: Jam jest Pan, Bóg twój”.

Cześć Boża jest podstawą religii Nowego Przymierza. Pan Jezus rozpoczynając swoją publiczną działalność zwrócił się do szatana ze słowami; „Panu Bogu twojemu kłaniać się będziesz i Jemu samemu służyć będziesz” (Mt 4,10). Jednocześnie Jezus postawił sobie jako naczelne zadanie swojego pobytu i działalności na ziemi: „Ja… oddaję cześć Ojcu memu” (J 8,48). Dlatego u schyłku swojej działalności mógł powiedzieć; „Wsław Syna Twego, aby i Syn Twój wsławił Ciebie” (J 17,1); „Jam Ciebie wsławił na ziemi” (J 17,4). Do uczniów Jezus mówił: „W tym jest chwała Ojca mego, abyście owoc przynosili i stali się uczniami moimi” (J 15,8).

Św. Paweł tłumaczy istotę pracy uczniów słowami: „Czy jecie, czy pijecie, czy co innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor. 10,31). Podstawą tej  pracy jest: „A Królowi wieków nieśmiertelnemu i niewidzialnemu, jedynemu Bogu cześć i chwała na wieki wieków. Amen” (1 Tm 1,17). W Księdze Apokalipsy św. Jana dwudziestu czterech starców pada nieustannie przed tronem Boga na twarz i woła: „Godzien jesteś, Panie Boże nasz, otrzymać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, : a dzięki  Twej woli istniało i zostało stworzone” (Ap 4,11).

3.      Panu Bogu należy się cześć najwyższa, czyli adoracja

Pojęcie adoracji

Słowo adoracja pochodzi od łacińskiego wyrazu „adoratio”, który z kolei ma pochodzić od słów „ad os ducere”  - dotykać do ust, całować. W dawnych czasach wyrazem i oznaką czci najwyższej dla danej osoby było ucałowanie jej nóg lub rąbka szaty. To chyba miała na uwadze kananejska kobieta, gdy sobie mówiła: „Bylebym się tylko dotknęła Jego szaty, to będę zdrowa”. Do dzisiaj ucałowanie czyjej ręki jest wyrazem wielkiego szacunku.

Zdaniem innych wyraz adoracja pochodzi od słowa „ador” – jęczmień, który dawni Rzymianie składali jako kadzidło i całopalenie swoim bóstwom.

Z kolei inni uważają, że termin „adoracja” wywodzi się od słowa „ad oro” – modlić się do kogoś.

Z łatwością zauważamy, że wszystkie te trzy wyjaśnienia podkreślają najwyższą cześć, jaka należy się tylko Bogu. Polskie wyrazy „uwielbienie” lub „chwała i cześć” chyba najlepiej oddają samą istotę czci Bogu, podziw dla Jego majestatu, oraz wielkości Jego dzieł.

Tylko Panu Bogu należy się adoracja

Stopień naszej czci komuś okazywanej zależy od stopnia godności tej osoby. Boga nie można porównać z żadnym stworzeniem, bo byłaby Jego degradacja. Z tego powodu tylko Bogu należy się cześć najwyższa, absolutna i bezwzględna. Nawet sam Bóg nie może rezygnować z czci Sobie należnej.

Zakres czci, adoracji, czyli uwielbienia

Kult najwyższy (latriae) należy się naturze Pana Boga. Z racji tego, że tą samą naturę Bożą mają wszystkie trzy Osoby Boże: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty – dlatego każdej z tych trzech Osób z osobna, ale też i wszystkim razem (Trójca Przenajświętsza) należy się cześć adoracji, czyli uwielbienia. Kościół streszcza tą cześć w przepięknym zwrocie doksologii liturgicznej: „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu…”

Przedmiotem czci Bożej jest również Człowieczeństwo Jezusa Chrystusa, gdyż jest ono złączone w tajemnicy Wcielenia z Boską Osobą Słowa Przedwiecznego. Ciało i Dusza Jezusa są w osobowej łączności i jedności z Bóstwem. Z tej racji oddawany im kult odnosi się do osoby Boga Wcielonego. Oddajemy cześć absolutną i bezwzględną: Ranom Pana Jezusa, Krwi Przenajświętszej, Sercu Pana Jezusa, Eucharystii, itd.

Natomiast relikwiom Jezusa (krzyż, gwoździe, włócznia, kolce, całun, itp.) należy się również cześć absolutna i najwyższa, ale już pośrednia i względna. Czcimy je bowiem ze względu na osobę Jezusa Chrystusa.

Prawo Kanoniczne i Sobory orzekają: „Trójcy Przenajświętszej, poszczególnym Jej Osobom, Jezusowi Chrystusowi, także pod postaciami sakramentalnymi, należy się Boża… Świętym także relikwiom i wizerunkom należy się cześć i kult względny, w stosunku do osoby, do której relikwie i wyobrażenia się odnoszą”.

Funkcja kultu Bożego:

Możemy wymienić poczwórną funkcję kultu Bożego, a każda z nich wyraża zależność człowieka od Boga.

Chwała i uwielbienie to pierwsza funkcja kultu Bożego. Ta forma czci podkreśla zasadniczą różnicę pomiędzy człowiekiem a Bogiem  oraz ukazuje  nieskończony dystans, jaki istnieje pomiędzy Bóstwem a naturą człowieka. Zachwyt i podziw dla nieskończonego majestatu Boga to podstawa tej funkcji czci Bożej.

Dziękczynienie stanowi podstawę drugiej funkcji kultu Bożego.  W życiu codziennym dziękujemy ludziom za najmniejsze dobro i przysługę nam wyświadczoną. Bardzo często oni sami oczekują naszej wdzięczności i niejednokrotnie od niej uzależniają dalszą pomoc dla nas. Z tej perspektywy powinniśmy uświadamiać sobie, że Bóg ma nieskończenie więcej praw do naszej wdzięczności za tyle darów nam udzielonych, za niezliczoną ilość łaski i dobrodziejstw. Ponadto każdy akt wdzięczności kryje w sobie także akt uwielbienia. Każdy, kto dziękuje Bogu za wszelkie dobrodziejstwa, ten uznaje przez to Jego panowanie nad wszystkim i nad sobą oraz sławi Jego łaskawość.

Prośba, czyli błaganie to podstawa trzeciej funkcji czci Bożej. W rzeczywistości człowiek na każdym kroku potrzebuje łaskawości i opieki ze strony Boga. Ludzie mają przecież tyle potrzeb, trosk, nieraz bywają bezradni, a nawet bezsilni w swoim życiu.  Sam Jezus nas zachęca słowami: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzone” (Łk 11,9).

Przebłaganie to czwarta funkcja kultu Bożego. Od początku swojego istnienia na ziemi człowiek z kultem Bożym łączył funkcję przebłagania. Ludzie nawet uważali, iż wszelkie zło, jakie na nich spada, jest skutkiem win i obrażania. Boga.  Z tego powodu czuli potrzebę, aby za wszelką cenę przebłagać zagniewane bóstwo, a przez to powstrzymać jego karzącą rękę i zadośćuczynić za popełnione winy. Swoje przebłaganie wyrażali przez oblucje, czyli obmycia religijne, w modlitwach i ofiarach przebłagalnych. Najstarsza księga świata znaleziona w Egipcie to „Księga umarłych”, która zawiera szereg zaklęć błagalnych i próśb o przebaczenie win zanoszonych do bóstwa. W Starym Testamencie istniało osobne święto „Pojednania” oraz obrzęd składania przez arcykapłana win całego ludu izraelskiego na kozła, a następnie wypędzania go na pustynię na zatracenie. Poczucie winy, lęk przed karami zagniewanego Boga, chęć zadośćuczynienia – to wszystko zawiera w sobie także akt czci i uwielbienia, bo stanowi uznanie najwyższego panowania Boga.

4.      Ogólne formy czci Bożej

Cześć Boża zewnętrzna

Bóg jest Stworzycielem całego człowieka: z ciałem i duszą. Z tego powodu nie tylko dusza, ale i ciało powinno brać jak najżywszy udział w kulcie Bożym. Pomiędzy ciałem i duszą istnieje tak ścisła łączność, że im silniejsze są stany duszy, tym szersze znajdują ujście w zewnętrznym ujawnianiu się. Zdarza się także na odwrót, że zapał duszy bywa podsycany przez zewnętrzne bodźce. Św. Augustyn tak uzasadnia konieczność zewnętrznego kultu Bożego: „Wszechwiedzącemu nie potrzeba wprawdzie znaków zewnętrznych, jak klękanie, składanie rąk, itd., gdyż dobrze znaną Mu jest intencją modlącego się. Jednak te znaki pożyteczne są człowiekowi, bo rozniecają jasny płomień, skryte poruszenia serca i przyczyniają się do wzrostu czci wewnętrznej… Drzewo pozbawione kory obumiera. Podobnie i w sercu naszym zanika poczucie czci, jeśli nie objawiamy jej na zewnątrz. To leży w naturze ludzkiej, że co wewnątrz odczuwa, to objawia także na zewnątrz.. Jak pożar, wybuchły wewnątrz domu, musi zdradzić się na zewnątrz dymem i płomieniem, tak i płomień czci Bożej gorejący w sercu człowieka, musi się objawić zewnętrznie. Człowiek musiałby chyba zaprzeć się własnej natury, gdyby chciał cześć Boga ograniczyć wyłącznie do swych myśli i uczuć” (Spirago).

Praktyka wykazuje, że u wszystkich ludów i narodów w najrozmaitszych formach oddawano Bogu zewnętrzną cześć. Przybierały one niejednokrotnie postać prawdziwych świąt i uroczystości narodowych, państwowych. Wszędzie spotykamy najwspanialsze wzory ludzkiego geniuszu: świątynie, ołtarze, wyobrażenia bóstw, pieśni i hymny religijne, itp. Wszędzie też spotykamy nieomal te same ruchy rąk, ciała, postawę przy modlitwie, a nawet formuły modłów.

Dla przykładu zwyczaj podnoszenia rąk do góry w postaci rozwartej spotykamy u pierwotnych ludów Australii, u Indian Ameryki, u dawnych Egipcjan, Babilończyków, Greków, Rzymian, Izraelitów, a także w liturgii Kościoła.

W Nowym Testamencie do tej formy modlitwy zachęca św. Paweł: „Chcę, aby mężczyźni modlili się na każdym miejscu, wznosząc w górę ręce czyste” (1 Tm 2,8). Tertulian zaznacza, że była to powszechna praktyka pierwotnego Kościoła: „My nie tylko wyciągamy ręce, ale je rozszerzamy”. Minucjusz Feliks powołuje się na to, że chrześcijanie tak wyciągają ręce przy modlitwie po to, aby uczcić wyciągnięte na krzyżu ręce Jezusa. Postać fresku „Orans” zachowana w katakumbach (II wiek) jest doskonałym dokumentem tego rodzaju modlitwy. Postawę modlitwy z wyciągniętymi i rozwartymi rękami do dziś Kościół zachował w nakazie odmawiania większości modłów przez kapłanów we Mszy św.

Zwyczaj składania rąk przyjął się w Kościele prawdopodobnie od ludów germańskich. Wasal składał swoje ręce w ręce pana. Od XII wieku zwyczaj ten powszechnie przyjął się w Kościele. Spotykamy z nim w religii japońskiej. Składanie palców przy złożeniu rąk znane było również u pogan. Wspomina o nim Pliniusz oraz Owidiusz. W katakumbach syrakuskich znaleziono nagrobek człowieka w takiej właśnie pozycji.

Padanie na twarz przed władcą albo bóstwem było powszechnie przyjęte w starożytności. Ono też weszło przy praktyce niektórych modlitw w  Kościele.

Formy czci zewnętrznej nie są same w sobie celem i z tego powodu niekiedy można je opuścić. Przy przemęczeniu, chorobie, itp. Można modlić się na siedząco, a nawet na leżąco. Św. Teresa daje napomnienie: „Nie męcz się długim klęczeniem, bo z tego powstaje roztargnienie”. Natomiast św. Augustyn poucza: „Wystarczy, jeśli duchem klęczysz przed Bogiem z winnym nabożeństwem” (Spirago).

Cześć Boża wewnętrzna

Cześć Boga wewnętrzna jest ważniejsza i milsza Bogu niż cześć zewnętrzna. Podobnie jak samo ziarno wobec jego łuski, tak cześć wewnętrzna ma się do czci zewnętrznej. Bóg żąda, aby każde stworzenie oddawało Mu cześć odpowiednią do jego natury. Najlepszą częścią natury ludzkiej jest dusza z jej władzami: rozumem i wolną wolą. Bóg chce, abyśmy Mu składali hołdy z własnej potrzeby i z przekonania. Świadomy i wolny hołd, jaki człowiek oddaje Bogu, stanowi całą wartość i piękno kultu. W Starym Testamencie własny naród, który cześć Boga ograniczał do czystej formalistyki obrzędowej, upominał Jahwe przez proroka Izajasza: „Lud ten czci mnie wargami, a serce jego jest daleko ode mnie” (Iż 29, 13). Słowa te nieomal dosłownie przytoczył Jezus w odniesieniu do współczesnych Mu Izraelitów ” (Mt 15,8).

Pius XII zwracając uwagę na konieczność pierwiastka wewnętrznego w kulcie Bożym stwierdza wyraźnie, że bez tego czynnika „religia stałaby się czczym obrzędem i formą bez treści” („Mediator Dei”).

Cześć Boża prywatna

Człowiek jako jednostka ma obowiązki wobec siebie i wobec społeczności, w której żyje. W nauce o sprawiedliwości Bożej i o sądzie Bożym jest zawsze mowa o tym, że każdy będzie kiedyś osobiście odpowiadał za swoje czyny także przed Bogiem. Katechizm uczy, że całe ludzkie życie powinno być jednie służbą Bożą. Dla swojej chwały stworzył nas Bóg i to jest najważniejsze zadanie człowieka na ziemi.

Cnotą, która daje człowiekowi to religijne nastawienie na jego cel zasadniczy, która z jego życia czyni nieustanną służbę Bożą, jest cnota religijności i pobożności. Cnotę pobożności określa się łacińskim słowem „pietas”. Termin ten najlepiej w języku polskim przetłumaczyć na „oddanie się Panu Bogu”. Gdybyśmy posiadali cnotę pobożności (oddania się Bogu), wszystkie nasze myli, uczucia, słowa, uczynki byłyby nastawione na nieustanną chwałę Bożą. Mocno podkreśla to Paweł Apostoł: „Albowiem w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz Ap. 17, 28).

Zatem cały człowiek należy do Boga i powinien ze wszystkich swoich władz oraz sił wielbić swego Stworzyciela, Zbawcę i Zachowawcę. Cześć nie może być jedynie wewnętrzna i statyczna, ale dynamiczna. Człowiek ma na wszelki sposób okazywać Bogu to uwielbienie i cześć. Co więcej powinien on pragnąć, by miłość i wdzięczność dla Boga, którą sam odczuwa, przeżywali także i inni, a tu już zaczyna wkraczać cześć społeczna.

Cześć Boża społeczna

Nie tylko jednostki, ale i każda społeczność ludzka istnieje z woli i z ustanowienia Boga. Z tej racji każda społeczność powinna oddawać cześć swojemu Stwórcy. Przez społeczność ludzką rozumiemy każdą zorganizowaną grupę ludzką. Historia potwierdza fakt, że najwspanialsze pomniki ku chwale Boga powstały nie tylko z woli jednostek, ale przede wszystkim z woli ludzkiej społeczności. Potężne świątynie egipskie i babilońskie, cuda rzeźby w pomnikach greckich i rzymskich, eposy indyjskie i helleńskie stworzyła zbiorowa myśl i wola, tęsknota serca. W niektórych narodach czynnik ten odgrywał tak wielką rolę, że wszelkie czynności publiczne i państwowe rozpoczynały się i kończyły w cieniu świątyń.

Nawet u bardzo pierwotnych ludów spotykamy się ze świętami i z uroczystościami religijnymi z różnych okazji. Można zaryzykować stwierdzenie, że dawniej nie znano wcale uroczystości czysto świeckich, ale wszystkie przejawy życia społecznego wiązano z kultem religijnym.

Przez omówienie czci należnej Bogu ze strony społeczności, wchodzimy ściśle w cześć liturgiczną, która jest kultem społecznym Boga.

Cześć Boża liturgiczna

Wyraz liturgia pochodzi z języka greckiego „leito ergon”. W języku łacińskim brzmi on „opus publicum”, czyli czynność publiczna.

U Greków słowo to oznaczało wszelką czynność publiczną obywateli na rzecz miasta lub państwa.

Rzymianie przez „opus publicum” zaczęli rozumieć także jako czynności religijne sprawowane przez urzędników państwowych, jakimi byli kapłani. Od chwili, gdy urząd najwyższego kapłana przeszedł na cezara (August Oktawian), wtedy jeszcze bardziej funkcje religijne kultu nabrały znaczenia czynności państwowych.

W Starym Testamencie przez liturgię rozumiano czynności święte, religijne sprawowane przez kapłanów i lewitów.

W prawosławiu liturgią nazywa się funkcje kapłańskie, sprawowane przy ołtarzu podczas Mszy św.

U katolików przez liturgię rozumiemy wszelkie funkcje religijne sprawowane przez kapłanów jako urzędników i przedstawicieli Kościół

Z kolei wyraz „liturgika” rozumiemy jako naukę o obrzędach religijnych i liturgicznych.

Gdy mówimy o czci publicznej Boga sprawowanej w liturgii Kościoła, to mamy na uwadze nie tyle cześć zbiorową społeczności ludzkiej, ile cześć urzędową, nakazaną Objawieniem Bożym, a sprawowaną przez osoby do tego przez Boga powołane. Tak było w Starym Testamencie i tak jest przede wszystkim w Nowym Testamencie. Chrystus Pan jako najwyższy Pośrednik i Kapłan został upoważniony przez Ojca do sprawowania czci Bogu należnej. Tą cześć Jezus sprawował osobiście, a teraz sprawuje ją przez Kościół. Zatem kult Boży liturgiczny to cześć Boża, jaką sprawuje Kościół. Liturgia Nowego Przymierza obejmuje: ofiarę Mszy św., sakramenty swięte, poświęcenia, nabożeństwa i modlitwy.

Kult liturgiczny w Kościele nie jest kultem spontanicznym, ale nakazanym przez samego Boga, który przez Jezusa Chrystusa został powierzony Kościołowi. Jest to zatem kult hieratyczny (pochodzi od Boga) i hierarchiczny (sprawowany przez powołaną do tego hierarchię duchową). Dlatego kult liturgiczny zależy od władzy Kościoła, a więc od papieża i biskupów. Urzędowym organem odnośnie do kultu liturgicznego w Kościele jest Święta Kongregacja Obrzędów założona w 1588 roku przez papieża Sykstusa V. Sam papież stoi na jej czele.

5.      Poszczególne formy czci Bożej

Ludzkość w ciągu tysiącleci wypracował tysiące form czci oddawanej Bogu przez jednostki, jak i przez całe społeczności. Nie sposób jest wyliczyć je wszystkie. Postaramy się wyliczyć jedynie formy najważniejsze i potraktować je ramowo.

Ofiara

Przez ofiarę pojmujemy wszelki dar widzialny złożony Bogu, który zostaje zniszczony, aby przez to wykazać, że tylko Bóg jest najwyższym i jedynym Panem Wszechrzeczy. Bóg ma prawo żądać wszystkiego, a człowiek ma obowiązek Mu to ofiarować. Ofiara jest najdoskonalszą formą czci Bożej, bo przez nią uznajemy panowanie Stwórcy nad wszystkim.

Ponadto ofiara zawiera w sobie aspekt wyrzeczenia się danej własności na rzecz Boga. Im więcej w ofierze jest wewnętrznego wyrzeczenia się, rezygnacji ze swego, tym ona bardziej Bogu się podoba i jest Mu milsza.

Niczym są jednak wszystkie ofiary świata wobec Ofiary najwyższej, którą złożył Jezus swojemu Ojcu na Kalwarii, kiedy sam się ofiarował na odkupienie za grzechy świata. Sam Syn Boży, który stał się człowiekiem, w potwornej męce, a na końcu w przerażającej agonii, siebie samego złożył w ofierze Ojcu. Nie jesteśmy w stanie w żaden sposób pojąć ogromu tej ofiary. Ponieważ ofiara jest najdoskonalszą i najwyższą formą kultu, więc Chrystus Pan właśnie przez ofiarę na Golgocie złożył swojemu Ojcu hołd najwyższy. Chcąc, aby ta nieskończona ofiara trwała nadal po wszystkie czasy i na wszystkich ołtarzach świata, ustanowił Ofiarę Mszy świętej, w której przez ręce swoich kapłanów nieustannie ponawia ofiarę krzyżową i wszystkim ludziom daje możliwość stania pod Jego krzyżem. Z tej racji Ofiara Mszy św. jest słońcem całej liturgii Nowego Przymierza jako wieczne przedłużenie i odnawianie ofiary Golgoty.

Modlitwa

Najogólniej o modlitwie mówimy, że jest to rozmowa człowieka z Bogiem albo podniesienie serca do Boga.

Jednak doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że relacje między osobami buduje się nie tylko przez rozmowy, ale też i to dużo częściej,  przez mowę ciała, którą jest: mimika, wszelkie postawy, gesty, zachowania, itp. Z tej racji możemy powiedzieć, że modlitwa jest również życiem z Bogiem, przed Bogiem, itd. Obejmuje ona zatem całe nasze życie. Doświadczamy jednak tego, że mowa ciała nie jest mową jednoznaczną, bo może być różnie odczytywana.

W rzeczywistości tylko słowo, gdy jest prawdziwe, jest jednoznaczne. Z tej racji próbujemy, często nawet bardzo nieudolnie: nasze myśli, wyobrażenia, uczucia, skojarzenia, itd.  ubierać w słowa, aby je przekazać innym osobom.  Opisywana rzeczywistość jest powodem tego, że często o modlitwie myślimy jako o rozmowie z Bogiem.

Modlitwę można podzielić na: uwielbienie, dziękczynienie, przebłaganie, prośbę.

Z innej racji możemy ją podzielić na: słowną, myślną, kontemplacyjną.

Konieczność modlitwy wypływa z samej naszej ludzkiej Natury. O ile spotkano w historii ludy bez zwyczaju składania Bogu ofiar, to  nie napotkano jeszcze ani jednego narodu bez modlitwy. Gdyby zebrano wszystkie napisy modlitw na kamieniach, papirusach, pergaminach oraz w pieśniach i hymnach u wszystkich ludów wszelkich ras, to powstałaby potężna biblioteka, której wielkość trudna nam sobie wyobrazić.

Modlitwa jest ponadto konieczna z pozytywnego nakazu Jezusa, który ciągle do modlitwy zachęcał i ją nakazywał. On też nauczył nas słów modlitwy „Ojcze nasz”.

Nie ma nic dziwnego w tym, że modlitwa stała się najpowszechniejszą i najbardziej ulubioną formą czci Boga w Kościele. Wystarczy tylko, aby przejrzeć teksty mszalne modlitw na poszczególne dni, okresy liturgiczne i święta, aby zobaczyć, ile i jak wspaniałych modlitw stworzyła pobożność liturgiczna.

Koroną wszystkich modlitw Kościoła „officium” brewiarza, które Kościół swoim sługom nakazuje codziennie odmawiać. Są one tak rozmieszczone, że obejmują najważniejsze pory dnia i nocy. Jeżeli sobie uprzytomnimy, że codziennie około pół miliona kapłanów odmawia berwiarz we wszystkich częściach świata, to możemy sobie uzmysłowić, jak potężny hymn nieustannej chwały wznosi się do nieba ze wszystkich krańców świata. Kiedy do tej modlitwy urzędowej, liturgicznej Kościoła dodamy niezliczone modły serc wszystkich wiernych, to możemy sobie wyobrazić, jak potężny otrzymamy głos nieustannego uwielbienia, dziękczynienia, prośby i przebłagania Boga.

Im bardziej człowiek kocha Boga, tym serdeczniej i więcej się modli. I odwrotnie, im człowiek jest dalej od Boga, tym chłodniejsze utrzymuje z Nim relacje, tym mniej i ozięblej się modli.

Śluby, przysięgi, zaklęcia

Te wymienione w nagłówku formy czci Bożej należałoby omówić przy okazji I przykazania Bożego. Jednakże z racji, że przy nich wzywa się uroczyście imienia Boga, zostaną one omówione przy II przykazaniu Bożym. Obecnie zaznaczymy w nich tylko aspekt czci Boże.

Śluby są uroczystą obietnicą złożoną Bogu. W nich człowiek zobowiązuje się do zrobienia czegoś dobrego, do czego nie jest zobowiązany czy przymuszony. Jest to zatem wielki akt czci i kultu Boga, w którym człowiek ucieka się do Boga, bo  uznaje Jego władzę nad sobą. Od najdawniejszych czasów spotykamy się ze ślubami prywatnymi i społecznymi. W chwilach wielkich klęsk albo wojen składano śluby narodowe: zbudowanie świątyni, złożenie pewnych ofiar, itd. Złamanie ślubu zawsze uważano za jedno z największych wykroczeń przeciw czci Bożej, gdyż w tym akcie zawierało się lekceważenie albo nawet pogarda dla Boga.

 Przysięga to wezwanie się Boga na świadka w czasie zeznań o wielkiej wadze. Wzywając Boga na świadka zeznający chce przez to stwierdzić, że prawdę jego słów potwierdza teraz, a jeszcze mocniej to zrobi w przyszłości, Najwyższa Powaga na ziemi i w niebie. Krzywoprzysięstwo zawsze i powszechnie uważano za zbrodnię.

Zaklęcie to pewnego rodzaju uroczysta aklamacja skierowana do Boga. W sytuacji, kiedy człowiek spotyka się z siłą wyższą od siebie i sobie wrogą, wtedy uroczyście wzywa na pomoc Boga chcąc w Nim mieć swego sprzymierzeńca. Specyficzną formą zaklęć są egzorcyzmy, poprzez które Kościół z ustanowienia Jezusa ,rozprawia się ze duchami piekielnymi, mającymi władzę nad sercem, a nawet i nad ciałem człowieka. Egzorcyzmy stosujemy również w odniesieniu do miejsc, w których szatan ma szczególną władzę. Widzimy, że zaklęcia to nie przekleństwa lub złorzeczenia.

Osoby, miejsca, przedmioty i czasy Bogu poświęcone

U wszystkich ludów, nawet najbardziej prymitywnych, osoby poświęcone bóstwu zawsze doznawały wielkiej czci. Uważano je za własność Boga, a zniewagę im wyrządzoną poczytywano za zniewagę wyrządzoną bóstwu. Do takich osób w Kościele należą: kapłani, pustelnicy (eremici), anachoreci, członkowie zakonów żeńskich i męskich, którzy praktykują rady ewangeliczne, asceci. Nasze odniesienie do nich zawsze jest wyrazem naszego stosunku do samego Boga. W odniesieniu do tych osób nie chodzi o bezkrytyczną cześć dla danej osoby, ale o cześć dla Boga, któremu ona chce i ma służyć. To odniesieniu uzewnętrznia naszą relację z Bogiem i o tym zawsze powinniśmy pamiętać.

Cmentarze zawsze u wszystkich ludów były miejscami, które uważano za święte i otaczano szczególnym pietyzmem ze względu na zmarłych i ich życie pozagrobowe. Dość powszechnym było przekonanie, że bogowie mają swoje ulubione miejsca, do których śmiertelnikom wstęp był wzbroniony. Tam oni mieszkali i objawiali swoją łaskawość przez ukazywanie się ludziom (Olimp, święte gaje w Prusach i na Litwie, itp). Do miejsc pątniczych należały głośne sanktuaria, np. w dawnej Grecji Delfy ku czci Apollina, Eleuzis ku czci Demetry, (itd.). Najpowszechniejszymi jednak miejscami świętymi były świątynie wzniesione ku czci bóstw. Wznoszono je jak najwspanialej i niż żałowano środków na ich przyozdobienie i wyposażenie. Jako ośrodki kultu stanowiły szczyt tego, co geniusz ludzki mógł stworzyć w architekturze, rzeźbie i malarstwie.

Wszystkie opisywane miejsca były przejawem religii naturalnej, która opierała się na ludzkim rozumie i zdolności wyciągania wniosków z objawienia naturalnego, czyli poznawania Stwórcy wszystkiego ze stworzonych dzieł.

Tym bardziej w religii objawionej opierającej się na autorytecie samego Boga miejsce te wymagają szczególnego kultu i czci, bo na wyłączną własność samego Boga i dla Jego największej chwały zostały uroczyście poświęcone.  Każde zbezczeszczenie takiego miejsca przez niegodne w nim zachowanie i postawę jest zawsze świętokradztwem, czyli próbą kradzieży, zniszczenia czy  pozbawienia rzeczy ofiarowanej samemu Bogu.  W Kościele katolickim do miejsc świętych należą: kościoły, kaplice i cmentarze. Do nich też zaliczyć należy kapliczki i krzyże przydrożne, bo one na chwałę samemu Bogu zostały wzniesione i ofiarowane.

Do przedmiotów poświęconych czci Bożej należą: ołtarze, obrazy, naczynia liturgiczne, dary wotywne, feretrony procesyjne, itd. Zawsze i wszędzie wykonywano je z najkosztowniejszych materiałów i jak najbardziej artystycznie, gdyż dla chwały Boga je wykonywano. Wszystkie zachowane zabytki przedmiotów kultu świadczą o tym niezbicie.

Wielkie znaczenie w kulcie religijnym wszystkich ludów i wszystkich okresów historycznych miały czasy święte. U ludów polinezyjskich, u Pigmejów afrykańskich zwykło się poświęcać Bogu każdą pierwszą czynność dnia: wstanie, posiłek, polowanie, itd. U wszystkich ludów spotykamy dni święte poświęcone czci bogów. Te uroczystości religijne bywały obchodzone manifestacyjnie przez całą społeczność albo państwo.

W Starym Testamencie znajdziemy cały szereg dni, które były najważniejsze w roku: Pascha (pamiątka uwolnienia z niewoli egipskiej), Zielone Święta (pamiątka nadania Dekalogu) zwane też Świętem Tygodni, Żniwa, Pierwocin oraz Święto Kuczek, czyli Namiotów (pamiątka pobytu na pustyni). Te trzy  uroczystości miał obchodzić cały naród, a każdy Izraelita był obowiązany w te dni nawiedzić świątynię. Wspomniane uroczystości trwały wiele dni. Oprócz nich były jeszcze inne święta: Święto Trąb, Przebłagania, Dedykacji (pamiątka poświęcenia świątyni), Purim (pamiątka wybawienia Żydów od zagłady za pośrednictwem Estery), Święto Zwycięstwa (podziękowanie za uwolnienie od najazdu Asyryjczyków za pośrednictwem Judyty).

Nowością w Starym Testamencie, a zarazem zjawiskiem jedynym w historii religii, było ustanowienie szabatu, czyli siódmego dnia jako dnia zupełnego powstrzymywania się od prac, a poświęconego wyłącznie służbie Bożej. Unikatem wśród praw religijnych narodów był nakaz święcenia lat jubileuszowych (każdy siódmy i pięćdziesiąty rok). Przez zachowanie dni świętych człowiek uznaje, że Bóg jest także Panem czasu, którego nam użycza w swojej dobroci. Ponadto człowiek przez złożenie Bogu w ofierze swojego czasu daje większą ofiarą niż dar z rzeczy materialnych. Przez ofiarowanie swoich dni Bogu człowiek uznaje, że powinien właściwie całe swoje życie i wszystkie jego chwile poświęcić Stworzycielowi.

Procesje, pielgrzymki, śpiew, muzyka i tańce religijne

Słowo „procesja” pochodzi od wyrazu łacińskiego „procedere”, czyli postępować, iść naprzód. Procesja zatem to pochód religijny. Jego celem jest publiczne oddanie czci Bogu, wyznanie wiary, wyrażenie podziękowania za otrzymane łaski, prośba lub przebłaganie. Już nawet u prymitywnych ludów spotykamy się z tego rodzaju kultem. W powstałych cywilizacjach procesje nabierały szczególnego znaczenia i były bardzo rozbudowane.

W Kościele katolickim mają one prowadzić do wzrostu pobożności wśród wiernych. Już od IV wieku znane były w Rzymie procesje do kościołów stacyjnych. Dziś do najpiękniejszych należą; procesja z zapalonymi  świecami w święto Matki Bożej gromnicznej, procesje w dni krzyżowe na wiosnę do przydrożnych kaplic, procesje Bożego Ciała, w Polsce również procesja rezurekcyjna.

Szczególną formą procesji jest pielgrzymka. Dotyczy ona miejsc świętych i sanktuariów, które znajdują się w pewnej odległości, do których się podąża. Pielgrzymki mają charakter prywatny, jednostkowy oraz zbiorowy. Pielgrzymów nazywa się pątnikami. Każda pielgrzymka, o charakterze religijnym, ekspiacyjnym, ma wielkie znaczenie wychowawcze i stanowi ważny czynnik skupiający wiernych różnych narodowości i ras.

Do najbardziej znanych miejsc pątniczych na świecie należą: Mekka i Medyna dla mahometan, miasto Benares ze swoimi świątyniami (prawie 4 tys.) dla hinduizmu, na Cejlonie dla buddystów jest sanktuarium z zębem Buddy w Kandii. Natomiast dla chrześcijan najważniejszymi miejscami pielgrzymkowymi są: Ziemia Święta, Rzym, Compostella, Lourdes, Fatima, i inne. W Polsce do najważniejszych miejsc pątniczych  należą: Częstochowa, Kalwaria Zebrzydowska, Góra św. Anny, itd.

Śpiew religijny

Człowiek w pieśniach zawsze najlepiej wypowiadał tęsknoty i uczucia swojej duszy, je wzloty i załamania. Z tego powodu u wszystkich ludów we wszystkich czasach pieśń religijna zajmowała naczelne miejsce w kulcie Boga. Prawdziwą kopalnię piękna, wzniosłości i porywów religijnych znajdziemy w indyjskiej księdze Rig Weda, która zawiera 1028 hymnów. Kiedyś znane były i powszechnie śpiewane  pieśni delfickie ku czci Apollina. Również najdawniejsze eposy mityczno – religijne w Babilonii były wyśpiewywane w pieśniach, np. „Gilgamesz”, „Mit o Adapie”, „Zstąpienie Isztar do podziemia”, itd.

W Starym Testamencie pieśń zyskała sobie wspaniałą pozycje w wyrażaniu przeżyć i wzlotów ducha. Sprzyja temu melodyjność, rytmiczność i śpiewność oraz refreny, które ułatwiają zapamiętywanie najważniejszych miejsc, a często uprzystępniają udział tłumu. Największą sławę pośród wszystkich religijnych pieśni natchnionych zyskały sobie Psalmy Dawida.

W Nowym Testamencie mamy wzmianki o pieśni religijnej. Oto Mata Boża u Elżbiety wyśpiewuje hymn pochwalny „Magnificat” (Łk 1, 46 – 56). Zachariasz kantykiem sławi przyszłość swojej dzieciny (Łk 1, 68 – 79). Starzec Symeon wygłasza pieśñ pochwalną (Łk 2, 29 – 35). Rozentuzjazmowane rzesze witają Jezusa w Jerozolimie okrzykami procesyjnymi z Pisma św. „Hosanna na wysokościach. Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie” (Mt 21,9). Ostatnią Wieczerzę kończy Jezus „odmówiwszy hymn” (26,30).

Św. Paweł zachęca Efezjan: „…napełniajcie się Duchem Świętym, wygłaszając psalmy, hymny i pieśni duchowe, nucąc i śpiewając w sercach waszych Panu” (Ef 5, 18 – 19). Podobnie pisze do Kolosan: „Słowo Chrystusowe niech przebywa w was obficie, abyście z wszelką mądrością jedni drugich nauczali i krzepili przez psalmy, hymny i pieśni duchowe, w łasce śpiewając Bogu w sercach waszych” (Kol. 3,16).

Kościół idąc za tą zachętą Apostoła narodów nauczał w czasach średniowiecza ludy barbarzyńskie właśnie przez pieśni. Ta forma bowiem bardzo ułatwiała zapamiętywanie tego, co się chciało przekazać.

W Kościele przyjął się najpierw śpiew Psalmów. Początkowo, pewnie z powodu braku tekstów, Psalmy śpiewał solista, a wierni wtórowali mu przy śpiewie refrenu. Od IV wieku pojawiają się responsoria i antyfony śpiewane przez dobrane chóry kleryków lub śpiewaków. Powoli formuje się śpiew zwany od papieża Grzegorza Wielkiego (wiek VI), reformatora nie tyle melodii, co tekstów antyfonicznych, śpiewem gregoriańskim. Niektóre zasadnicze formy chorału gregoriańskiego wywodzą się z psalmodii synagogi żydowskiej, a inne z motywów starogreckich.

Śpiew polifoniczny (wielogłosowy) w Kościele narodził się za czasów Karolingów. Od 1377 roku papież Grzegorz XI dał urzędowe zezwolenie na wprowadzenie do kościołów muzyki wielogłosowej. Największy rozkwit tego śpiewu przypada na wiek XVI.

Pieśń ludowa nie zdobyła sobie prawa pieśni liturgicznej, ale niezmiernie urozmaica ona nabożeństwa para liturgiczne i bardzo przyczynia się do ożywienia uczuć religijnych wśród ludu. W średniowieczu posługiwano się pieśnią ludową do pouczenia prawd wiary. Dzisiaj mamy taką masę religijnych pieśni ludowych, że wprost nie do pomyślenia jest, aby można się było bez nich obejść. Ile piękna jest w naszych kolędach, pieśniach wielkopostnych i maryjnych.  I chociaż śpiew chorału gregoriańskiego jest nadal jedynym śpiewem liturgicznym Kościoła ze względu na jego powszechny charakter i język łaciński, to jednak rozporządzenia Piusa XII dają coraz więcej miejsca dla śpiewu ludowego.

Do najdawniejszych pieśni polskich, znanych współcześnie i obecnie jeszcze śpiewanych, należą: „Bogurodzica” (z wieku XIII), pieśń wielkanocna „Przez Twe święte Zmartwychwstanie” (wiek XIV), „Wesoły nam dzień dziś nastał” (wiek XIV) oraz wiele kolę i pieśni wielkanocnych.

Muzyka religijna

Człowiek podczas śpiewu, a szczególnie głośnego i długiego, szybko się męczy. Instrument muzyczny „przedłuża” trwanie jego głosu oraz posiada większe możliwości melodii i barw. Muzyka jest znana od bardzo dawna. O instrumentach muzycznych czytamy w tekstach starożytnych. Najstarszymi zabytkami instrumentalnymi są: flet, fujarka, trąba, cymbały, cytra, harfa i bęben. Instrumentów muzycznych używano również w kulcie bóstw ludów starożytnych. W Starym Testamencie już Dawid ustanowił z lewitów całe zespoły muzyczne, jakby pierwsze orkiestry dla cymbałów, dla harf, cytr, itd., którzy „na oktawę grali zwycięsko” (1 Krn 15).

Kościół katolicki przez długie wieki nie przyjmował w cieniu swoich świątyń muzyki w obawie upodobnienia nabożeństw do hałaśliwych obrzędów pogańskich i z obawy o rozproszenia. Śpiew religijny doskonale wypełniał przerwy między nabożeństwami, a jednocześnie lepiej przygotowywał do modlitwy.

Pierwszym instrumentem, który zyskał prawo obywatelstwa w kościele, były organy. Pierwszym kościołem, który wprowadził organy, była katedra w Akwizgranie, kośció koronacyjny królów frankońskich. W roku 873 papież Jan VIII prosi biskupa Hanno von Freissing, aby mu przysłał do Rzymu organy i dobrego organistę. Organy były rzeczą kosztowną i dlatego rozpowszechniały się bardzo powoli. Jednak w wieku XVI były już powszechnie wprowadzone w Europie. Okazały się one bardzo wygodne, gdyż zastępowały chór, na który nie mogło sobie pozwolić wiele kościołów. Można się było nimi posługiwać w każdym czasie, podczas gdy śpiewacy śpiewali tylko w święta podczas głównych nabożeństw.

Inne instrumenty weszły do kościoła wraz z polifonią, a więc w wieku XVI. Kościół wprowadzał je bardzo niechętnie, a tłumaczenie tego stanu rzeczy najlepiej wyjaśniały już słowa Klemensa Aleksandryjskiego: „Wolimy chwalić Pana Boga własnymi głosami niż cudzymi, instrumenty te bowiem przypominają raczej plac boju”. Mimo to powoli wraz z organami inne instrument zaczęły wchodzić w zakazany dla siebie obszar liturgii. Z czasem doszło do takiego zeświecczenia kościołów, że urządzano w nich koncerty nie mające niczego wspólnego z duchem liturgii. Przypominały one raczej późniejsze opery. Reformę muzyki kościelnej energicznie przeprowadził św. Pius X w słynnym „Motu proprio” z 1903 roku. Pius XI wprowadził dalsze wyjaśnienia bullą „Divini cultus sanctitatem” z roku 1928, a w końcu Pius XII encykliką „Musicae sacra disciplina” z dnia25 grudnia 1955 roku odróżnił od muzyki zwykłej muzykę ściśle liturgiczną, tzn. taką, która towarzyszy nabożeństwom liturgicznym (Msza św., śpiewany brewiarz, itp.). Muzyk liturgiczna jest służebnicą liturgii, ma towarzyszyć nabożeństwom, a nie odwracać uwagi od misterium ołtarza. Papież ten zostawił jednak większą swobodę muzyce w kościele przy innych nabożeństwach, para liturgicznych, ludowych, itp. Np. nabożeństwa majowe, „Gorzkie Żale”, koncerty religijne, itp.

Tańce religijne

Wydaje się rzeczą bardzo prawdopodobną, że wszystkie pierwotne tańce miały charakter religijny. U większości ludów taniec służył do objawienia radości, uwielbienia i wdzięczności. Dla nich taniec miał też znaczenie symboliczne. Był jakby żywą ilustracją i dramatem, w którym się rytmicznie i mimicznie przy dźwiękach muzyki odtwarzało sceny z mitologii o bóstwach i religijnych bohaterach. Największe uroczystości religijne tych ludów łączyły się zawsze z tańcem, który u ludów Azji stał na bardzo wysokim artystycznym poziomie. Znane w całym świecie są tego typu tańce koreańskie i chińskie. O podobnych sytuacjach czytamy w Starym Testamencie.

Do dzisiaj tańcem w liturgii Kościoła posługują się, np.: ludy afrykańskie, w niektórych okolicach Hiszpanii w czasie procesji lud wykonuje swoje religijne tańce regionalne, itp.

Dopiero w ostatnich wiekach Europa wprowadziła masowo tańce, jako czystą formę zabawy i rozrywki, pozbawiając je zupełnie charakteru religijnego.

 

 

 

 

Katecheza 3: Warunki Sakramentu Pokuty i niektóre rodzaje grzechów

 

1)     Rachunek sumienia

Jest to przypomnienie sobie grzechów od ostatniej dobrej spowiedzi, a przy grzechach śmiertelnych ich liczby i okoliczności. Przed rachunkiem sumienia należy pomodlić się do Ducha Świętego i prosić o wstawiennictwo Matkę Bożą i świętych. Rachunek trzeba również robić codziennie przy wieczornej modlitwie.

2)     Żal za grzechy

Jest najważniejszym warunkiem, bez którego nie ma odpuszczenia grzechów i pojednania z Bogiem.

Żal jest boleścią duszy i znienawidzeniem (odrazą) popełnionego grzechu z mocnym postanowieniem nie grzeszenia w przyszłości.

      Żałować możemy:

-         z miłości do Boga jako najlepszego Ojca ( żal doskonały )

-         z miłości do Boga, ale też i po trochu z bojaźni przed potępieniem albo chęcią zyskania nieba  ( żal wystarczający zwany też niedoskonałym)

Do ważnej spowiedzi wystarczy żal wystarczający (niedoskonały).

Żal doskonały powinno się wzbudzić w niebezpieczeństwie śmierci, gdy nie można przyjąć Sakramentu Pokuty. Żal doskonały gładzi wszystkie grzechy. Nie mamy pewności , że wzbudziliśmy taki żal, więc przy najbliższej Spowiedzi wyznajemy wszystkie grzechy.

       Powinniśmy żałować:

-         w sercu ( żal wewnętrzny )

-         za wszystkie grzechy ( żal powszechny )

-         tak, by Boga stawiać na pierwszym miejscu ( żal nade wszystko )

-         ze względu na Boga, a nie ludzi ( żal nadprzyrodzony )

3)     Mocne postanowienie poprawy

Prawdziwy żal za grzechy kończy się zawsze szczerym i mocnym postanowieniem poprawy. Postanowienie poprawy to zdecydowana wola unikania grzechów, zwłaszcza ciężkich, i okazji do grzechów.

      Powinniśmy:

-         starać się poprawić ze wszystkich grzechów ( postanowienie poprawy powszechne)

-         stanowczo wystrzegać się grzechów ( mocne )

-         podjąć w sercu decyzję poprawy ( szczere )

-         liczyć nie tylko na własne siły, ale na pomoc Bożą; uznać własną słabość i liczyć

na pomoc Boga ( pokorne )

-         zacząć poprawę od grzechu ciężkiego lub najczęściej popełnianego ( konkretne)

4)     Szczera spowiedź

Jest  to wyznanie przed kapłanem wszystkich grzechów ciężkich popełnionych po ostatniej dobrej spowiedzi, z uwzględnieniem ich liczby i okoliczności, w celu uzyskania rozgrzeszenia. Wyznanie grzechów jest istotną i konieczną częścią Sakramentu Pokuty. Wyznanie grzechów lekkich       ( powszednich ) nie jest ściśle konieczne, ale bardzo pożyteczne i zalecane przez Kościół.  Regularne spowiadanie się z grzechów powszednich przyczynia się do kształtowania dobrego sumienia.

 Ze względu na tajemnicę spowiedzi, która obowiązuje kapłana, możemy bez jakiejkolwiek obawy wyznać wszystkie grzechy i ich okoliczności.

5)     Zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu

Jest wyrazem prawdziwego nawrócenia. Wyrazem bowiem nawrócenia jest  poprawa życia i naprawienia szkód oraz zgorszeń spowodowanych grzechami.

        Jedną z form zadośćuczynienia Bogu jest zadana przez kapłana pokuta sakramentalna,  którą należy wypełnić jak najszybciej. Należy także naprawić krzywdy wyrządzone  bliźnim.

 

 

Grzechy cudze

 

      Te grzechy zdarzają się bardzo często i popełnia je każdy człowiek

 wtedy, gdy:

 

1)     Pobudza do grzechu, np. przez nieskromny ubiór, rozgniewanie,

                                                  złe mówienie, złe zachowanie...

2)     Radzi do grzechu, np. do kradzieży...

3)     Nakazuje popełnić grzech, np. dzieciom, domownikom, podwładnym...

4)     Milczy na grzech bliźniego, np. żeby mieć święty spokój...

5)     Zezwala popełnić grzech, np. podwładnym, domownikom...

6)     Pomaga popełnić grzech, np. przy rabunku, kradzieży, fałszerstwie...

7)     Nie karze grzechu, np. popełnionego przez dzieci, podwładnych...

8)     Broni grzechu popełnionego przez kogokolwiek...

9)     Pochwala grzech popełniony przez kogokolwiek...

 

 

 

Grzechy przeciw Duchowi Świętemu

 

         Ktokolwiek lekceważy te grzechy, nie może się nigdy dobrze pojednać z Bogiem.

Trzeba więc najpierw te grzechy przeciw Duchowi Świętemu starannie poznać,

codziennie nad nimi czuwać i do końca swego życia wykluczać.

 

1)     Grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego – ktokolwiek z pełną

świadomością planuje popełnić grzech ciężki, licząc na przebaczenie w

Sakramencie Pokuty.

2)     Wątpić o łasce Bożej, np. grzesznik uświadamia sobie wiele ciężkich

zbrodni, które popełnił. Uważa, że nie zasługuje na przebaczenie Boże i

rezygnuje z tej łaski...

3)     Sprzeciwiać się jakiejś prawdzie chrześcijańskiej, np. tej, że Bóg jest

sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za złe karze...

4)     Zazdrościć bliźniemu łaski Bożej. Zdarza się to zazwyczaj takim

ludziom, którzy przez dłuższy czas są skłóceni z Bogiem. Drażni ich

ludzka pobożność i zwalczają wszelkie praktyki religijne.

5)     Zatwardziałość wobec natchnień Ducha Świętego, np. lekceważenie

natchnień Ducha Świętego do dobrych uczynków, do Spowiedzi świętej...

6)     Odkładanie pokuty aż do śmierci, np. ktoś żyje w grzechu ciężkim i daje

posłuch szatanowi, który zapewnia go, że przed śmiercią się jeszcze nawróci.

 

 

Grzechy wołające o pomstę do nieba

 

1)     Umyślne zabójstwo – najczęstszą zbrodnią w obecnych czasach jest

mordowanie dzieci nienarodzonych. Zbrodniarzami w tej materii są:

       lekarze, położne, pielęgniarki, rodzice i ci wszyscy, którzy do tej

       zbrodni zachęcali, radzili, zmuszali lub nie przeszkadzali.

2)     Grzech sodomski – są to grzechy nieczyste przeciwne naturze człowieka.

3)     Uciskanie ubogich, wdów i sierot. Jest to grzech wielkiej

niesprawiedliwości, którą trzeba koniecznie naprawić przed

Spowiedzią świętą lub jak najprędzej.

4)     Zatrzymywanie zapłaty pracownikom – chodzi o niesprawiedliwe

wynagrodzenie, płacenie alkoholem, nierządem lub czymś

niegodziwym. Ociąganie się z zapłatą za pracę...

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Odwiedzin :
Kamera online                        Kreator IAP - (C)opyright